93 obserwujących
454 notki
602k odsłony
518 odsłon

Rezurekcja 1945 na Grochowie

Wykop Skomentuj3

W roku 1945 Niedziela Wielkanocna przypadała 1. kwietnia, tak samo jak w roku 2018. 
 
Dobrze tamtą Wielkanoc zapamiętałem. Przeżywałem wtedy piąty rok życia w ciekawych czasach. Zapamiętałem sporo zdarzeń nawet z wcześniej­szego czasu. Chociaż ogląd dziecka jest całkiem inny niż dorosłego, to z biegiem lat okruchy wspomnień dziecięcych dawały mi się dobrze po­łączyć z doskonale datowanymi zdarzeniami z otaczającego mnie wówczas świata. Później, w dorosłym wieku niemal każdy fakt, który widziałem i zapamiętałem jako dziecko udało mi się sprawdzić i potwierdzić porównując z tym co zapa­miętał mój starszy brat, co zapa­miętali rodzice, co opisano w licznych z tamtego czasu pamiętnikach i publikacjach historycznych. Wprawdzie u nas w domu niewiele było rozmów o przeżyciach wojennych ale na zadane pytania zwykle dostawałem wyczerpujące odpowiedzi.

Tutaj dam opis zfarzenia - Rezurekcji 1945 na Grochowie - którego przede mną prawdopodobnie nikt dotychczas nie opublikował.
 
W ostatnią niedzielę lipca 1944, z obawy przed nadchodzącym frontem, schroniliśmy się w Śródmieściu w mieszkaniu ciotecznej babci Mieczysławy Zdzienickiej przy Złotej 36. Mama bardzo się bała powtórzenia traumy jaką przeżyła z paroletnim moim bratem we wrześniu 1939 podczas dzień i noc trwającego bombardowania  kruchych domków Grochowa z armat i z samolotów niemieckich.

Na Złotej w piwnicy z mnóstwem wrażeń przeżyliśmy do października.  Wszyscy trzej bracia Mamy, jak wielu, polegli w walce z Niemcami. Ojciec mamy Teofil Sadkowski nie wrócił do nas na Złotą z wyprawy do gospodar­stwa swoich uczniów przy Górczewskiej dokąd się udał w pierwszych dniach Powstania po mleko dla mnie.  Po Powstaniu od października '44 przebywaliśmy z mamą u wujków Miśkiewiczów w Milanówku. Ojca Niemcy po Powstaniu zabrali do obozu pracy. Mama mamy - babcia Zosia - nauczycielka, która przed Powstaniem mieszkała koło swojej szkoły przy Fil­trowej, usunięta z domu, po przeżyciu słynnego „zieleniaka” na Ochocie, na którym swoim zegarkiem danym Ukraiń­cowi uratowała jedną z młodych dziewczyn od zgwałcenia przez jego umundurowanych kolegów, trafiła do Łowicza, gdzie jako nauczycielka przeżyła do wiosny '45.  

 
Po ucieczce Niemców z Warszawy, od 17. stycznia 1945 jej mieszkańcy zaczęli wracać. Mama niemal pierwszego dnia po wyzwoleniu nas przez oddziały polskie i Armię Czerwoną przedostała się po skutej lodem Wiśle na Grochów, gdzie zastała nasze przedwojenne mieszkanie całe i omal nieuszkodzone. Od września’44 stacjonowali w nim sowieccy oficerowie. 26 stycznia polscy żołnierze za dwa litry spirytusu dowieźli nas amerykańską ciężarówką z Milanówka na Grochów i wysadzili przy Wiatracznej.
 
Wspomnę jeszcze o bardzo bliskiej mi osobie, o 20 lat starszym ode mnie moim bracie stryjecznym Jerzym „Bejka” Kobylińskim, partyzancie Armii Krajowej Wojska Polskiego na Wileńszczyźnie, uczestniku we wspołdziałaniu z Armią Czerwoną wyzwolenia Wilna i jego okolic w operacji "Ostra Brama" -  awansowanego w jej trakcie na podporucznika.

imageOk 10 lipca 1944. Okolice Wilna. Oddział partyzancki Baza - Miód w Operacji „Ostra Brama”. Jurek „Bejka” Kobyliński, w drugim rzędzie drugi z lewej oparty o karabin i dwóch wizytujących partyzancki oddział oficerów Armii Czerwonej.


image



 
Ok 10 lipca 1944. Okolice Wilna. Operacja „Ostra Brama”. Pojmani jeńcy niemieccy jakoś bez lęku oddali zarekwirowane przez partyzantów buty i spodnie. Wszyscy wtedy radośni 

Po ucieczce Niemcow do Warszawy powróciło wielu jej mieszkańców. Mało kto z nich miał - jak my - ocalony dom. Wielu zamiesz­kało w gruzowisku zniszczonego totalnie Śródmieścia. Z nami zamieszała babcia Zosia i o 20 lat starszy ode mnie brat stryjeczny Jurek, podporucznik Wojska Polskiego czasu wojny, po powrocie z przymusowej „wycieczki” do Moskwy, w którą go wywieźli wspomniani wyżej sojusznicy po zdoby­ciu ramię w ramię z nimi Wilna i jego okolic w ramach operacji „Ostra Brama” w której walczył pseudo Bejka.

image

Perfumeria i zakład fryzjerski „Ewaryst” Mieczysławy Zdzienickiej - ciotki mojej Mamy.

Firma Ewaryst dobrze była znana przed wojną i podczas okupacji. Babcia Miecia, która po Powstaniu zamieszkała z nami u Miśkiewiczów w Milanówku, tam aby nie być obciążeniem dla gospodarzy zdążyła postawić drewnianą budkę przy stacji kolejki EKD, sprzedajcą głównie żywność. Po powrocie do Warszawy niemal natychmiast uruchomiła swój zakład w starym jego miejscu w parterowej po wojnie Marszałkowskiej z dwoma czy trze­ma fotelami fryzjerskimi i z ogród­kiem z tyłu pomiędzy gruzami. Pamiętam jak nad wejściem świecił wielki neon „Ewaryst”. Teraz są tam domy towarowe „Cen­trum”. 

imageSzybko pojawiła się w Warszawie przeróżna przed­siębiorczość, a najszybciej handel. W naprawionych parterach i na chodni­kach poja­wili się warszawscy kupcy.

U kwiaciarki przed Wielkanocą 1945 w przy zbiegu Marszałkowskiej i Sikorskiego (teraz Aleje Jerozo­limskie) można się było zaopatrzyć w palemki dla świętowania Niedzieli Palmowej, a także kupić kwiatek dla siebie lub komuś sercu bliskiemu.


 
W wielkanocną niedzielę, 1. kwietnia 1945, o 6. rano mój Ojciec -„Longin”, którego  wspomnienia publikowa­łem w Salonie24, zabrał obu swych synów (8 i 4 lata) na rezurekcję do kościoła parafialnego przy placu Szembeka.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura