31 lat temu, kiedy enkawudzista przebrany za generała, ogłaszał wojnę przeciwko własnemu narodowi, moim jedynym problemem był brak Teleranka. Cały tydzień czekałem na niedzielę, na pianie koguta obwieszczające wybicie godziny dziewiątej i rozpoczęcie programu. A tu chała. Teleranka nie było a ja chodziłem markotny cały dzień.
Miesiąc czy dwa później, jeszcze zimą w każdym razie, jechałem z rodzicami nie pamiętam już dokąd. Podróż okazała się dla mnie nad wyraz atrakcyjna, bo po drodze zatrzymali nas żołnierze. Byłem głupim smarkaczem, który pierwszy raz w życiu miał okazję zobaczyć SCOTa i żałował, że kontrola była sprawna i szybko ruszyliśmy w dalszą drogę.
Miałem wtedy siedem lat i niczego nie rozumiałem. Na dobrą sprawę stan wojenny znam tylko z opowieści, filmów, książek i prasowych artykułów. Nikt nie załomotał nocą w drzwi, nie przeprowadził rewizji, nie zabrał mi rodziców na przymusowa kurację fundowaną prze Wronę. Mógłbym powiedzieć, że Jaruzelski potraktował mnie ulgowo, gdyby nie ten teleranem. Brak możliwości obejrzenia ulubionego programu uprawnia mnie do postawienia się w szeregu osób represjonowanych. Bardzo nieśmiało i na samym skraju.
Ale nic straconego. Wtedy byłem smarkaty i udziału nie wziąłem, za to dziś mogę bezpośrednio obserwować działania władzy nauczonej doświadczeniem tamtych lat, która zafundowała nam powtórkę z rozrywki i stosuje środki represji z generalskiej listy, by złapać naród za twarz. Kto ma oczy sam zobaczy, kto ślepy temu nic nie pomoże- będzie radośnie kiwał głową i chwalił skuteczność gaszenia ostatnich podrygów wolności. Wolności, której tak naprawdę naród zamieszkujący kraj nad Wisłą nie miał od siedemdziesięciu z górą lat.
31 lat temu ZOMO rozpędzało robotnicze demonstracje, dziś policja strzela do patriotów w narodowe święto. Wtedy smutni panowie nocą wpadali do mieszkań w poszukiwaniu bibuły i antyustrojowych materiałów, dziś ich następcy o szóstej rano łomocą do mieszkań blogerów krytycznie wyrażających się o prezydencie. Usłużne sądy tak samo jak wtedy swoimi wyrokami kneblują ludzi, którzy ośmielają się krytykować zamiast radośnie przyklaskiwać i tuptać z chocholim tańcu razem z władzą. Cenzura wprowadzana cichym ukradkiem pod pozorem walki z dziwnym tworem zwanym mową nienawiści to już tylko wisienka na torcie. Wszystko pasuje idealnie, nawet zima podobna do tamtej w roku pamiętnym, podczas której z czerwonego jaja wykluła się Wrona. Ciekawym, co wykluje się dziś? Patrząc na naszych pełnych miłości włodarzy zaczynam mieć obawy, że będzie to sęp, który od razu rzuci się na padlinę- pozostałość po dumnym niegdyś narodzie.


Komentarze
Pokaż komentarze