93 obserwujących
482 notki
636k odsłon
6709 odsłon

Smoleńska katastrofa - samarski trop

Wykop Skomentuj341

Zanim napiszę szerzej, umieszczam tutaj tekst napisany w końcu listopada ub. roku i który z niewielkimi zmianami ale w znacznie skróconej formie był opublikowany w grudniu p.t. „Samarski trop” w Najwyższym Czasie. Wstawiam tu ten tekst, bo jest on nadal aktualny ponieważ konferencja MAK, która odbyła się 12 stycznia, ponad dziewięć miesięcy od katastrofy nie wyjaśniła żad­nego z opisanych niżej faktów i zdarzeń. W kilku miejscach dopisałem informacje wzięte ze stycznio­wej konferencji MAK.

--------------------------

Ósmy miesiąc

Mija ósmy miesiąc od katastrofy smoleńskiej. Dotychczas opubli­kowano in­formacje źró­dłowe jednego tylko z trzech rejestratorów lotu. Znamy tylko czę­ściowy zapis rozmów i innych dźwięków sły­szalnych w kokpicie tu­polewa przez ostatnie pół godziny lotu. Cho­ciaż transkrypcja dźwięków tej czarnej skrzynki jest dokumen­tem drugorzędnym (pierw­szorzędnym byłaby wierna, oczyszczona z szumów, cyfrowa kopia ścieżki dźwiękowej), pomimo wielu wątpli­wości oraz braków, jest to doku­ment ważny a na pewno nie mniej wiarygodny niż zeznania świad­ków i re­lacje ob­serwatorów spisane po kata­strofie. Trans­krypcja dokonana była z udziałem polskich oficerów lot­nictwa do­brze zna­jących zarówno zało­gę jak i straconego tupolewa.

Opierając się na niezupełnej, ale wbrew pozorom obfitej w infor­macje trans­krypcji piszą­cy te słowa w czerw­cu opracował model zda­rzeń które mogły dopro­wadzić samolot do katastrofy. W miarę swojej pracy rezultaty publiko­wał w Najwyższym Czasie. Z ciągu za­rejestrowanych w transkrypcji faktów autor wyprowa­dził i uzasad­nił tezę, że nasz tupolew spadł z wysokości 100 metrów z powodu lotu z za małą prędkością co spowodowa­ło utratę siły no­śnej i gwał­towne przepadnięcie samolotu.

Tymczasem lansowana jest, przez niektórych - w tym panią Tatianę Anodinę, teoria że przed katastrofą wszy­scy członkowie załogi na­szego tupolewa jed­nocześnie zgłupieli i niezgodnie ze sztuką lotni­czą, dla pomiaru wysokości lotu nie patrzyli ani na wysokościo­mierze baryczne, ani na wariometry, ani na sztuczne horyzonty ale po­sługiwali się wyso­kościomierzem radiowym - pomi­mo tego, że pro­cedura lądowania zezwala na ko­rzystanie z tego przyrzą­du tyl­ko poniżej 60 metrów i tylko w bezpośredniej bliskości pasa.

T. Anodina nie zauważyła, że po zapytaniu nawigatora (SzT) dowódca (KWS) tu­polewa naka­zał nastawić radiowy­sokościomierz na sygna­lizowanie wysoko­ści 100 metrów.

10:10:07,2 SzT "RW, nastawniki RW"
10:10:10,6 KWS "100 metrów"

RW odezwał się po raz pierwszy sygnałem 400Hz ostrzegającym o odległo­ści 100 me­trów od ziemi pod­czas spa­dania, kiedy nawi­gator odczytywał wy­sokość 60 metrów.

10:40:51,5  X  "400Hz (wysokość niebezpieczna)"
10:40:51,8 SzT "60"

Różnica 40 metrów między sygnałem z radiowysokościomierza (100m) a od­czytem na­wigatora (60m) spowodowa­na była tym, że nawigator czytał z przy­rządu barycznego po­kazującego wysokość nad pasem lotni­ska a radiowyso­kościomierz sygnalizował wtedy odległość 100m od samolotu do dna jaru le­żącego około 40 me­trów poniżej pozio­mu pasa lotniska. Sugerowanie, że nawigator i załoga posługiwali się wskazania­mi radiowy­sokościomierza za­miast przyrządu barycznego jest to absurd, ale z gatunku tych, któ­re można przed­stawić laikowi jako przyczynę katastro­fy. Nawet po­czątkujący nawigator nie popełni takie­go błędu. Nie było żadnego powodu, by załoga miała złamać tu procedurę. Jest ona pisana krwią.

Warunkami lądowania w tym locie były widzialność pozioma na pa­sie 1000 metrów oraz widzialność przez pi­lota z wysokości 100m świateł reflektorów oznaczających próg pasa do lądowania. Od momentu kata­strofy z uporem godnym lepszej sprawy niektórzy twier­dzą, że dowódca samolotu niesamo­dzielnie bo pod wpływem "nacisków" po­dejmował decyzje. Z dokumentu wy­nika że jest to nieprawda. O godzinie 10:14:06,5 polski Tu-154 (Polish Air For­ce 1-0-1) otrzymuje informacje z Moskwy, że trzy minuty wcześniej lotni­sko Smoleńsk Pół­nocny zgłosiło widzial­ność poziomą na lotnisku równą 400 metrów. Po trzech i pół minutach od otrzymania tej in­formacji dowódca samo­lotu podejmuje sam de­cyzję. Wzywa sze­fową stewar­des i informuje ją o warunkach pogodo­wych na lotni­sku doce­lowym oraz możliwości odejścia na inne lotni­sko w przypadku niemożliwości wylą­dowania w Smoleńsku z powo­du mgły

10:17:33,9 KWS "Basiu"
10:17:40,2 KWS "Nieciekawie wyszła mgła nie wiadomo czy wylądujemy"
10:18:09,2  A  "A jeśli nie wylądujemy to co?"
10:18:13,0 KWS "Odejdziemy"

Wykop Skomentuj341
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale