Armand Ryfiński nazwał jasnogórską ikonę „bohomazem” i rozwścieczył polityków Solidarnej Polski, którzy zapowiedzieli złożenie doniesienia do prokuratury. Chcą by poseł odpowiedział za obrazę uczuć religijnych Polaków. „Werbalny zamach na miejsce kultu, nie tylko Polaków ale i chrześcijan z całego świata, to dowód, że Ruchowi Palikota obce są wartości nie tylko kultury chrześcijańskiej, ale i kultury europejskiej. W polskiej polityce nie ma miejsca dla takich ideologicznych barbarzyńców. Miejsce Palikota i jego kumpli jest w zadymionej szulerni, a nie w polskim parlamencie” - napisał w oświadczeniu przekazanym mediom poseł Andrzej Romanek. Trudno się nie zgodzić z tymi słowami, jednakowoż zawracanie głowy prokuratorom głupim gadaniem jakiegoś kretyna to lekka przesada. Wolność słowa polega między innymi na tym, że każdy ma prawo zrobić z siebie idiotę na własny rachunek i nikt nie powinien mu w tym przeszkadzać. W przeciwnym wypadku wymiar sprawiedliwości byłby zawalony tego typu sprawami i całkowicie nie miałby czasu by zająć się poważnymi przestępstwami.
Samo nazwanie obrazu (jakiegokolwiek) „bohomazem” to tylko i wyłącznie kwestia gustu i w żaden sposób nie uwłacza osobie na nim przedstawionej. Po Palikociarni trudno spodziewać się wyrafinowanej wrażliwości estetycznej, podobnie jak po pijaczku spod budki z piwem nikt nie oczekuje, że będzie znał europejskie style architektoniczne czy kierunki w malarstwie, dla niego stara chałupa będzie ruderą bez względu na to, czy jest to średniowieczna kamieniczka czy przedwojenny kibel. Udowadnianie głupoty przed sądem sensu nie ma żadnego, zwłaszcza w sytuacji, kiedy tę głupotę każdy widzi bo lezie w oczy i wyje. Podobnie Roman Kotliński, facet zatrudniający mordercę księdza Popiełuszki, nie powiedział niczego strasznego określając kult jasnogórskiego obrazu mianem „bałwochwalstwa”. Nie on pierwszy i nie ostatni, facet odczytał literalnie stary testament i cześć. Odczytał i wykorzystał by uderzyć w Kościół i przywiązanie Polaków do Jasnogórskiej Pani, które kością w gardle mu stoi i solą w oku. I niech sobie stoi, kto się durniem urodził orłem nie umrze, jak mówi stare przysłowie.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego głupie gadanie ludzi z bandy Palikota należy olać i potraktować jak brzęczenie natrętnej muchy. Otóż sprawa sądowa będzie pożywką dla mediów mętnego nurtu, które tylko czekają by w tradycyjną, polską wiarę uderzyć. Miliony ekspertów od wszystkiego już przygotowuje się by tłumaczyć ciemnemu ludowi, dlaczego Kotliński i Ryfiński mieli rację i jak to moherowe babcie są ogłupiane przez pazerny kler. Lewactwo spod znaku Palikota na nic bardziej nie liczy, akt oskarżenia to woda na ich młyn. Kiedy tylko wpłynie on do sądu zaczną wrzeszczeć, jak to są prześladowani przez katolstwo, które chce zamknąć im gęby i zakazać konstytucyjnego prawa do wyrażania swoich poglądów. I będą mieli rację, choć sami robią wszystko by to ludziom wierzącym zakneblować usta i zepchnąć ich do krucht. Zostawić ich w spokoju, niech robią z siebie idiotów ile wlezie, w końcu ludzie tę głupotę zauważą i będą się wstydzić, że pozwolili im znaleźć się w parlamencie. Bez pomocy z zewnątrz, pomocy której właśnie chce udzielić Solidarna Polska, Palikociarnia to już tylko żywy, polityczny trup. Po najbliższych wyborach ślad po niej najmniejszy nie zostanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)