Alex_Disease Alex_Disease
73
BLOG

Kolejna księżycowa historyjka

Alex_Disease Alex_Disease Rozmaitości Obserwuj notkę 8

 Naprawdę nie wiem co ten ostatni bzdet z misją Artemis II ma przykryć, ale przy okazji odświeżono nam temat samograj z rzekomym lądowaniem na księżycu ponad 50 lat temu. Myślę, że nieprzekonanych nic nie przekona, bo za dużo pokazano i są to rzeczy, które obecnie może dałaby radę sfabrykować sztuczna inteligencja, ale w tamtych czasach było to niemożliwe. W czasach kiedy komputery z największą mocą obliczeniową miały możliwości o wiele mniejsze niż obecnie średniej jakości smartwatch, w świecie w zasadzie analogowym, największe szanse na powstanie wiarygodnego dokumentu z księżyca były w Hollywood. Każdy kto widział film 2001: Odyseja Kosmiczna z 1968 roku, nie może nie docenić efektów jakie udało się osiągnąć Stanleyowi Kubrickowi. Ten film analizowano później w NASA, a w 1969 roku wiadomo co miało miejsce.

To co zaserwowano widzom latem 1969 roku powstało w studiu w Burbank (LA, Kalifornia) i co ciekawe nie wszyscy zaangażowani chcieli tę prawdę ukrywać. Nie na zasadzie, zrobiliśmy was w balona i to większego niż ten który wyniósł skoczka z kosmosu w stratosferę (niektórzy twierdzą, że to najwyżej gdzie był człowiek, nie będę się w to jednak zagłębiał), ale wiecie rozumiecie, autentyczne nagranie z księżyca było fatalnej jakości. Nie dało się go pokazać telewidzom w USA przyzwyczajonym do hollywodzkich produkcji. No więc poprawiliśmy to i owo, tak żeby przeciętny pożeracz hamburgerów mógł delektować się nieziemskimi widokami. Ale to był fejk, fejur i to kosmiczny. 

No i co my tam mamy? Jeśli faktycznie autorem jak sam mówił jest Stanley Kubrick, to i tak parę uwag nasuwa się od razu. Ja się skupię tylko na jednej kwestii, bowiem ta notka nie jest od powielania stale tych samych argumentów - tu akurat przeciw - a spojrzeniem na sprawę w obliczu kolejnej blagi, o czym za chwilę. Na nagraniach sprzed ponad pół wieku widzimy posklejany taśmą klejącą "moduł księżycowy" którym astronauci przylecieli, a co ważniejsze odlecieli ze srebrnego globu. Prędkość ucieczki z księżyca wynosi 2,38 km/h co daje ponad 8,5 tysiąca kilometrów na godzinę. Jeśli ktoś uważa, że ten posklejany taśmą złom wzbił się z taką prędkością po podłożeniu paru petard, ten ma wyobraźnię większą niż Atreju w Neverending Story. Ale tu żadna magiczna książka nie wytłumaczy nikomu jak to możliwe, a słyszałem już historie, że astronauci starali się nie podskakiwać za wysoko bojąc się opuścić grawitację ziemskiego satelity. Nie potrzeba teorii spiskowych ani wnikliwych analiz o promieniowaniu, czy poruszającej się fladze USA na kosmicznym wietrze. Narracja musi być podtrzymywana dla pokoleń, przynajmniej do tego momentu, bo oto mamy kolejną odsłonę przedstawienia. 

Obsada niczym z serialu Netflixa (brakuje chyba tylko transa). Cała ta szopka z przygotowaniem i startem zapięta na ostatni guziczek, to musi robić wrażenie, ale w dobie AI wszystko jest możliwe i nawet jeśli coś gdzieś autentycznie wystartowało, ciężko będzie przedstawić tę misję jako wiarygodną. Jest taka scena w jednym z odcinków serialu Czarna Żmija, seria druga, gdzie beznogi kapitan Rum przyznaje towarzyszom podróży, że nie tylko nie wie jak dopłynąć do Przylądka Dobrej Nadziei (cel podróży), ale nawet do Francji. Po czym stwierdza do towarzyszy pytających o cel owego rejsu: "Pokręcimy się trochę wokół Wyspy Wight, aż wszyscy dostaną zawrotów głowy, po czym wrócimy do domu". Właśnie przeczytaliście opis najnowszej misji NASA. Ale najlepsze jeszcze przed nami. Gotowi na zapierające dech w piersiach fotki? Sami lepsze wygenerujecie za pomocą AI.

Jak wspomniałem na wstępie, nie wiem co najnowsza misja księżycowa ma przykryć. Blamaż USA w Iranie? Drożyznę spowodowaną przez nierozważny ruch Trumpa? A może po prostu taka sobie bajeczka na święta, by ludzie zapomnieli choć na chwilę o problemach jakich przysparzają im różnej maści politycy, nie tylko Trump.  

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości