„Uważam otóż, że zapomnieć o Tomaszu Terlikowskim pragną przede wszystkim katolicy liberalnego sortu. Ci wszyscy, którzy zapominają o hierarchii i przyklaskują hasłom typu "to MY jesteśmy Kościołem". Ci, którzy tak bardzo swój katolicyzm rozmyli, iż w zasadzie sprowadzili postaci biblijne typu Jezus, czy Mojżesz do alegorii, a samą wiarę w Boga sprowadzili niemal do deizmu z aksjologią humanistyczną.”
Mocne? Będzie jeszcze mocniejsze kiedy powiem, że to nie są słowa katolickiego tradycjonalisty ale blogera portalu „tokfm.pl” podpisującego się nickiem tadzisław666, który w dalszej części tekstu tłumaczy, dlaczego naczelnego „Frondy” nie należy bojkotować, ale wręcz przeciwnie, zapraszać gdzie się da: „Funkcjonowanie takich osobowości jak T.T., Głódź czy Rydzyk unaocznia ludziom, czym jest prawdziwy katolicyzm bez domieszki heretyckiego krytycyzmu”. Krótko mówiąc i jednym słowem chodzi o to, że kiedy już się ludziom unaoczni czym jest ten prawdziwy katolicyzm za pomocą przeczołgiwanego w telewizyjnych studiach Tomasza Terlikowskiego będzie ich łatwiej nawrócić nawet jeżeli nie na racjonalizm to na „katolicyzm Sowi” reprezentowany przez rozchełstanego księdza nie uznającego koloratki. Ten rodzaj katolicyzmu nie jest groźny bo nie ma w nim żadnych trwałych zasad, żadnych dogmatów a jego wyznawcy twierdzą, że przecież każdy może mieć trochę racji, z każdym trzeba się dogadać a Biblia to tylko stara książka, którą można dowolnie interpretować i właściwie nic z niej nie wynika.
Cóż, może to i prawda, może dzięki wypowiedziom redaktora Terlikowskiego, który o dyplomacji pojęcia nie ma żadnego, wielu ludzi zniechęci się do Kościoła Katolickiego i przejdzie na stronę relatywistycznego kościoła księdza Sowy, gdzie grzechu się nie potępia tylko nad nim pochyla i o nim dyskutuje. Być może nawet ci, którzy pozostaną wierni nauce Chrystusa będą zmuszeni zamieszkać w gettach poza miastami (jak to już dziś się dzieje w Amsterdamie), być może będą prześladowani, szykanowani i pozbawiani obywatelskich i ludzkich praw. Jednak w dłuższej perspektywie Kościół dzięki temu się wzmocni. Pozbędzie się najsłabszych ogniw, które w momencie ostatecznej konfrontacji z pewnością by pękły i stanie się elitarny, gotów do stawienia czoła postępackim, zniewieściałym tęczowym hordom. To dzięki takim ludziom jak Tomasz Terlikowski następuje polaryzacja w szeregach wierzących, podział na tych, którzy są wierni Chrystusowi, Ewangelii i Rzymowi oraz na tych, którzy niby w Boga wierzą, ale już zasady postawione przez Niego w formie Dekalogu są dla nich zbyt nieznośne i powtarzają za Heinrichem Heinem „Bóg mi przebaczy, to jego zawód”.
Jest jeszcze jedna strona medalu – młodzież. Młodzież, która potrzebuje wyrazistych autorytetów a nie rozmemłanych pięknoduchów bez silnych poglądów, młodzież, do której ewangeliczna mowa „tak - tak, nie - nie” jest bardziej zrozumiała niż współczesna relatywizacja wszystkiego i pomieszanie dobra ze złem. Do tej młodzieży dotrze Tomasz Terlikowski ze swoim twardym stawianiem sprawy, dotrze też Szymon Hołownia, który inaczej ale też prosto wyjaśnia zasady katolickiej wiary nigdy ich nie rozmywając. I to właśnie ta młodzież, bezkompromisowa i szczera w swoich ocenach będzie przyszłością Kościoła i jego siłą. Nie rozchełstany ksiądz Sowa, nie ksiądz Boniecki zgadzający się na usunięcie krzyża z Sejmu, nie środowisko „Tygodnika Powszechnego” zastanawiające się, czy zabicie nienarodzonego dziecka jest zawsze złe czy może tylko niekiedy, ale młodzież. I Tomasz Terlikowski, który stawia rzeczy jasno i nie próbuje rozmywać prostych spraw na tysiące wątków.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)