Almanzor Almanzor
1259
BLOG

Nasza barykada

Almanzor Almanzor Rozmaitości Obserwuj notkę 15

Trzeci syn Longinaczytał sporo tekstów w Salonie, dużo tam okazjonalnych wspomnień.

A to ktoś pisze o rocznicy stanu wojennego, a to rocznica jakichś wyborów. Niech i on spróbuje napisać coś skoro usiadł przy klawiaturze o północy 1. sierpnia 2009 !

Przeczytał właśnie notkę Ellenai, co mu dodało energii.

Ellenai pisze ilu nas w Powstanie było, ile mieliśmy broni i amunicji, ale nie pisze ile mieliśmy barykad. Niech trzeci syn Longina napisze, czego jeszcze nie zapomniał!

Podczas Powstania miałem 3 i pół roku. Czy takie dziecko może coś z tego wieku zapamiętać? Najdalsze sprzed Powstania zapamiętałem to, kiedy mieszkaliśmy w małym domku na Grochowie i mój o cztery lata starszy brat zawołał mnie do ogródka z okrzykiem „leci rama” i pokazał mi samolot - ramę. Teraz wiem, że to był dwukadłubowy niemiecki samolot rozpoznawczy Focke Wulf 189 fotografujący wówczas Warszawę.

imageFot. 1. W lipcu 1944. Cień „ramy” - samolotu Focke-Wulf 189 na kościele św. Aleksandra na fotografowym przez niego Pl. Trzech Krzyży. Może to wtedy ta „rama” poleciała nad Grochów?

Z czasu przed Powstaniem zapamiętałem też spacer mostem Poniatowskiego i siadanie na rozgrzanych słońcem jego kamiennych ławkach. Ktoś wtedy, chyba brat Mamy - Staś, pokazał mi statek na Wiśle wpływający właśnie pod most.Statek wydal mi się niewielki. Wiele lat potem myślałem że okręt jest duży a statek jest mniejszy teoche od mostowej ławki.

Koniec lipca 1944 spędzaliśmy z rodziną na letnisku w Józefowie nad rzeką Świder. Zapamiętałem utrudniające mi chodzenie korzenie drzew przechodzące przez ścieżkę i kąpiel w rzece blisko mostu.

imageFot. 2. Trzeci syn Longina po wojnie. Za nim widać na okolicznych domach ślady bombardowań z września 1939. Tu we wrześniu '39 była ziemia niczyja. Kilometr na południe wzdłuż ulicy Zamienieckiej stali przez trzy tygodnie Niemcy. W nocy bombardowali z samolotów i armat, w dzień przychodzili sprawdzać swoją celność i trafność wyboru celów. Kilometr na północ, wzdłuż alei Waszyngtona bronił się 21. pułk piechoty „Dzieci Warszawy” dowodzony przez pułkownika Sosabowskiego, tego co był później obwiniony przez alianta we wrześniu '44 za klęskę w bitwie pod Arnhem, gdy starano się zdobyć o jeden most za daleko.

Mama, gdy w Józefowie słychać już było armaty nadchodzącego frontu, będąc po traumatycznych przeżyciach conocnego bombardowania małych domków Grochowa, gdzie mieszkała sama z dwuletnim synkiem we wrześniu 1939, w lipcu 1944 wymusiła na Ojcu ewakuację przed frontem do bezpiecznego domu ciotecznaj babci Mieci w śródmieściu Warszawy przy ulicy Złotej 36. Zapamiętałem jazdę pociągiem w lipcu '44 z Józefowa do babci Mieci do Środmieścia a konkretnie, to wjazd do tunelu, który mnie wystraszył i przelatujące za oknem żarówki w nim świecące.

Pozostaliśmy na Złotej, gdzie zastało nas Powstanie. Mama twierdziła, że w grupie młodzieży zbierającej się 1. sierpnia przed domem na Złotej widziała ostatni raz swojego brata Stasia - zginął w sierpniu na Starym Mieście jako plutonowy w kompanii Zośka podczas ataku na Dworzec Gdański. Ojciec Mamy - Teofil zamieszkał z nami na Złotej. Zginął w pierwszych dniach Powstania, kiedy poszedł zdobyć mleko dla mnie.

image

image

image

Fot. 3-5. Brat Mamy - Stanisław Sadkowski (Czarny) stoi w pierwszym szeregu piąty od lewej

 

 image imageimage

Fot. 6. Siostrzeniec mojego Ojca - Jan Soszyński - Zgrupowanie Krybar. Poległ w ataku na Uniwersytet 1 sierpnia. Gen Bór Komorowski odznaczył go Krzyżem Virtuti Militari. Order VM został odzyskany w 2016 roku

image

Fot. 7. Brat Mamy - Stanisław Sadkowski (Czarny). Poległ w ataku na Dworzec Gdański. Dowódca Powstania pośmiertnie odznaczył Stanisława Sadkowskiego Krzyżem Walecznych

 Kiedy, już podczas Powstania, bawiłem się na balkonie mieszkania babci Mieci przy ulicy Złotej 36 strzelając do niemieckiego samolotu z drewnianego karabinu-zabawki, siostra Mamy - Ciocia Krysia - mnie stamtąd zabrała z krzykiem, że teraz Niemcy rzucą w nas bomby. I rzucili. W nas Niemiec nie trafił.  Bomby uderzyły w nasz dom nie w część frontową, w której było mieszkanie babci Mieci, ale zburzyły czteropiętrową oficynę domu po prawej stronie naszego kwadratowego podwórza zagrzebując w gruzach mieszkańców.

Pamiętam do dziś jak wyły „krowy” - stromotorowe pociski rakietowe wielkiego kalibru wystrzeliwane z sześciolufowej wyrzutni. Używane do walk ulicznych były odpalane do góry tak, że pociski mogły spadać niemal pionowo pomiędzy domy. Najpierw słychać było sześć przeraźliwych wyć a kilka sekund później dokładnie tyle samo wybuchów.

Jeszcze zapamiętałem, jak w dużej grupie w słoneczny dzień wyszliśmy na ulicę oglądać lecące na Warszawę spadochrony spadające spod licznej grupy samolotów.

O wydarzeniach Powstania po wojnie w rodzinie rozmawialiśmy bardzo rzadko, o szczegółach - nigdy. Kiedy kilka lat temu oprowadzałem dziewięćdziesięcioletnią wówczas moją Mamę po Muzeum Powstania kiwała głową i wiele razy powiedziała „tak było, tak było”. Kiedy zaproponowałem Mamie, żeby wejść do ekspozycji powstańczej piwnicy, żachnęła się mocno i cofnęła niemal z krzykiem, „nie! do piwnicy nigdy nie wejdę!”

Po wyjściu z Muzeum, na słonecznym jego podwórzu, siedząc przy murze gdzie wyryte było imię i nazwisko Brata Mamy, zapytałem o to, co dręczyło mnie od wielu lat: „Mamo, ile osób zginęło wtedy jak zbombardowali naszą oficynę na Złotej?” Usłyszałem: „Jak śmiesz o to pytać!? Ty pytasz ilu zginęło? Ja ich wszystkich znałam, ja widziałem spod gruzu ich głowy, ich ruszające się ręce i nogi, oni tam jeszcze żyli, myśmy rękami drapali kamienie i nie mogliśmy im pomóc, a ty pytaszilu !?”

Więcej już nie pytałem. Pamiętam piwnicę. W naszym pomieszczeniu mieszkala pani, która przygarnęła dziewczynkę w moim wieku uratowaną z transportu dzieci z Zamojszczyzny wiezionych do Niemiec. Pamiętam dużo szczegółów, znoszenie rannych, na których nie wolno nam było patrzeć, pamiętam podpieranie stropów drewnianymi słupami nazywanymi stemplami, pamiętam jak zgasło światlo elektryczne, pamiętam palące się później karbidówki, pamiętam wannę i prawie równą jej wielkością bombę - niewybuch, na podwórzu przy których bawiły się dzieci, pamiętam jak Ojciec wyprowadził nas z bratem na ulicę i pozwolił nam chodzić „tylko do tej barykady” wskazując na zgięty czarny słup metalowy. Długi czas później myślałem, że barykada to taki zgięty metalowy czarny słup. :o)

Podczas naszego pobytu w piwnicy Ojciec był stale na zewnątrz. Mężczyźni coś razem robili. Jak wstawiali podpierające sufit piwnicy i jej korytarz „stemple” z ciekawością oglądałem. Co jeszcze wówczas robili? - nie wiem. Raz Ojciec przyszedł cały zasypany pyłem, usiadł na czystym łóżku, za co dostał ostrą reprymendę od Mamy. Okazało się, że przed chwila zdążył uskoczyć przed spadającą bombą i chyba cudem przeżył jej wybuch.

image

Fot. 9. Ulica Złota. Taki słup, jakie widać przy chodnikach, tylko mocno zgięty stał na obok naszej barykady.

image

Fot. 8. Ulica Złota. Barykada była odległa kilkadziesiąt metrów od bramy naszego domu. Na fotografii zrobionej przez niemiecki samolot rozpoznawczy dnia 30.sierpnia widać, że jeszcze oficyna wtedy stała. Można też dostrzec tę barykadę, którą przy zgiętym słupie widziałem w Powstaniu.

Ta barykada może uratowała nam życie. Niemcy doszli do Żelaznej, to było około 200m od nas. Niewiele dalej była Hala Mirowska gdzie masowo rozstrzeliwano ludność. Myśmy przeżyli.

Pamiętam jak w piwnicy prosiłem Babcię Miecię o „kawałek chleba ze szmalcem i z solą” i jak mi dawała do jedzenia kostki cukru. Później mi powiedziano, że kostki te były z kapniętym do nich spirytusem stosowanym przez Babcię jako profilaktyczne lekarstwo.

Wyszliśmy z piwnicy dopiero w październiku po zakończeniu walk. Pieszo szliśmy na zachód. Kiedy minęliśmy zabudowania Ochoty ktoś wsadził mnie na furmankę, których kilka podstawili okoliczni rolnicy. Nogi przywalono mi ciężkimi pakunkami ale bałem się poskarżyć, żeby nie kazali mi dalej iść pieszo.

Kiedy przechodziliśmy przez pole cebuli, ktoś podał mi jedną. Pamiętam, że jadłem ją ze smakiem tak, jak jada się jabłka. Doszliśmy do Podkowy Leśnej, gdzie spędziliśmy noc.

Na razie tyle ....
Jeszcze o barykadzie!

Budując Barykadę

Anna Świrszczyńska

Baliśmy się budując pod ostrzałem barykadę.
Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer, wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca dźwigając kamień z bruku,
baliśmy się bardzo, wszystko tchórze -
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz, wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę pod ostrzałem.

Almanzor
O mnie Almanzor

PRZEGLĄDARKA BLOGU LONGINA W S24 Kolekcjonuję osiągnięcia geniuszy i ludzi dużego formatu a również osiągnięcia nibynauki, nibyprawa, nibyuczciwości. W czasie jednego ze swoich wykładów David Hilbert, znany matematyk, powiedział z ironią: "Każdy człowiek ma pewien określony horyzont myślowy. Kiedy ten się zwęża i staje się nieskończenie mały, zamienia się w punkt. Wtedy człowiek mówi: To jest mój punkt widzenia". Poznanie świata dobrze jest zacząć od poznania samego siebie. Chętnie czytam komentarze. Lubię spierać się z mającymi inne ode mnie zdanie. Jednak jeden z ostatnich komentarzy zdumiał mnie tym, jak jego autor daleki jest od zrozumienia tekstu pisanego po polsku. Szok miałem tak wielki, że zużyłem pół nocy dla przypomnienia swojego IQ. Namawiam czytelników do tego samego, a osoby z IQ poniżej 90 proszę aby darowały sobie czytanie moich tekstów. Dla komentowania zapraszam bardzo tych, co mają IQ powyżej 120. Tu kliknij jeżeli chcesz się sprawdzić! Cytat miesiąca czerwca "Przed długi czas o prezydenturze Lecha Kaczyńskiego nie można było powiedzieć nic krytycznego, bo od razu zachowanie takie traktowano jako niegodne." Janina Paradowska Ciężko być cynglem ... Cytat lipca "Dzisiaj okazuje się, że od Bronisława Komorowskiego trochę lepsza była demokracja." ezekiel Cytat sierpnia "Nie doceniałam dziś tej drzemiącej siły, która w czasach stanu wojennego kazała mieszkańcom Warszawy codziennie układać krzyż z kwiatów przy kościele św. Anny." Janina Jankowska Cytat listopada "gdyby wybory mogły naprawdę cokolwiek zmienić, to już dawno byłyby zakazane" (-Stanisław Michalkiewicz) O  dznaczenie mojej Mamy, siostry Stanisława Sadkowskiego (+KW) poległego 22 sierpnia 1944 w ataku ze Starego Miasta na Dworzec Gdański. Prezydent poszedł na Wawel Dźwięczy requiem pod dzwonu kloszem, Salonowcy - skończcie tę wrzawę! O czas smutnej zadumy proszę, gdy Prezydent poszedł na Wawel. Kogo powiódł w żałobnej gali? Jakieś cienie, mundury krwawe, ci w Katyniu z dołów powstali, z Prezydentem poszli na Wawel. Poszli wolno, lecz równym krokiem, bo im marsza rozbrzmiewało grave. Niezbadanym Boga wyrokiem z Prezydentem zaszli na Wawel. Gdy próg przeszli królewskich pokoi, krótki apel – czas z misji zdać sprawę, potem spać – pierwsza noc już wśród swoich z Prezydentem, co wwiódł ich na Wawel. Ciiiiiicho! śpią …Ale może obudzi ich los w nas to, co czyste i prawe? Niech pojedna – i partie i ludzi, dzień, gdy oni dotarli na Wawel. wg. Henryka Krzyżanowskiego Zapraszam do przeczytania moich notek: 1. - bliskich Powstaniu: ~ Pamiątka Powstania na Górczewskiej ~ Najdroższym Weronikom Matce i Siostrze ku wiecznej pamięci ~ Czy ktoś jeszcze pamięta? ~ Nasza barykada Gdy kiedykolwiek zauważysz, że jesteś po stronie większości - powstrzymaj się i dobrze nad sobą zastanów! - Mark Twain „ ... tylko człowiek wolny ma czas by bloga prowadzić” -Grzegorz P. Świderski Do ników klikam per 'Ty', oczekuję wzajemności. * Blog z Przeszłości *Blog Longina Cz. 1 Wstęp.   *Blog Longina Cz. 2: Pobyt w szkole   *Blog Longina Cz. 3: Przerwa w nauce   *Blog Longina Cz. 4: Przed I wojną światową   *Blog Longina Cz. 5: Wybuch wojny, front, okupacja niemiecka   *Blog Longina Cz. 6: Rok 1918   *Blog Longina Cz. 7: Rok 1920   *Blog Longina Cz. 8. Kursy dokształcające dla wojskowych   *Blog Longina Cz. 8a. Kursy dokształcające dla wojskowych   *Blog Longina Cz. 9. W.S.H.   *Blog Longina Cz.10. Absolutorium i praca   *Blog Longina Cz.11: Blog z przeszłości. Longin   *Blog Longina Cz.12 - 1933: Morzem po słońce Afryki   *Blog Longina Cz.13 - 1933: Casablanka, Marakesz, Góry Atlasu   *Blog Longina Cz.14 - 1933: Hiszpania - Malaga, Granada, Alhambra   *Blog Longina Cz.15 - 1933: Sewilla - Byki i Don Kiszot   *Blog Longina Cz.16 - 1933: Sewilla, Cadiz, Al Casar   *Blog Longina Cz.17 - 1933: Sztorm z Zatoce Biskajskiej, Znaczy   *Blog Longina Cz.18 - 1933: Belgia, Bal kapitanski   *Blog Longina Cz.19 - Jastarnia / Jurata '34   *Blog z przeszłości dopisane - Dowborczyk i Rodzina   *Blog Longina Cz.20 - morze, Austria, Jugosławia, Węgry   *Blog Longina Cz.21 - Hania *Blog Longina cz.22 - Przerwane wspomnienie Planowane do napisania 37. Wybuch II wojny światowej 38. Okupacja 39. Rok 1940         1941         1942         1943 40. Powstanie Warszawskie 41. Ewakuacja 42. Milanówek 43. Obóz w Gawłowie 44. Powrót z obozu 45. Ucieczka Niemców 46. Powrót do Warszawy 47. Praca organizacyjna w Banku 48. Wrocław 49. Warszawa - praca w Banku 50. Więzienie 51. Powrót do domu 52. W poszukiwaniu pracy 53. C.Z.S.P.J.D. 54. Sp. „Plan” 55. Sp. W.S.P.U.TiR 56. Rok 1956 57. Spółdzielnia „Plan” NAPISZ DO MNIE

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości