wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz
144
BLOG

Z Niepokalanowa do Warszawy

wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

 

Kończy się termin nadsyłania filmów i programów na festiwal w Niepokalanowie. Tegoroczny, jubileuszowy, bo trzydziesty festiwal, odbędzie się w całości nie w Niepokalanowie, lecz w… Warszawie.

Dokładniej, Międzynarodowy Katolicki Festiwal Filmów i Multimediów „Niepokalanów 2015”, odbędzie się w stolicy prawie w całości. Tu po raz pierwszy odbędą się i pokazy filmów, i dyskusje, i tu dowiemy się, kto wygrał i dlaczego. W Niepokalanowie przewidziano w maju uroczystą jubileuszową niedzielę festiwalową. 

Ktoś kiedyś powiedział, że to jest jedyny na świecie festiwal odbywający się w klasztorze. Teraz z klasztoru nieco wyszedł, ale nadal pieczę nad nim sprawują Franciszkanie. Czasem, jak nie było funduszy, klasztor dawał sale, ale także wsparcie duchowe. I wciąż je daje. 

Dotychczas zgłoszono kilkadziesiąt filmów. – Gdy nadejdą jeszcze z zagranicy, będzie co oglądać – ocenia Zygmunt Gutowski, dyrektor programowy festiwalu. Sam Gutowski, biorący udział we wszystkich „Niepokalanowach”, naoglądał się już festiwalowych filmów. Widział wszystkie. A że przez trzydzieści lat zebrało się ich kilka tysięcy, najpewniej na projekcjach spędził ok. 200 pełnych dób. 

Oczywiście, filmy nie były robione na miarę. Amatorskie filmy dokumentalne trwały po kilkanaście minut, dopiero potem wydłużyły się. Ale rekordzista trwał… pół minuty i pokazywał skutki picia wódki, czyli opłakane następstwa picia alkoholu. Rekordzista z drugiej strony, włoski film o różańcu, trwał 8 godzin.

Filmowe rekolekcje

A zaczęło się wszystko w 1986 r., z inicjatywy Katolickiego Stowarzyszenia Filmowców, we współpracy z Franciszkanami z Niepokalanowa. Początkowo były to prezentacje filmów religijno-moralnych, o charakterze rekolekcji. Ta formuła pozwalała istnieć festiwalowi poza cenzurą. Skoro rekolekcje były zamknięte, filmy nie były badane przez cenzurę, a w drugiej edycji, w 1987 r. pierwszą nagrodę mógł zdobyć film Mariana Terleckiego „Ksiądz Jerzy”, powstały w nielegalnym studiu.

– W latach 80.,  festiwal odbywał się w warunkach z tamtych lata, w jakiejś stołówce klasztornej w tzw. ośrodku w Lasku. Filmowcy traktowali go jak rekolekcje. Przyjeżdżali nie tylko obejrzeć, ocenić film, ale  odbudować się duchowo, nabrać sił przez pobyt w Niepokalanowie – mówi Wiesław Domagalski, prezes KSF. Po 1990 r. impreza rozrosła się, przyjęła formułę międzynarodową i cieszyła się sporą frekwencją.

– Festiwal stał się miejscem, gdzie zaczęto rozliczać się z komunizmem, z ukrywaną historią, w kontekście prześladowań religijnych – mówi Zygmunt Gutowski. –  Na innych festiwal nie można było tego pokazywać. A my mieliśmy filmy rozliczeniowe z Bułgarii i z Rumunii, a już w XXI w. z Rosji, Białorusi i Ukrainy.

Z czasem pojawiła się fabuła, festiwal rozrósł się o konkurs programów TV, a w końcu audycji radiowych. Stał się multimedialny, ostatnio dodano konkurs stron internetowych. Włączył się lokalny samorząd, wojewoda skierniewicki, festiwal miał coraz szerszy zasięg i znaczenie. Po reformie administracyjnej stał się mniej dostrzegalny. Warszawa tłumiła nawet ważne wydarzenia z tzw. terenu.

Walka trwa

Domagalski przyznaje, ze najlepiej pamięta się filmy z ostatnich lat. Ale na długo zapamięta ubiegłorocznego zwycięzcę - „Jak pokonać szatana” Michała Kondrata. – To jeden z najlepszych filmów, jakie zaprezentowano na festiwalach. Pokazuje, że tak do końca człowiek przez całe życie musi toczyć walkę z szatanem i nigdy jej do końca nie wygra  – ocenia dyrektor Domagalski. .

Gutowski jest pewien, że za 20-30 lat festiwal też będzie, bo jak okoliczności, w którym się odbywa, zmienia się i ewoluuje. Ze spotkania rekolekcyjnego, staje się bardziej sposobem promocji i kontaktu producentów, widzów i wydawców. Nawet gdyby oni ogłosili, że kończą pracę, byłby nacisk, żeby taki festiwal był organizowany.

–  Nie odczuwamy jakiegoś komfortu, bo ze względu na dyskryminację festiwalu w stosunku do innych imprez, otrzymujemy niewielkie wsparcie od państwa – mówi Gutowski. – Stabilizację dają nam Franciszkanie, ale ostatnio także twórcy, którzy dopominają się, żeby taki festiwal, taki przegląd, miejsce kontaktu, zorientowania się, co powstaje, co się tworzy, wciąż istniał.

– W Polsce przez mainstreamowe media upowszechnia się pseudo wartości. Nasz festiwal jest światełkiem w ciemności. Chcielibyśmy, żeby festiwal był, żeby mówiło się o wartościach chociaż przez te kilka dni – mówi prezes Domagalski. – Gdy państwo to dostrzeże, festiwal przetrwa. Coraz trudniej to ciągnąć na zasadzie wolontariatu i pracy społecznej przez prawie cały rok.

Dobre miejsce

Musza być bardziej obecni w Warszawie.i są, i to na Zamku Królewskim. I wciąż musi się zmieniać. – Musimy znaleźć formułę, żeby znajdować fundusze na przegląd filmów, który potem pozwoli filmowcom, producentom itp. ruszać z nimi do kin, na festiwale, czy na wydawnictwa na DVD – mówi Zygmunt Gutowski. - Nagroda to nie tylko nobilitacja, nagrodzone filmy są potem wprowadzane do obiegu, wydawane, a wydane wcześniej cieszą się większym zainteresowaniem.

Warunki wydają się być sprzyjające. – W ostatnich 2-3 latach, filmy religijne zaczynają się pojawiać w salach kinowych. W ubiegłym roku było kilka takich filmów, łącznie z „Christiadą” – podkreśla Gutowski. – Ludzie chcą te filmy oglądać.

Veľa šťastia, veľa zdravia, nech sa všetky plány daria

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo