AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
801
BLOG

Strach przed tanią benzyną...

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 11

Dawno, dawno temu, w mrocznych czasach PiSowskiej smuty, kiedy w Pałacu Namiestnikowskim rezydował Lech Kaczyński, w fotelu premiera zasiadał jego brat Jarosław a dziatki wychowywał wysoki Roman o niskim głosie ropa na światowych rynkach osiągnęła rekordową cenę stu pięćdziesięciu dolarów za baryłkę a polscy kierowcy przeklinali na czym świat stoi tankując na stacjach paliw benzynę po cztery złote i dwadzieścia groszy za litr. Na szczęście szybko nastąpiły wybory i inne dziejowe wydarzenia, które sprawiły, że rządowi szefuje ulubieniec salonów Donald Tusk, urząd prezydenta objął jowialny i cieszący się powszechnym niemalże zaufaniem Bronisław Komorowski a cena wydobywanego w Zatoce Perskiej surowca spadła do poziomu stu jedenastu dolarów; w naszym zaś kraju możemy poszczycić się stabilnym wzrostem cen benzyny, która osiągnęła już niespotykany wcześniej poziom prawie sześciu złotych...

Byłaby powyższa historyjka śmieszna gdyby nie to, że jest prawdziwa. Należę od tych nielicznych pechowców, którzy mimo upływu lat cieszą się dobrą pamięcią, w związku z czym czasy poprzedzające erę Donalda nie zatarły się jeszcze w moich mózgowych zwojach, mimo podlewania ich alkoholem i karmienia nikotyną. Pamiętam debatę telewizyjną pomiędzy Tuskiem i Kaczyńskim, w której ten pierwszy zarzucał drugiemu nieznajomość cen tak podstawowych produktów jak ziemniaki, jabłka czy pomidory. Pamiętam spoty wyborcze platformy, w których zapewniano mnie jakie to wspaniałe życie mnie czeka w nowoczesnym i bogatym kraju jeśli tylko w sejmowych i senackich ławach posadzę właściwych ludzi. Pamiętam przysięgę premiera, który publicznie zapewnił, że każdy minister z jego rządu, który wpadnie na pomysł podnoszenia podatków wyleci na zbity pysk. Pierwsze exposé Donalda Tuska też pamiętam, choć głównie dlatego, że bardziej przypominało mowę Fidela Castro niż polityka z demokratycznego, środkowoeuropejskiego kraju. Platforma albo śmierć...

Pamiętam to wszystko i pojąć nie mogę jakim cudem rządząca partia wciąż prowadzi w sondażach, prezydent cieszy się społecznym zaufaniem a premier ma odwagę stawać przed telewizyjnymi kamerami i pleść farmazony o zielonej wyspie i państwie, które zdało egzamin. W głowie mi się nie mieści wynik ubiegłorocznych wyborów, który był de facto wotum zaufania jakie rządowi wystawił naród. Wychodzi na to, że podobają nam się wysokie podatki, drożyzna w sklepach, paliwo kupowane na naparstki, kolejki do lekarzy, zaporowe ceny medykamentów, krocząca cenzura, ograniczana wolność i postępujące trwale ograniczanie naszej suwerenności na rzecz Unii Europejskiej. Pojąć tego nie mogę, w głowę zachodzę, ale tak właśnie jest. Zastraszonym ludziom wmówiono, że nie ma alternatywy, że jak nie Platforma z Donaldem to wróci ten straszny PiS i... No właśnie, i co? Naprawdę tak się boimy benzyny po cztery złote?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka