Sławomir Nowak, minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej wkurzył się na kierowców, którzy po otrzymaniu zdjęcia z fotoradaru z dołączonym mandatem gremialnie odwołują się do sądów i (o zgrozo!) coraz częściej sprawy wygrywają. A to zdjęcie jest niewyraźne, a to kierowca upiera się, że nie on prowadził auto. Sędziowie, przekonani argumentacją postępowania umarzają przez co cierpi budżet państwa i (co gorsza) cierpi ego ministra Nowaka. Nie po to dziesiątki nieprzespanych nocy spędził na wymyślaniu pułapek by złapani wyłazili z nich bez szkody dla zdrowia i portfela. Sądom nie mógł zakazać rozpatrywania spraw na korzyść obywateli, przynajmniej pozory niezawisłości tych instytucji zachować trzeba by Europa się nie czepiała, postanowił zatem uniemożliwić zastosowanie procedury odwoławczej.
Kolejnych kilka nieprzespanych nocy, hektolitry kawy i, niczym Pomysłowy Dobromir, wymyślił! Najpierw zakazał wysyłać kierowcom zdjęcia, sam mandat do zapłacenia wystarczy, a jeżeli koniecznie chcą zobaczyć swoją artystyczną podobiznę to muszą pofatygować się osobiście do Warszawy, do siedziby Głównej Inspekcji Transportu Drogowego i tam sprawę wyjaśnić. Koszt takiej podróży, częstokroć przewyższający kwotę mandatu, powinien skutecznie zniechęcić bezczelnych posiadaczy samochodów do dochodzenia swoich praw. No dobrze, ale co zrobić z tymi, którzy mają blisko i na złość państwu uprą się przy swojej racji?
Nic prostszego. Wystarczy wydać przepis, że najpierw mandat trzeba zapłacić a dopiero potem można wszczynać sądową batalię by, ewentualnie, odzyskać pieniądze. Postanowił zatem tak zmienić prawo by mandaty za przekroczenie prędkości były wystawiane w trybie administracyjnym. Czyli jednym słowem i krótko mówiąc właściciel pojazdu zarejestrowanego przez punkt pomiaru prędkości będzie musiał zapłacić bez żadnej próby wymigania się a dopiero potem dochodzić swoich racji przed sądem administracyjnym. Minister liczy na to, że kierowcy zniechęceni długotrwałością takiej procedury przestaną się odwoływać i narażać na straty budżet państwa, w którym przecież zaplanowano kwotę z nich ściągniętą.
Że łamie to zasadę domniemania niewinności i prawie całkowicie uniemożliwia dochodzenie swoich praw? Kogo to obchodzi? Budżet musi być wykonany i szlus! A obywatel nie jest od tego by stawiać się władzy – obywatel, jak sama nazwa wskazuje, to facet, który obywa się bez swoich praw. Jak się komu nie podoba to może sprzedać samochód i zacząć chodzić pieszo. Byle nie tłumnie, bo rząd będzie zmuszony ustawić punkty odcinkowego pomiaru prędkości na chodnikach i deptakach...


Komentarze
Pokaż komentarze (19)