Normalną rzeczą jest, że człowiek przed sądem walczy. Nawet kiedy wie, że jego wina jest stuprocentowa, że wszystkie dowody świadczą przeciwko niemu, że to druga strona (w przypadku procesu cywilnego) jest w prawie to i tak walczy bo może przez przypadek uda się coś ugrać, straty ograniczyć czy niższy wyrok dostać. Inaczej sprawa ma się kiedy mamy do czynienia z idiotą cieszącym się z wysokiego wyroku i traktującym go jak nagrodę, ale w takiej sytuacji sądy są raczej skłonne odsyłać delikwentów do zamkniętych ośrodków sanatoryjnych ze ścianami zabezpieczonymi miękką wykładziną i oknami pozbawionymi klamek. Co jednak w przypadku, kiedy owym idiotą jest minister spraw zagranicznych działający w imieniu rządu? Cóż, w tym przypadku do rzeczonego sanatorium powinien trafić cały naród, który sobie takich włodarzy wybrał...
Już tłumaczę o co chodzi. Otóż, Drodzy Czytelnicy, polskie władze zdecydowały, że nie odwołają się od wyroku Trybunału Praw Człowieka w sprawie P.&S. przeciwko Polsce (57357/08). Chodzi o słynną sprawę małoletniej „Agaty”, którą zmuszono do aborcji, a której to aborcji nie chcieli wykonać lekarze. W końcu dziecko dziewczyny zabito, jednak jej rodzice poczuli się na tyle pokrzywdzeni faktem męczących poszukiwań odpowiedniego kata dla swojego wnuka/wnuczki, że postanowili zaskarżyć własną ojczyznę przed obcym sądem. Wygrali, choć ich racje wcale nie były stuprocentowo pewne i nawet strasburscy sędziowie nie byli jednomyślni wydając werdykt. A nasza władza nic, skuliła ogonek pod zadek i cieszy się, że skończyło się tylko na „niewielkim” z ich punktu widzenia odszkodowaniu. Odszkodowaniu, które to my zapłaciły z naszych pieniędzy przemocą nam odebranych w formie podatków. Czy po to biegaliśmy do Urzędu Skarbowego dzieląc się z państwem ciężko zarobioną forsą by na mocy nieprawomocnego wyroku pozbywać się jej na rzecz morderców własnego wnuka/wnuczki?
Zostawmy jednak aspekt moralny całej sprawy i skupmy się na działaniach rządu, którego psim obowiązkiem jest walczyć o dobro powierzonego mu kraju. Walczyć do końca i bezkompromisowo. Odwoływać się do skutku a nie zwieszać głowę i kiwać nią stojąc przed sędziami w charakterze idioty. Państwo rządzący przed strasburskim trybunałem reprezentowali naród i to ten naród przegrał, nie oni. I to naród robi za idiotę, który nie odwołuje się od wyroku w sytuacji, kiedy w podobnych sprawach sędziowie orzekali całkowicie odwrotnie (V.C. przeciwko Słowacji, N.B. przeciwko Słowacji). Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że reprezentujący nas w Strasburgu prawnicy CHCIELI przegrać, że rząd jest zadowolony z przegranej. Dlaczego? Cóż, niech to sobie każdy sam wytłumaczy biorąc pod uwagę fakt, że projekt ustawy o ochronie życia, pod którym zebrano grubo ponad pół miliona podpisów przepadł w Sejmie zdominowanym przez proeuropejskich wazeliniarzy.
----------------------
Jeżeli ktoś byłby łaskaw poprzeć mnie w konkursie "Blog Roku" to bardzo proszę o SMS o treści: K00021 na numer: 7122.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)