Art. 52 ust. 4 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej brzmi: „Obywatela polskiego nie można wydalić z kraju ani zakazać mu powrotu do kraju.”
Art. 55 ust. 2 tejże samej ustawy zasadniczej głosi zaś, że „Ekstradycja obywatela polskiego może być dokonana na wniosek innego państwa lub sądowego organu wykonawczego, jeżeli możliwość taka wynika z ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej lub ustawy wykonującej akt prawa stanowionego przez organizację międzynarodową, której Rzeczpospolita Polska jest członkiem, pod warunkiem, że czyn objęty wnioskiem o ekstradycję:
1) został popełniony poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, oraz
2) stanowił przestępstwo według prawa Rzeczpospolitej Polskiej lub stanowiłby przestępstwo według prawa Rzeczpospolitej Polskiej w razie popełnienia na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, zarówno w czasie jego popełnienia, jak i w chwili złożenia wniosku.”
Dlaczego cytuję Konstytucję? Ano dlatego, że amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości został po raz pierwszy w historii wydany Polak, Mirosław Z. z Podhala mimo iż żaden z zapisanych w konstytucji wyjątków nie zaistniał. Zgodę na ekstradycję wydał minister Gowin, co dodatkowo było dla mnie powodem do zdziwienia. Ale zacznijmy od początku:
W sierpniu 2009 roku rzeczony Mirosław Z. wraz z Marcinem M. wieźli cytrusy z Arizony do Illinois. Na terenie stanu Nowy Meksyk zatrzymała ich policja, która pod ładunkiem cytrusów znalazła paczkę z pięcioma kilogramami kokainy. Obaj Polacy zostali zatrzymani. Podczas przesłuchania zapewniali, że o narkotykach nie mieli bladego pojęcia a kontener z towarem był przecież zaplombowany. Ich zeznania wydały się śledczym wiarygodne, bo już następnego dnia wypuścili obydwu zatrzymanych nie stawiając im zarzutów. Obaj uznali sprawę za zakończoną i wrócili do kraju. Niestety, dwa miesiące później Amerykanom nagle przypomniało się o pięciu kilogramach białego proszku i wystawili za Polakami międzynarodowe listy gończe zarzucając im udział w zmowie przestępczej w celu rozprowadzenia narkotyków oraz prania brudnych pieniędzy, a także posiadanie 5 kilogramów kokainy znalezionej w ciężarówce. Na przełomie lat 2010 / 2011 obaj zostali zatrzymani przez polską policję (na podstawie wspomnianego listu gończego) a amerykański wymiar sprawiedliwości wystąpił o ich ekstradycję. Sądowa batalia trwała niemal dwa lata by zakończyć się zgodą na wydalenie z Rzeczpospolitej jej obywateli łamiąc przy tym Konstytucję.
Jak to? - zapyta ktoś – Przecież wyjątki dopuszczają taką możliwość, a oni przecież..
No właśnie oni nic. Konstytucja mówi wyraźnie: „jeżeli czyn ZOSTAŁ POPEŁNIONY”, stawiając konkretny warunek, który musi być spełniony by w ogóle sąd mógł rozstrzygać o możliwości ekstradycji. Tymczasem Mirosław Z. i jego znajomy są tylko podejrzani o popełnienie przestępstwa, żaden niezawisły sąd winy im nie udowodnił, czyli... według prawa zarówno polskiego jak i amerykańskiego obaj są niewinni. Za zgodą ministra sprawiedliwości suwerennego i niepodległego kraju wydano obcemu państwu niewinnego człowieka. Czy potrzeba tutaj jeszcze jakiegoś komentarza? Chyba tylko takiego, że minister powinien zostać natychmiast zdymisjonowany a sędzia, który wyrokiem sądu orzekł, że ekstradycja jest możliwa powinien zostać pozbawiony dyplomu prawnika. Za ostro? Możliwe, ale jeżeli chcemy by Polska mogła nazywać się państwem prawa musimy zadbać, żeby to prawo przestrzegane było przede wszystkim przez tych, którzy stoją na jego straży.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)