wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz
2242
BLOG

Smoleńsk: Recenzje są już gotowe

wojciech dudkiewicz wojciech dudkiewicz Społeczeństwo Obserwuj notkę 15

Rozmowa z Lechem Łotockim, aktorem

 

- Ma Pan duży dorobek aktorski – i w filmie, i w teatrze. Czy rola Lecha Kaczyńskiego w filmie „Smoleńsk” Antoniego Krauze jest dla Pana ważna?

 

Lech Łotocki: - Z pewnością jedna z ważniejszych, choć czy najważniejsza, trudno oceniać, bo sporo, przez lata grałem. Ale bez wątpienia rola Lecha Kaczyńskiego to istotne wyzwanie. Staram się do tej roli, jak zresztą do każdej, przyłożyć.

 

- Przygotowywał się Pan do tej roli w jakiś specjalny sposób?

 

- Starałem się wiele czytać na temat śp. prezydenta, zbierać jak najwięcej materiałów na jego temat, przesłuchałem wiele wystąpień, wypowiedzi, spotykałem się z jego współpracownikami. Teraz staram się tę postać możliwie dobrze odwzorować. Jest to jednak zdecydowanie postać filmowa. Nie staram się przedstawić kopii, ja nie byłem jego sobowtórem, lecz możliwie zbliżyć się do prezydenta. Każdą scenę jednak starałem się wykorzystać, żeby pokazać go jako człowieka, którego ja odbieram i jaka mi się jawi z dostępnych mi materiałów. Ale proszę pamiętać jednak, że film opowiada o śledztwie dziennikarskim w sprawie Katastrofy Smoleńskiej, postać Lecha Kaczyńskiego jest ważna, jednak prezydent nie jest główną postacią scenariusza. Wiodąca postacią jest dziennikarka, starająca się wyjaśnić, co zdarzyło się w Smoleńsku..

 

- Cenił Pan, lubił prezydenta Kaczyńskiego?

 

- Tak, ceniłem, lubiłem - jako państwowca, polityka i wreszcie prezydenta. Moja decyzja o udziale w castingu, przyjęciu roli, też była wyrazem szacunku i sympatii do Lecha Kaczyńskiego, chęci przedstawienia postaci, jaką była, a nie jaką przedstawiały go niechętne mu media. Obraz i prezydenta, i jego prezydentury był bardzo wykrzywiony w mediach. Wiedziałem, że to bardzo trudne zadania. Teraz staram się wykonać je jak najlepiej. Czas pokażę, jak to się udało.

 

- Po lekturach, przygotowaniu do roli Lech Kaczyński wydaje się Panu sympatyczniejszy?

 

- W miarę zgłębiania tej postaci, wydała mi się jeszcze ciekawsza. I jeszcze bardziej chciałem znaleźć jego prywatną stronę, osobistą barwę. Wychodziło, że był niesłychanie błyskotliwy, mądry, dowcipny, a przede wszystkim ogromnie ciepły i bardzo otwarty w stosunku do ludzi. Nie przeszkadzało mu to być wybitnym politykiem i mężem stanu.

 

- Film jest atakowany na długo zanim powstał, zanim zaczęto kręcić najważniejsze sceny. Czy Pan to odczuwa na sobie?

 

- Zdaję sobie sprawę, że opinie, a nawet recenzje filmu, są już gotowe. Ale nie myślę o tym, wydaje mi się, że jesteśmy w procesie tworzenia filmu i dopóki mnie zakończy się, wierzę będzie to kino, które próbuje zasypać doły dzielące Polaków. Ale to już kwestia wypośrodkowania, montażu, nad czym czuwa reżyser.

 

- Katastrofa nie została wyjaśniona, wrak i czarne skrzynki są w Rosji. Czy Pan interesuje się tym, co dzieje się wokół katastrofy?

 

- Postać, którą mam pokazać, już odeszła, materia do jej pokazania nie zmienia się. Ale mam świadomość, że scenariusz wciąż tworzy się, że dochodzą różne elementy i ciągle jeszcze to niezamknięta karta. To z jednej strony interesujące, z drugiej strony niepokojące. Nastroje wokół katastrofy – a pośrednio także wokół filmu - są wciąż gorące. Także z tego powodu nie będzie to letnie kino. Natomiast nie uczestniczę w wydarzeniach takich jak warszawskie rocznice, czy miesięcznice katastrofy. Niedawno byłem na spotkaniu urodzinowym śp. prezydenta i Jego brata Jarosława Kaczyńskiego. Jestem obserwatorem, w pierwszym szarego nie działam, nie jestem zaangażowany. Rolę śp. prezydenta traktuję jako zadanie, które chcę wypełnić jak najlepiej.

 

- Rolę prezydentowej Marii Kaczyńskiej gra Ewa Dałkowska. Jak się Państwu współpracuje?

 

- Znamy się, to moja dobra koleżanka. To korzystna sytuacja, bo jest między nami dobra energia, łatwo nam dochodzić  do emocji, które były między prezydentem i prezydentową - Marylką, jak prezydent zawsze się do żony zwracał. A to niełatwe. Wszyscy mówią, że bardzo się kochali. Że był to związek wyjątkowy, jeśli chodzi o uczucie, partnerstwo, o ciepło, o reagowanie na siebie.

 

 

>>>Teatr rozmaitości

 

Lecha Łotockiego mozna zonbaczyć w TR Warszawa (dawniej Teatr Rozmaitości), w spektaklach Grzegorza Jarzyny: „Psychosis”, według Sarah Kane, „Druga kobieta” Jarzyny, według Johna Cassavetesa, „Między nami dobrze jest” według Doroty Masłowskiej. Gra też w Och-Teatrze, w spektaklu Krystyny Jandy „Weekend z R.” według Robina Hawdona. 

 

 

Veľa šťastia, veľa zdravia, nech sa všetky plány daria

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo