„Żalek d... ściska” - napisała na swoim blogu europosłanka Joanna Senyszyn. Diva lewicy, która goszcząc w programie „Młodzież Kontra” nie omieszkała się pochwalić, że nikt nie zrobił dla tolerancji tyle co ona pokazała, co w jej rozumieniu owa tolerancja znaczy – odrzucenie zasad, wyłączenie sumienia i ślepe naśladowanie europejskich norm obyczajowych. Ja za taką tolerancję bardzo dziękuję, pozostanę z własnymi poglądami w swoim zaścianku w głębokim poważaniu mając postęp wprowadzany niemalże siłowo przez ludzi pokroju pani Senyszyn.
Właściwie to nie ma się czemu dziwić, lewica zawsze miała skłonność do uznawania swoich racji za jedynie słuszne i atakowania każdego, kto ma czelność myśleć inaczej. Różnica jest taka, że kiedyś jej przedstawiciele robili to za pomocą pięciu gram ołowiu aplikowanych z tyłu czaszki, dziś zaś ograniczają się do bluzgów ad personam. Ograniczają chwilowo, bo choć trudno mi wyobrazić sobie eSeLDowską eurodeputowaną osobiście wykonującą wyrok na „wrogu systemu” to jestem niemal pewny, że nie miałaby ona żadnych oporów przed jego wydaniem i podpisaniem. Rewolucja wymaga ofiar a świetlana, tęczowa przyszłość jest wszak warta każdej ceny.
Oczywiście słowa napisane przez Joannę Senyszyn nie mają niczego wspólnego z mową nienawiści, tak zwalczaną przez środowiska, które reprezentuje. To tylko zwyczajna polemika, głos w dyskusji może mocny, ale będący całkowicie na miejscu. Adekwatny do przewiny posła Żalka i jego kolegów, zaplutych karłów klerykalizmu toczącego nasz kraj niczym kornik starą szafę. I nie ma się co oburzać na język, w końcu jakim językiem ma się wypowiadać parlamentarzystka jak nie parlamentarnym właśnie? Europarlamentarnym...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)