AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
550
BLOG

Cenzorskie pomysły UE czyli represjonizm państwowy

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 9

Represjonizm państwowy – tak w dwóch słowach można nazwać ustrój panujący w Unii Europejskiej. Brukselscy urzędnicy mają ambicję by każdą dziedzinę życia ludzi opisać za pomocą norm, dyrektyw, konwencji, nakazów i zakazów, których złamanie czy choćby ominięcie będzie zagrożone – ma się rozumieć – dotkliwymi karami, głównie finansowymi, choć należy się obawiać, że w niedalekiej przyszłości przymusowy pobyt w obozie reedukacyjnym też może się delikwentowi przytrafić. Co najśmieszniejsze (i jednocześnie najtragiczniejsze) eurourzędasy są naprawdę święcie przekonane, że robią to wszystko dla naszego dobra i robią wielkie oczy za każdym razem kiedy ludzie buntują się przeciwko wymyślanym przez nich idiotyzmom.

Kristina Schröder, niemiecka minister ds. rodziny wymyśliła sobie na ten przykład, że unijnej cenzurze należy poddać książki. Zwłaszcza bajki, bo nie może przecież być tak, że dzieci czytają wszystko jak leci napełniając sobie głowy nieprawomyślną treścią. Jeżeli jej pomysł spodoba się Brukseli to już niedługo wierszyk Juliana Tuwima o Murzynku Bambo będzie można dostać jedynie w drugim obiegu, bo słowo „Murzyn” we wszystkich odmianach jest według pani minister dyskryminujące dla mieszkańców Czarnego Lądu. Ups... przepraszam, nazwanie Afryki „Czarnym Lądem” to w czystej postaci rasizm, nie do przyjęcia dla oświeconego i nowoczesnego mieszkańca Europy. Ale nie tylko określenia związane z kolorem skóry bohaterów bajek przeszkadzają Niemce, która chce walczyć z wszelkimi przejawami dyskryminacji. I tak uznała ona na przykład, że Bóg nie może być rodzaju męskiego bo godzi to w europejski model równości płci, w związku z czym należy Stwórcę opisywać jedynie w rodzaju nijakim, czyli bezpłciowo. Nie wiem, czy ten pomysł spodoba się Panu Bogu, feministki w każdym razie wydają się być zachwycone – zwłaszcza, że Komisja Praw Kobiet w Europarlamencie chce zakazać (tak, całkowicie zakazać) wydawania książek, w których to mężczyzna zarabia na dom a kobieta dba o dzieci i domowe ognisko.

Krótko mówiąc należy się spodziewać, że już niedługo powstanie nowy urząd sprawdzający, czy przygotowane do wydania książki są zgodne z linią UE. W księgarniach będą mogły pojawić się tylko te, które uzyskają akceptację a cała reszta trafi na przemiał. Zastanawiam się jaki los spotka dzieła już wydane, stojące na bibliotecznych półkach i gorszące czytelników niepoprawną treścią? Ale nie ma co się przejmować, pani minister Schröder na pewno coś wymyśli, w końcu Niemcy mają w tej dziedzinie spore doświadczenie a w borykającej się z energetycznymi problemami Europie można by wybudować opalaną książkami elektrownię. Pytanie tylko czy aby papierowe paliwo nie wydzieli zbyt wielkiej ilości dwutlenku węgla powodując przekroczenie kwot emisyjnych, ale to chyba da się załatwić wpisując odpowiednią klauzulę do pakietu klimatycznego – cel w końcu jest szczytny a te trochę CO2 to ofiara, jaką ponieść trzeba na drodze do postępu i powszechnej szczęśliwości...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka