93 obserwujących
455 notek
603k odsłony
1615 odsłon

*Blog Longina Cz.6: Rok 1918

Wykop Skomentuj15

Było:Wstęp,Lata dziecięceJak nauczyłem się czytaćPobyt w szkolePrzerwa w nauce, Przygotowanie się do gimnazjum,Pierwsza podróż pociągiem,W Warszawie, Powrót do domu,Okres sprzed I wojny światowej,Wybuch wojny,Przewalanie się frontu,Okupacja niemiecka

14. Rok 1918

I tak nadszedł dzień 11 listopada 1918r - dzień zakończenia I Wojny światowej - uwolnienie J. Piłsudskiego z Magdeburga i rozbrajanie Niemców. Rano 11 XI. 1918r. Ojciec wybierał się do Siedlec na jarmark św. Marcina. Brat Staś chory był na grypę. Prosił więc mnie, żebym w jego imieniu dowiedział się u por. Górskiego - komendanta Zaciągu o nowiny i czy Niemcy nie oddadzą mu szabli, o którą robił starania. W ostatniej chwili wstał z łóżka i zdecydował sam pojechać do Siedlec z Ojcem i siostrą Marysią. I tak się stało.

Wieczorem wrócił tylko Ojciec z Marysią i przywiózł dla mnie Karabin z amunicją, dubeltówkę z nabojami i rewolwer - browning. Przywieźli radosną wiadomość o zakończeniu wojny i rozbrajaniu Niemców. Nazajutrz rano 12 listopada wyruszyliśmy z kolegą Andrzejem synem Hipolita Czarnockiego do Siedlec z zamiarem wstąpienia do wojska.

image

Był to mroźny pochmurny poranek kiedy z kijami w ręku spieszyliśmy do Siedlec. Pierwszą oznaką wolności był ukłon żyda czapką, z czego widać było że Polska górą. Dawniej nie kłaniali się młodzieży polskiej. W Siedlcach spotkałem się z bratem, który porozmawiał z nami nie dłużej niż 5 minut i odjechał na koniu. Kazał mi wracać do domu i oświadczył, że sam mnie wezwie jak będzie na to czas. Mnie było pilno do wojska, a on ciągle zwlekał z decyzją. W dniu 12.12.1918 byłem ponownie w Siedlcach i widziałem wojsko polskie. Naprawdę żywe wojsko w polskich mundurach i z białymi orzełkami na czapkach. Była to defilada z okazji przyjazdu biskupa Teodorowicza, który miał byc kandydatem na posła do sejmu ustawodawczego z ramienia endecji. Mało mi oczy nie wylazły jak przyglądałem się żołnierzom i żal mi było wracać do domu. A braciszek stale zwlekał. Jednak kiedy przyjechał na św. Bożego Narodzenia do domu zapowiedziałem mu, że nie usiedzę dłużej i jeśli nie zgodzi się żebym wstąpił do Wojska w Siedlcach, to z domu ucieknę i zapiszę się w Dęblinie. Nie miałem jeszcze 21 lat t.j. nie byłem jeszcze pełnoletni i na zaciągnięcie się do wojska wymagali zgody Ojca.

W końcu Staś widząc moją postawę zdecydował się i zapisał mnie do szkoły podoficerskiej przy 22 p.p. w Siedlcach. Porozmawiał z Ojcem, żeby na to się zgodził, bo i tak wkrótce zabiorą mnie z poboru.
Fot: Wincenty "Longin" Kobyliński - jeszcze nie w wojsku.

15. Ochotniczy zaciąg do wojska

W dniu 14 stycznia 1919r. przyjechałem z Ojcem i Marysią do Siedlec. Za godzinę już byłem ubrany po wojskowemu i ostrzyżony na melona w czapce legionowej. Ojczysko miał łzy w oczach, ale pogodził się z losem.

Pożegnałem się z Ojcem i siostrą Marysią. Brat Stanisław, który był wówczas zastępcą dowódcy Batalionu Zapasowego 22 p.p. ww Siedlcach - zaprowadził mnie do gmachu szkoły podoficerskiej przy 22 p.p. na Roskoszy w Siedlcach.

Dowódcą szkoły był ppor. Stan. Krauss, a szefem sierżant Gajewski - stary legun. Dostałem dość ładny mundur i płaszcz beselerski oraz długie żółte buty z cholewami.

Szkoła mieściła się w jednej dużej sali, widnej i obszernej. Były w niej piece kaflowe i dyżurny dosypywał do nich węgla, gdyż inaczej woda zamarzała w wiadrach na sali, bo były dość ostre mrozy.

Uczniami szkoły byli starsi żołnierze, bądź Peowiacy. Stosownie do wzrostu znalazłem się w I drużynie Kaprala Prokopa. Był to prosty chłop i nieraz opowiadał jak to było w Legionach i w jakich bitwach brał udział. Koledzy nad wszystko uwielbiali J. Piłsudskiego. Moim najbliższym kolegą był Bolek Dziewulski ze wsi Dziewule koło Zbuczyna. Uczył się pilnie i był wzorem dla innych. Kiedyś pewnego razu drużynowy Kapral Prokop zwolnił mnie z obowiązków dyżurnego, gdyż uważał, że brata z-cy dowódcy batalionu nie wypada traktować na równi z bracią żołnierską. Wtedy Bolek zaprotestował głośno, dlaczego ja zostałem pominięty w kolejności pełnienia dyżuru. Byłem mu bardzo wdzięczny, gdyż nie zauważyłem, że już nadeszła moja kolej do pełnienia funkcji podoficera dyżurnego.

Pierwsze dni pobytu w wojsku były trudniejsze, gdyż wszyscy znali już musztrę i chwyty bronią, a ja byłem zupełnie surowy.

Instruktorami w szkole byli podchorążowie z Wehrmachtu pchor. Wiesław Kossowski, Boniecki i Dokalski. Pchor. Dokalski odrazu zauważył, że ja nie umiem i polecił kol. Dziewulskiemu, żeby mnie nauczył chwytów bronią. Po kilku dniach już się wyrównałem z innymi, a na wykładach od razu wyróżniałem się jako lepszy uczeń. Jednego razu w miesiącu lutym 1919r. ppor. i dca szkoły Krauss wyprowadził nas na gimnastykę na plac. Było wtedy wietrznie i mroźno. Odmroziłem sobie uszy, bo nawet rozetrzeć uszu nie było można. Tego dnia były dwa wesela w mojej rodzinie: Józefa Wyrozębskiego ze Skwierczyna i Marysi Czarnockiej - Wojtowskiej z Czepielina. Wspomniałem sobie, gdy było mi zimno w uszy, że do wojska wstąpiłem na ochotnika i teraz mi uszy marzną, a ja gdybym nie był w wojsku, to mógłbym się w tym dniu bawić na weselu. Ale silna wola i ambicja nie pozwalały mi żałować raz powziętej decyzji. Każdy jest kowalem swego szczęścia - pomyślałem - i jak sobie pościelesz - tak się wyśpisz. W ten sposób torowałem sobie drogę do przyszłości.

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale