Strażnicy miejscy z Olsztyna dostali od komendanta po smartfonie i zostali wysłani w teren z zadaniem policzenia śmietników. Jak wyjaśniają włodarze tego warmińskiego miasta wszystko po to, by można było przygotować warunki przetargu mającego wyłonić firmę wywożącą śmieci z podległego im terenu. Ja nawet rozumiem intencje, nowa ustawa przerzucająca obowiązek wywozu odpadów z mieszkańców na gminę ma swoje wymagania a i firma, która zdobędzie kontrakt chciałaby wiedzieć ile tych śmieci będzie musiała wywieźć. Ja tylko nie rozumiem po co smartfony? Zwykły notes i ołówek by nie wystarczyły? Dane zapisują tak samo a są, zapewniam, znacznie tańsze. No, chyba że państwo strażnictwo należą do nowego pokolenia, dla którego taki anachronizm jak ręczne pisanie jest nie do opanowania. Inna budowa palców dłoni, które przystosowane do stukania w klawisze telefonu nie są w stanie utrzymać tradycyjnych przyrządów piśmienniczych. Zastanawia mnie tylko jak dzielni cyberfunkcjonariusze poradzą sobie z mandatami? O ile mi wiadomo bloczki do ich wypisywania mają postać tradycyjną, papierową, bez wmontowanego dotykowego ekranu.
Zostawmy jednak umiejętności strażników i zastanówmy się, do czego jeszcze mogłyby zostać wykorzystane rzeczone smartfony? Bo może się okazać, że ich sumaryczna przydatność zniweluje koszty i w rzeczywistości okażą się one tańsze od zwykłych papierowych notesów? Gdyby to na ten przykład były specjalne modele wyposażone w niewielką łopatkę stójkowi mogliby zająć się sprzątaniem psich kup z miejskich trawników przy okazji licząc je i tworząc statystyki występowania oraz ciężar i wielkość ekskrementów, co przyczyniłoby się do ustalenia średniej wielkości psów zamieszkujących teren miasta. Dodatkowym zyskiem z takiej inwestycji byłoby oddolne wprowadzenie idei nowoczesnego państwa postulowanej przez Ruch Palikota. Państwa, w którym cyberstrażnicy wyposażeni w elektronowe mózgi (chwilowo kieszonkowe, ale może już niebawem znalazłby się śmiałek – wyłoniony oczywiście w drodze konkursu – który wszczepiłby im je do czaszek? Znacznie poprawiłoby to poziom intelektualny tych służb...) mieliby pełną wiedzę o wszystkim, co dzieje się na ich terenie? Żaden śmietnik, żadna psia kupa i żadne naruszenie publicznego porządku nie umknęłoby ich uwagi a miejskie kasy puchłyby od wpływów z tytułu mandatów. Kto wie, może pomysłem zainteresowałby się nawet sam Walczący z Kryzysami min. Jan Vincent Rostowski?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)