W rozmowie o in vitro poseł Szejnfeld odpowiadając na pytanie posła PiS jak zwykle w mistrzowski sposób - wart posła PO - wykręca kota ogonem.
Na stwierdzenie posła PiS, że popierający in vitro nie słyszą głosów najbardziej poszkodowanych w metodzie in vitro, czyli dzieci z zamrożonych zarodków, które nie zostały urodzone ...pan Szejnfeld odpowiedział, że on słyszy dzieci urodzone i szczęśliwych rodziców...jak zwykle nie odniósł się do stwierdzenia, tylko cynicznie odbił piłkę...takie odnoszenie się do problemu bardzo dobrze przedstawia podejście polityków PO do różnych spraw...
Tak podchodząc do sprawy można też stwierdzić, że np. nie widzą smutnych ubogich, ale za to widzą samych radosnych bogaczy...w końcu do nich się zaliczają...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)