Alex_Disease Alex_Disease
1185
BLOG

Dwadzieścia lat po Freddiem

Alex_Disease Alex_Disease Kultura Obserwuj notkę 42

20 lat temu odszedł jeden z najwybitniejszych rockowych wokalistów wszech czasów. Dokładnie 24 listopada 1991 roku Freddie Mercury wydał ostatnie tchnienie. Miał zaledwie 45 lat i choć pozostawił po sobie wiele wspaniałych płyt, niektórych z nich ciężko się słucha mając w świadomości, że był już wtedy chory i treści jakie przekazywał stanowiły pożegnanie ze słuchaczami. Tak jest na ostatnim wydanym za życia Freddiego albumie Queen Innuendo. Utwory These Are The Days Of Our Lives i The Show Must Go On oba zresztą zobrazowane wideoklipami, to wypowiedziane przez wokalistę słowa "I still love you' oraz zakomunikowanie, że spektakl musi trwać.

Wzruszające? W rzeczy samej ale życie Mercuryego nie może być rozpatrywane przez pryzmat jego ostatnich dni. Ten urodzony w Zanzibarze wirtuoz wokalu rozpoczynał karierę w latach 60 w zespole Ibex. Wtedy jeszcze jako Freddie Bulsara (jego prawdziwe nazwisko). W 1970 połączył siły z Brianem Mayem i Rogerem Taylorem, z którymi zdarzyło mu się już wcześniej występować i razem stworzyli grupę Queen. Na początku zespół zorientowany był na hard rock ale znając możliwości wokalne Mercurego grupa poszerzyła repertuar i ich pierwszy wielki przebój Killer Queen utrzymany jest w poetyce wodewilowej. Freddie pokazuje tutaj wachlarz swoich pokaźnych umiejętności modelując głos na pełnym luzie brzmiąc jednak bardzo profesjonalnie. Rok po sukcesie Killer Queen przyszedł czas na jeszcze większy przebój tym razem Bohemian Rhapsody gdzie połączono operową lekkość z rockową balladą i heavy metalem. Singiel wspiął się na szczyt brytyjskiej listy przebojów i przyczynił się do sukcesu albumu A Night At The Opera, z którego kompozycję wycięto. Był rok 1975 i Queen zaliczali się do supergwiazd, co odbiło się na stylu życia zwłaszcza Freddiego. A w zasadzie, prościej mówiąc Freddiemu odbiło. Zaczął wydawać bajońskie sumy na drogie alkohole, kupować jedynie u Harrodsa, robić mega wystawne imprezy z setkami zaproszonych gości. O, tak, był w tamtym czasie królem imprez. Ciekawostką jest że pozostali muzycy Queen poza Rogerem Taylorem nie uczestniczyli w jego życiu towarzyskim. To byli jedynie kumple ze sceny.

Mercury nigdy nie ukrywał swoich skłonności seksualnych choć niechętnie o nich mówił. Spekulacje odnośnie jego biseksualizmu nie stały się wcale sensacją, zresztą on spokojnie kwitował to stwierdzeniem, że chodzi do łóżka z kim ma ochotę i nie widzi powodu żeby serwować tego wszystkim na tacy. Bywał nieprzyjemny, nawet dla swoich najbliższych współpracowników, choć w przypływie dobroci obdarzał ich drogimi prezentami. Nie przeszkadzało mu to w następny dzień w ogóle się do nich nie odzywać. Dużo pił, zwłaszcza wódki (Stolichnaya była jego ulubioną). Niektórzy winili za jego rozchwiany emocjonalnie stan alkohol. W połowie lat 80 Mercury balował ostro w Nowym Jorku oddając się swoim gejowskim fantazjom. Mówi się, że to właśnie wtedy został zarażony wirusem HIV. W każdym razie w 1987 roku zdiagnozowano u muzyka AIDS. Freddie nie potwierdzał tego, a nawet zaprzeczał że jest chory. Dalej nagrywał. I to zarówno solo jak i z zespołem Queen. W 1988 nagrał słynną Barcelonę ze śpiewaczką operową Montserrat Caballé, gdzie zaprezentował się jako rasowy śpiewak operowy. Ale wbrew opiniom o fascynacjach operowych wokalisty, nie jest do końca prawdą, że był fanem opery. On po prostu podziwiał możliwości wokalne osób śpiewających arie. Jeden z jego najbliższych przyjaciół stwierdził, że Freddie miał zbyt niski próg tolerancji na nudę i zafascynowany był szaleństwem rock and rolla. To go naprawdę pociągało.

Tak właśnie. Freddie Mercury był rasowym wokalistą rock and rollowym, który chciał szaleć i brać z życia tyle, ile się dało. My często widzimy w nim tego majestatycznie stąpającego geniusza wokalu, odzianego w płaszcz z koroną na głowie.  On zaś kiedy schodził ze sceny, ściągał płaszcz i koronę i szedł się upodlić tak jak tylko on potrafił. I za to go cholera lubię. Bo na tym polega rock and roll. Dzisiaj fani będą grali These Are The Days Of Our Lives ale ja zapuszczę sobie Liar gdzie tak ładnie i mocno zaśpiewał.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (42)

Inne tematy w dziale Kultura