We wrześniu ubiegłego roku pod drzwiami Kancelarii Premiera podpalił się Andrzej Żydek. Zdecydował się na ten desperacki krok by zaprotestować przeciwko totalnemu brakowi reakcji na nieprawidłowości w praskim Urzędzie Skarbowym, o których zawiadamiał przełożonych, prokuraturę, a nawet, listownie, samego szefa rządu. Bezskutecznie. W końcu uznał, że jedynym sposobem by coś się w sprawie ruszyło jest akt samospalenia dokonany w miejscu, w którym nie da się przejść nad nim do porządku dziennego i uznać za działanie wariata, któremu rozum odebrało. Wszyscy chyba pamiętamy przejętą minę Donalda Tuska, który obiecał, że sprawą się zajmie i wszystko dokładnie sprawdzi. Pamiętamy jego odwiedziny w szpitalu, w świetle kamer, jego szczerą, medialną troskę i żal. Ale pamiętamy też, że po kilku dniach zapewniał jak to kontrole przez niego zlecona, bardzo drobiazgowa, żadnych nieprawidłowości nie wykazała...
Dziś okazuje się, że premier łgał. Prokuratura prowadząca postępowanie w tej sprawie stwierdziła, że nieprawidłowości faktycznie miały miejsce. Z raportu pokontrolnego wydanego przez Izbę Skarbową w roku 2009 (sic!) wynika, że praski urząd nie monitorował zawieszonych spraw, nie prowadził ewidencji zawiadomień, nie odnotowywał dat i sposobu zakończenia spraw a decyzje wydawano nawet z 46-cio miesięcznym opóźnieniem. Według Andrzeja Żydka miało to na celu doprowadzenie do ich umorzenia. Według mnie ktoś (nie wiem kto) brał za to grubą kasę. Dziś prokuratura informuje (wbrew temu co przed rokiem opowiadał premier), że nieprawidłowości owszem, były, ale nadawały się do postępowania dyscyplinarnego a nie karnego i żadnych zarzutów nie postawi. Desperat skomentował sprawę krótko: „Czyli prokuratura uznała, że winni nieprawidłowościom są niewinni. A co ze stratami budżetu państwa, który na tym procederze tracił?”. Oczywiście o wysokości tych strat nikt nie zająknął się ani słowem...
Zastanawiam się ile jeszcze wody musi w Wiśle upłynąć by Polska stała się faktycznym państwem prawa? By urzędnicy ponosili odpowiedzialność za swoje działania a uczciwi ludzie nie byli traktowani jak zło konieczne? Warto może w tym miejscu przypomnieć, że Andrzej Żydek po tym, jak ujawnił nieprawidłowości (choć może uczciwiej będzie powiedzieć – przekręty) spotkał się z szykanami ze strony zarówno przełożonych jak i kolegów z pracy. Jego desperacki krok był spowodowany nie tylko poczuciem bezradności, ale (a może przede wszystkim) zaszczuciem. Czy tym prokuratura też się zajęła? Czy też stwierdziła niską społeczną szkodliwość czynu i postępowanie umorzyła by nie zawracać sobie głowy wariatem, któremu zachciało się uczciwości w sektorze podatkowym?
A pan premier tuż przed świętami gadał coś o trzymaniu się razem bo mamy tylko siebie. Kogo miał Andrzej Żydek? I kogo ma dziś?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)