„To ja w takim razie, jak to jest takie ważne, w pierwszym tygodniu stycznia wyślę dwa wagony z ostatniej katastrofy kolejowej Kaczyńskiemu na Nowogrodzką. I postawię tam dwumetrowy krzyż, i zapalę sto zniczy.” - powiedział Janusz Palikot w wywiadzie udzielonym Piotrowi Najsztubowi. Poszło oczywiście o wrak Tupolewa, który dla posła z Biłgoraja jest tylko kawałkiem złomu, który należy przerobić „na coś pożytecznego dla biednych ludzi”. Niby nie ma w tym twierdzeniu niczego dziwnego, wraki po katastrofach z reguły trafiają do hutniczego pieca i są przetapiane. Problem polega jednak na tym, że rządowy Tupolew leżący na płycie lotniska w Smoleńsku jest – po pierwsze – dowodem w śledztwie mającym wyjaśnić przyczyny katastrofy i – po drugie – własnością polską bezprawnie przetrzymywaną przez naszych wschodnich „przyjaciół”. Tymczasem z gadki Palikota wynika, że najlepiej by było gdyby Rosjanie zajęli się tym przetopem bo na cholerę nam kawał bezużytecznego złomu, na cholerę ponosić koszty transportu. W dodatku wrak w Polsce byłby przyczyną kolejnych sporów, kłótni, wojenek i tak dalej, dzieliłby Naród, który zamiast budować „nowoczesne państwo” zająłby się bezsensownym dochodzeniem prawdy o katastrofie i hołdowaniem zmarłym. O wagonach dla Jarosława Kaczyńskiego się nie wypowiem, po lewaku nawołującym do nieograniczonego mordowania nienarodzonych dzieci empatii się nie spodziewałem, choć mógłby przynajmniej od czasu do czasu trzymać pysk zamknięty.
Nie zawiódł mnie prowadzący wywiad Piotr Najsztub, którego cenię za to, że potrafi walić wprost i na odlew. Jako jeden z nielicznych dziennikarzy głównego (mętnego) nurtu medialnego nie dał się ponieść wszechobecnej politycznej poprawności i nazywa rzeczy po imieniu. Palikotowi wytknął, że jego słowa to „mowa nienawiści”. Replika biłgorajskiego bimbrownika, co dziwić nie może, ociera się o granice absurdu: „To nie jest mowa nienawiści, tylko mocne wyrażanie poglądów, które są trudne dla innych ludzi, a przy okazji to nie jest mowa-trawa. Bez stygmatyzowania, bez wykluczania, bez napuszczania na siebie, bez życzenia śmierci. Można to zrobić i nie gęgać, nie blablać.”. Oczywista oczywistość, wysyłanie bratu zmarłego prezydenta wraków po katastrofie kolejowej ani nie stygmatyzuje, ani nie wyklucza, ani nie napuszcza na siebie. Jest tylko niesmaczną do granic możliwości kpiną, ale czy ktoś po Palikocie spodziewał się dobrego smaku? W końcu to nikt inny tylko on chciał ś.p. Prezydenta odstrzelić a skórę wyprawić, wypchać i sprzedać. Gdyby miał choć odrobinę ludzkich uczuć to teraz siedziałby cicho i nie właził w oczy. Tymczasem on dla pozyskania choć jednego zwolennika spośród debili sikających na znicze na Krakowskim Przedmieściu jest gotów napluć w twarz rodzinom pogrążonym w bólu po stracie bliskich, które państwo polskie traktuje jak zło konieczne. Ale cóż, taki to człowiek, który w imię politycznej i medialnej kariery gotów jest zszargać największą świętość i sprzeniewierzyć się własnym ideałom. Zasłona milczenia to najlepsza broń, którą można go położyć na łopatki szybciej niż Tyson Gołotę. Jest to zatem mój ostatni tekst, którego bohaterem jest polityczny błazen nazwiskiem Palikot, więcej brudzić sobie klawiatury tą postacią nie będę.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)