AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
329
BLOG

Czniać prawdę, gadajmy o Unii

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 0

„Grzechem naszej polityki jest to, że rozmawiamy o wrakach, o zamachach, o trotylu, o nitroglicerynie. A nie rozmawiamy o tym, czy Unia Europejska się utrzyma, jakie będzie w niej miejsce Polski” - powiedział na antenie Radia Zet ksiądz Andrzej Luter i zaatakował hierarchów, którzy jego zdaniem zaangażowali się w politykę. Krótko mówiąc znalazł się kolejny kapłan zaczadzony polityczną poprawnością, według którego dążenie do prawdy może się „odbić Kościołowi czkawką”. Ciekawym, czy ksiądz Luter w ten sam sposób podchodzi do prawdy o przyjściu na świat Zbawiciela, czy rozmawianie o prawdzie ewangelicznej również uważa za grzech? Może zamiast o cudzie narodzin Chrystusa powinniśmy rozmawiać o najnowszych trendach w choinkowej modzie? Tyle samo byłoby w tym sensu co w czczym gadaniu o UE i miejscu, jakie w niej będzie miała Przywiślańska Prowincja, w jaką powoli zamienia się nasza Ojczyzna.

Słuchając księdza Lutra odniosłem wrażenie, że chciałby on cukierkowatego Kościoła, który zamiast strażnikiem Prawdy byłby kółkiem wzajemnej adoracji, klubem dyskusyjnym „o niczym”, gdzie każdy czułby się świetnie i nikt niczym się nie przejmował. Ma być sielsko i anielsko, bo każdy trudny temat to przecież „upolitycznienie”, któremu katolicy poddawać się nie powinni. „...byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna.” - chciałoby się powiedzieć cytując Dziennikarza z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, w którego rolę wciela się coraz więcej ludzi mających być dla mnie przewodnikami. Nie rozumiem takiej postawy, nie rozumiem zaczadzenia politpoprawnością ogarniającego coraz większą rzeszę ludzi, którzy chcieliby pod warstwą lukru ukryć wszystko, co przykre i tragiczne. A kiedy wśród tych zaczadzonych jest kapłan to czuję się jakbym dostał obuchem w łeb.

Zawsze uważałem księży za oficerów, którzy na froncie walki ze złem mają w pierwszej linii atakować i prowadzić mnie przez wraże zasieki. Kiedy słyszę takie słowa jak powyższe, wypowiadane w dodatku w mediach programowo nieprzychylnych Kościołowi, to zastanawiam się, czy to już jest zdrada czy jeszcze tylko głupota? Nie jestem w stanie tego rozstrzygnąć, mam szczerą nadzieję, że to drugie. Bo kiedy dezerteruje zwykły żołnierz, to tragedii nie ma, da się go zastąpić szybko i bez ceregieli. Ale kiedy do przeciwnika przyłącza się oficer, to zagrożony jest cały odcinek, a niekiedy nawet cała armia...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka