Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda na wieść o przyznaniu jego organizacji Gospodarczej Maliny wystosował radosny list do redakcji „Pulsu Biznesu”. „Parafrazując znany z literatury cytat chcę powiedzieć, że: choć malin ci u nas dostatek... i te przyjmiemy z radością na znak zwycięstwa z wyzyskiem, śmieciowym zatrudnianiem pracowników i neoliberalną zarazą, która zmienia Polskę w XIX-wieczny kapitalizm” - napisał szef związku zapowiadając jednocześnie dalszą walkę na barykadach socjalistycznej rewolucji. A ja się zastanawiam jak wielkim trzeba być hipokrytą żeby coś takiego napisać.
Przypomnę, że związkowi magnaci nie walczą o prawa pracownicze ale głównie o własne stołki, że nie robią tego za pieniądze zebrane w formie składek od członków organizacji tylko za pensje wypłacane im przez przedsiębiorców, i że nagrodę tę otrzymali za działania wyjątkowo szkodzące gospodarce czyli, de facto, szkodzące pracownikom, w których obronie rzekomo tak dzielnie stają. Jeżeli pan Duda naprawdę myśli, że likwidacja tzw. umów śmieciowych (czyli nie objętych obowiązkową składką ZUS) polepszy dolę zatrudnionych to musi być wyjątkowym idiotą. Jedynym skutkiem takiej akcji będzie likwidacja miejsc pracy i przesunięcie zatrudnienia do szarej strefy. Wielu małych przedsiębiorców tylko dlatego zatrudnia kilku ludzi, że może uniknąć płacenia zusowskiego haraczu, jeżeli ta możliwość się skończy to będą zmuszeni ich zwolnić. Bo ich zwyczajnie na to nie stać. Potrafi pan zrozumieć taki paradoks, czy też wydaje się panu, że każdy posiadacz własnego biznesu to krwiożerczy kapitalista śpiący na pieniądzach? No ale nie ma to jak PiaR, walka ze śmieciówkami brzmi pięknie, można na tym zbić niezły polityczny kapitał, zwłaszcza, że w przypadku takim jak pański – kiedy ze związkowca robi się polityk.
„Nie oczekiwaliśmy, że nasze działania spodobają się przedsiębiorcom zrzeszonym w organizacji Pracodawcy RP. Jednak ta nagroda dowodzi, że zostały one przez nich dostrzeżone, być może nawet wzbudziły ich irytację. To potwierdza naszą skuteczność, dlatego chcę zapewnić, że dalej będziemy robić swoje, mając nadzieję na kolejne "Maliny", nie tylko za 2012 rok, ale i za lata następne” - pisze dalej w swoim liście przewodniczący „Solidarności”. I mamy jasność. Panu przewodniczącemu nie chodzi o faktycznie polepszenie warunków pracy, o to by prawa pracowników były przestrzegane, ale o „iwent”, o to, żeby zrobić szum wokół własnej osoby i wkurzyć przeciwników. To może być bardzo pomocne w zdobyciu mandatu na kolejną sejmową kadencję bo, jak powszechnie wiadomo, w naszym kraju nie zostaje się posłem za skuteczność działań ale za obietnice, dobre chęci i właśnie szum. Im większy tym lepszy.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)