AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
461
BLOG

Kto rządzi w Rzeczypospolitej czyli wyrafinowany nacisk

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 7

„Jedyną szansą Tuska na odzyskanie pozycji jest doprowadzenie do ponownego głosowania nad projektami ustawy o związkach partnerskich. Przed debatą musi porozmawiać z konserwatystami PO i przedstawić im instrumenty wyrafinowanego nacisku, a kiedy będą głosować tak jak trzeba, popatrzeć na Gowina i powiedzieć: I co? I kto tu rządzi?” - powiedział Leszek Miller na antenie radia RMF.FM w wywiadzie udzielonym Mariuszowi Piekarskiemu. Rada skierowana bezpośrednio do premiera Donalda Tuska jest niewątpliwie bardzo cenna, poparta doświadczeniem zdobytym przez lata aparatczykowania PeZetPeeRowskiego i wiedzą wchłoniętą dzięki obcowaniu z wybitnymi KaCykami minionego ustroju. Czy słyszał ktoś, by ówczesna „przewodnia siła” miała kłopoty z ustanowieniem prawa jakie sobie wymyśliła? Platforma Obywatelska też gorszą być nie może jeżeli chce nadal nie tyle może dzierżyć władzę co wypełniać zadania powierzone jej przez Brukselę.

Zastanawiam się tylko co przewodniczący Miller miał na myśli mówiąc o „instrumentach wyrafinowanego nacisku”? Łagrów już dzisiaj nie ma, na syberyjskie wczasy wysłać nikogo nie podobna, podobnie jak do UBeckiego mamra. Jedyne, co Donald Tusk może zrobić to zagrozić, że głosującego przeciwko partii delikwenta nie umieści na wyborczej liście grzebiąc tym samym jego polityczną karierę. Argument to mocny, który wiele kręgosłupów już złamał. Zwłaszcza w kraju, w którym posłowie służą wyłącznie jako maszynki do głosowania zgodnie z wolą szefa partii a nie tak, jak życzą sobie tego ich wyborcy. Spójrzmy prawdzie w oczy – kampania wyborcza w naszym kraju kończy się w momencie złożenia list w Państwowej Komisji Wyborczej i polega na walce o jak najlepsze miejsce na owej liście. Późniejszy cyrk z przekonywaniem ludzi do swojego programu to już tylko mydlenie oczu i sprawianie pozoru demokracji, udawanie, że głos wyborcy przy urnie ma jeszcze jakieś znaczenie. Przecież na dobrą sprawę w Sejmie mogliby siedzieć wyłącznie szefowie partii, które próg wyborczy przekroczyły a wyniki „głosowań” byłyby prawie dokładnie takie same jak są.

Jedynym lekarstwem na tę chorobę polskiego parlamentaryzmu jest zmiana ordynacji wyborczej na większościową tak, by to wyborcy rozliczali swojego posła a nie bonza stojący na czele ugrupowania. Niestety, to co jest w interesie Narodu stoi w sprzeczności do interesów głównych rozgrywających i długo jeszcze będziemy musieli czekać na zmianę. Nawet gdyby każdy z nas złożył swój podpis pod obywatelskim wnioskiem o referendum w sprawie zmiany ordynacji to i tak panie i panowie zasiadający w poselskich fotelach nie zdecydują się na jego poparcie, bo dla większości z nich oznaczałoby to koniec politycznej kariery. Jedynym sposobem by cokolwiek wywalczyć są ciągłe naciski i ostracyzm wobec tych, którzy działają przeciwko społecznemu interesowi. Pytanie jednak czy Polacy potrafią się zjednoczyć i wziąć sprawy we własne ręce? Czy też może stara zasada głosząca, że gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania pogrzebie na zawsze nadzieję na życie w kraju, w którym – jak głosi Konstytucja – to my, a nie partyjni bossowie dzierżymy władzę zwierzchnią używający jakiegoś mitycznego, wyrafinowanego nacisku...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka