Tak sobie patrzę na to nasze „społeczeństwo obywatelskie” z zoologicznym zainteresowaniem. Nie dlatego, że się aż tak bardzo interesuję się polityką, tylko z mojego zainteresowania życiem ( nazwijmy to moją prywatną socjologią) , który to zainteresowanie, niestety nieodmiennie kieruje mnie w meandry naszych narodowych cech. Próbuję nie zajmować się partiami, złotoustymi przedstawicielami grup politycznych itp. Zawsze jednak powracać muszę do tego, co dzieje się aktualne w umysłach naszych rodaków, a tego nie da się oddzielić od polityki. Otóż mam nieodparte wrażenie, że zoologia dobrze opisuje pewne zjawiska u naszych obywateli (oczywiście nie wszystkich). I tu już nasuwa mi się pierwsze jakże skojarzenie: część naszych obywateli przypomina mi krówki na pastwisku. Przywiązani są łańcuchami do kołków, czyli do swoich stereotypów, by jedli tylko wokół siebie, nie wchodzili w szkodę i bezustannie dojeni są przez właściciela, czyli nasze światłe elity, w tym rządowe także.
O dojeniu naszych obywateli, może później, bo nie jest to najważniejsza czynność na naszym pastwisku. Życie na tej naszej polskiej łące nie jest monotonne, nie skupia się tylko na dojeniu czy zakupie telewizora LCD z jeszcze większą ilością cali. Życie na pastwisku jest pełne krówkowej kultury, zachowań akceptowalnych lub nie przez ogół stada, wzorców stadnych, etykiety łąkowej i nowych, jakże bogatych tradycji przynoszonych z innych łączek. Świat krówek jest o tyle ciekawy, że ambiwalentny. Bo z jednej strony nasi obywatele kochają zakazy na pastwisku, a z drugiej w błogim uniesieniu korzystają ze zdobyczy „wolności” na łące.
„Apud imperitos humanitas vocabatur, cum pars servitutis esset" : “naiwni nazywali kulturą to, co było ich zniewoleniem”.
I tutaj trochę rozwinę temat zakazów i nakazów które akceptujemy w większości. W Polsce ciekawym zjawiskiem szanowanym przez wielu z pastwiska, jest wyrażenie: ZABRANIA SIĘ. To polskie prawo - „zabrania się” jest wszechobecne w tym pięknym naszym kraju nadwiślańskim. Bardzo często na nie natrafiamy. Od zakazu chodzenia po trawie i rozłożenia na niej koca (a psy mogą walić kupy),przez zakaz używania szczotki na myjniach bezdotykowych, pływania bez czepka na basenach, korzystania ze śmierdzącej toalety w pubach bez kupienia choćby wody sodowej, chodzenia po sklepie bez koszyka, aż do nie uznawania podpisu bez pieczątki. Tak, pieczątka musi być inaczej podpis nie jest ważny. Najlepiej żeby była czerwona i okrągła. Przykłady można mnożyć. Choćby taki: „zabrania się” wjazdu na osiedle pod wejście do domu, żeby łatwiej było wnieść np. ciężkie meble. Część krówek myślących„awangardowo” jednak wjeżdża na chwilę, łamiąc ten tajemniczy zakaz , co doprowadza siły tajemne do szewskiej pasji i pojawiają się nagle żelazne zapory zamykane na kluczyk. Potem ten kluczyk ginie, albo kłódka rdzewieje. Efekt jest taki, że karetka nie może uratować chorego, a mieszkańcy nie mogą podjechać, żeby wnieść ciężkie rzeczy. W tym przypadku najlepszym wyjściem jest cierpliwe oczekiwanie na pożar jakiegoś domu w okolicy – wtedy Straż Pożarna wycina w pień to żelastwo, żeby dojechać i najczęściej blokada już się nie pojawia. Do tego czasu nic się nie dzieje, obywatele krówki tylko komentują jak jest źle i co za tajemnicze siły im utrudniają życie.
Mam znajomego na Bródnie w Warszawie, który pokazał mi ciekawy przykład. Jest tam ratusz wybudowany za nasze pieniądze i kilkadziesiąt miejsc parkingowych zbudowanych także za nasze, obywatelskie pieniądze. Od poniedziałku do piątku przyjeżdża tam cała masa interesantów, aby być obsłużonym przez urzędników, którzy otrzymują pensje z naszych podatków. Pan burmistrz, który także otrzymuje pensje z naszych podatków, wpadł na genialny pomysł i zamyka parking po godzinach pracy urzędu. Czyli za nasze obywatelskie pieniądze zbudowany jest parking, z którego nie możemy korzystać. Po południu mieszkańcy parkują samochody prawie na latarniach, na trawnikach, na stacji benzynowej, a puste miejsca wokół ratusza świecą oszałamiającą wprost pustką. Jest ich około 200 – tyle miejsc naliczyliśmy z kolegą. Wieczorem i w weekendy stoi pusty parking, a na ulicach wokół dzieją się dantejskie sceny: parkowanie prawie jeden na drugim, wyścigi do zwalnianego miejsca. Obywatele „krówki” cały czas obserwują z okien swych domów inne miejsca do parkowania i natychmiast wybiegają z domów i z rykiem silników parkują na przed chwilą zwolnionym miejscu. Przeparkowują samochody. Obserwowałem z kolegą to zjawisko z zaciekawieniem. Trzy minuty – to czas potrzebny na zejście i przepakowanie samochodu na „normalnym miejscu”. Potem już tylko miłosne rzucenie okiem na auto i powrót do domu aby spokojnie przeżuwać dalej swój dzień i wieczór. No cóż, pan burmistrz zapewne uzasadnia swoją decyzję „dobrem” interesantów i udowadnia mówiąc bardzo poważne zdania: sądzi się, myśli się, zabrania się, nie daje się…Logika jednak mówi, że zakaz ten jest egoistyczny i chamski spowodowany właśnie egoizmem i chamstwem urzędników. Zaraz to wykażę: urzędnicy przyjeżdżają około 30minut przed otwarciem urzędu na jeszcze pusty parking i stają sobie na miejscach. Gdyby parking był cały czas otwarty – zapewne nie mieliby aż tak wielu miejsc. Około 8:00 wpadają samochody z interesantami. Nie ma dla nich zbyt wiele miejsc. Po pracy, po godzinie 16:00 interesantów już nie ma, a parking prawie cały zajęty. Oczywiście są to głównie samochody urzędników. Potem urzędnicy wyjeżdżają, parking zupełnie pustoszeje i zapory są zamykane. Około 16:20 już nikt z „obywatelskich krówek” nie może zaparkować. Parking z 200 miejscami aż ryczy pustką, a obywatele traktowani jak krówki parkują dosłownie na trawie i chodnikach. W ten sposób urzędnik ma zawsze miejsce, a obywatel „jak bydło” musi cierpieć. Ten przykład bardzo dobrze pokazuje układ panujący na „polskim pastwisku”: bydło musi stać i czekać, męczyć się, kombinować i grzecznie akceptować taki stan. Co więcej, urzędnicy z obrzydzeniem stwierdzili, że „bydło” zaczyna parkować na chodnikach wokół ratusza, więc wydali następne dziesiątki tysięcy złotych na betonowe donice – i się skończyło „obywatelskie bydło” parkowania na chodnikach. Tak jest na Bródnie w Warszawie. Źródłem pastwiskowego rygoru jest „WADZA” dzielnicy. Zapewne każdy z nas widzi takie przykłady bydlęcej „wadzy” codziennie. Ale nie zawsze jest to tak oczywiste jak na tym przykładzie.
Najczęściej źródłem tych szanowanych przez naszych obywateli granic dla „krówek” jest tajemniczy zakazo-wydawca: Surowy Pan „ SIĘ”. Ten Pan Się jest podpisany na wszystkich poleceniach zabraniających krówkom rozejścia się po pastwisku i poczucia trochę większej wolności. Surowy Pan Się patrzy na naszych obywateli na pastwisku i reguluje ich życie ze szwaj-Carską precyzją. Pan Się nie jest sam. Ma wielu uczniów i dużą wykształconą kadrę. Cechą charakterystyczną urzędników Surowego Pana Się jest ich urzędniczy język, który zawiera nie co innego, jak imię ich mocodawcy, a więc: wydaje SIĘ, mówi SIĘ, twierdzi SIĘ, sądzi SIĘ. Gdy więc czasem, jakiś zbuntowany byczek zapragnie wierzgnąć, napotyka od razu na „zabrania się”, lub też na całą bandę hunwejbinów Surowego Pana Się, którzy wybiją mu z głowy jego myśli tłumacząc: wydaje się, że powinno się sądzić się, albo: mówi się, że nie powinno się…
Dobrym przykładem są wypowiedzi polityków i „elit” przy okazji tragicznej śmierci policjanta, który został właściwe zadźgany na oczach wielu, bo zareagował na łobuzerskie zachowanie dwóch gówniarzy. Zdarzenie tragiczne w swej wielowarstwowej wymowie, jednak dla wielu przedstawicieli „elit intelektualnych” naszego pastwiska dało możność do stwierdzeń, że WYDAJE SIĘ, że nie należy pozwalać na wydawanie broni palnej obywatelom. SĄDZI SIĘ, że obywatele pozabijają się gdy dostaną broń. Tu doskonale widać jaki stosunek ma „wadza” do obywateli: traktują nas jak bezmyślne krowy. Hunwejbini Surowego Pana Się, jednocześnie zarzucili obywatelom, że nie reagują na takie przypadki, nic nie robią, stoją i patrzą jak krówki na pastwisku na takie tragiczne zdarzenia. Zasada „zabrania się” jednak jest nie do ruszenia w Polsce, bo „zabrania się” posiadania broni przez obywatela z powodów które podałem wyżej: wiadomo, jesteśmy traktowani jak nieodpowiedzialne bydło.
Takich przykładów mogę podawać więcej, ale nie o to chodzi aby podawać przykłady, ale żeby zrozumieć sens: po co się tak robi. I tutaj dochodzimy do kolejnej cechy naszego pastwiska: „na głupocie robi się największe pieniądze”, a więc i posiada się największą władze gdy stado jest głupie. Jak to można egzemplifikować? No cóż, jest to proste choć mechanizmy takich zjawisk bywają skomplikowane. Właśnie dlatego postanowiłem zatrzymać się na wstępie moich przemyśleń nad pewnymi zjawiskami z naszego życia, które „przygotowują” nas do „krowiego myślenia”. Bo samodzielne myślenie jest niebezpieczne. Nie można takimi obywatelami kierować bo są po prostu mądrzy a przez to wolni. Dlatego należy tak pokierować myśleniem obywateli, aby nie było ono samodzielne i odwoływało się do stereotypów którymi już bardzo łatwo sterować. Stereotypy to między innymi to moje powtarzane „zabrania się”. W Polsce występuje ono bardzo często. Nie wiadomo kto?, co?, w jakim celu?, po co i na co, ale „zabrania się” i morda w kubeł. Stereotyp ten zawarty w zdaniu „zabrania się” i uleganie jemu jak cielaki przez naszych obywateli jest porażający. Kiedyś wchodziłem do hipermarketu po jakiś drobiazg. Pan z ochrony zaczepił mnie i rzekł że mam wziąć koszyk – no bo wiadomo że stereotypu , że jak kupuję to musze wziąć koszyk. Ja zburzyłem jego piękny stereotyp odpowiedzią: ale ja nie wiem czy cokolwiek kupię więc po cholerę mam taszczyć koszyk i niech pan dzwoni po policję, że nie wziąłem koszyka. Zdębiał po rozbiciu jego stereotypu.
Dobrym przykładem jest polityka Platformy Obywatelskiej i w opozycji do niej polityka PiS. PO osiągnęła mistrzostwo w wykorzystywaniu lub budowaniu stereotypów w umysłach krówek i steruje nimi z mistrzostwem (faktem jest, że z coraz mniejszym). Nie chcę mi się na ten temat zbyt dużo pisać i udowadniać nie wiadomo co, bo zwyczajnie mam rację. Zaczęło się od powolnego i misternego budowania antagonizmów między PiS i PO na bazie polskich kompleksów w stosunku do Europy. A więc stereotypu: jestem Polakiem więc jestem ze wsi, a tak bardzo bym chciał być europejczykiem. PO udowadniało, że wystarczy myśleć tak jak PO i już sam ten fakt awansował nas do elit europejskich. Ta sprytna manipulacja miała jeszcze jedną cechę: wykorzystywała nasz własny stereotyp o nas samych – bo sami myślimy, że jesteśmy leniami. A tutaj proszę, wystarczy pomyśleć jak PO i momentalnie awansujemy na wspaniałych ludzi. Ta manipulacja nie byłaby skuteczna, gdyby nie pokazano tego wszystkiego w opozycji do PiS. Otóż sam PiS udowadniał, że należy pracować i to ciężko, żeby cos osiągnąć. Baaa! Szczycił się tym, że tylko jak jest ciężko, to jest coś warto robić. Zatem zmanipulowano obywateli w stylu „konfliktu pokoleń”: ty ojciec to jesteś frajer bo zapieprzałeś całe życie i nic nie masz, a ja jestem cwaniaczek, bo cwanym trzeba być i wystarczy. „Zabierz babci dowód”…pamiętamy? Tak więc PO w sposób mistrzowski wykorzystało jedną cechę większości ludzi: chęć bycia kimś lepszym bez wysiłku. Bazę do tego miała PO wspaniałą: ZACHÓD. Ten wyraz w umysłach naszych obywateli nadal ma wielką siłę i teraz połączony z „Europą” dał bardzo mocny stereotyp na którym bez wysiłku można było się oprzeć. Europejski, w Europie, jak w Europie, bo w Europie. Ten stereotyp otwierał niesamowite pokłady bezkrytycznej nadziei na bycie kimś, bo tak bardzo kojarzył się z „zachodem”. A o tym „zachodzie” marzyliśmy od pokoleń. Gdy już zbudowano stereotypy w umysłach wyborców z kompleksami: będziesz lepszy, wspanialszy, a więc bardziej europejski czyli bogatszy we wszystko i mądrzejszy, zbudowano następny biegun będący do tej wizji w opozycji. Tak jak już wspomniałem był to PiS. Zbudowano stereotyp „pisowca” jako ciemniaka, wieśniaka, katola, głupola, matoła. Ta doskonała manipulacja jest już tak ugruntowana w umysłach obywateli, że PO na jej sile prawdopodobnie będzie rządzić jeszcze jedną kadencje. Polacy długo jeszcze nie dojdą do wniosku, że nadal żyją na takim samym pastwisku jak kiedyś i są dojeni tak samo jak kiedyś – przed ’89 rokiem. Ktoś kto mnie przeczyta i ma akurat sieczkę PO w głowie, natychmiast mnie znienawidzi i zaatakuje. Pisałem o tym mechanizmie już parę razy, więc nie muszę tego robić teraz. Mam to gdzieś.
Kompletna pustka tej manipulacji PO jest tak ogromna, że było ją dzisiaj dokładnie widać w rozmowie Rymanowskiego w TVN24. Gośćmi byli Kutz i Migalski. Dla każdego, nawet dla Rymanowskiego było oczywistością, że Kutz po prostu był pusty jak sala kinowa z ruskim filmem o miłości. Rymanowski i Migalski nie mogli opanować śmiechu gdy słyszeli debilne opinie Kutza. Pan Migalski w końcu trochę zmądrzał i nie wiem czy świadomie czy nie – użył figury erystycznej do pokazania „pornograficznej pustki umysłowej” w opiniach tego pana „resysera”. I zrobił to co uważam za skuteczny sposób na takich hunwejbinów – ośmieszyć pustaka do imentu. Akurat Kutz nie był żadnym przeciwnikiem dla Migalskiego, ale warto było to obejrzeć, żeby się pośmiać. Tak dla czystej satysfakcji. Bo właśnie Kutz jest przedstawicielem takiego Pana Się i traktowania ludzi jak bezmyślne bydło. Pan Kutz dodatkowo jeszcze jeden numer zrobił – tak samo jak PO - uwierzył we własne manipulacje czyli zmanipulował sam siebie. Mechanizm wiary we własne kłamstwa doprowadził już wielu do upadku. Rządzi takim mechanizmem PYCHA – która u Pana Kutza i PO osiągnęła poziom przekraczający stan alarmowy. Najciekawsze jest to, że wystarczy na zimno walnąć w ten balon szpileczką rozumu, a taki zmanipulowany pęknie jak zużyta prezerwatywa – bo nie ma własnych przemyśleń, tylko będzie szafować tytułami z prasy – właśnie stereotypami wbitymi na pamięć. I tutaj zatoczyliśmy koło i dochodzimy do mojego przykładu z parkingiem na Bródnie w Warszawie: wyborca PO to człowiek, który marzy o tym aby być urzędnikiem tego ratusza i mieć „własne miejsce parkingowe”, by nie mieszać się z tym bydłem które wiecznie mu przeszkadza. Wyborca PO zadowala się takim bzdetem, to mu naprawdę wystarcza! On będzie nikim innym jak dojną krową, ale o tym jeszcze nie wie. Ale w swym pustym umyśle wypełnionym manipulacją jest boski. W tym wszystkim chodzi oto, że wielu stało się rogacizną obywatelską, krówkami na pastwisku które uwiązane do łańcucha swych stereotypów, muszą jeść trawę wokół siebie i zabronione jest mu wchodzenie w szkodę. A tą „szkodą” jest samodzielne myślenie i społeczeństwo obywatelskie. Zostali zaszufladkowani i stali się krówkami na łańcuchu. To co napisałem można uprościć do jednego wniosku: żyjemy w świecie wirtualnym, stworzonym przez „spindoktorów”, urzędników, tak zwaną „wadzę” i marzymy.
Marzymy o tym aby mieć fajne marzenia, a całe realne życie przechodzi obok nas, tocząc się tak, jak inni tego chcą. My tylko z niecierpliwością lub obojętnością czekamy na porę dojenia, bucząc jak krówki co cztery lata przy urnach.
Tak więc, patrzę na to wszystko i przychodzą mi te zoologiczne myśli i pastwiskowe porównania. Minęło już od 1989 roku 21 lat - od „wyprowadzenia nas z ziemi Egipskiej, z domu niewoli” jak Żydów w Starym Testamencie. Widocznie historia lubi się powtarzać. Żydzi byli prowadzeni przez Mojżesza w kółko po pustyni przez czterdzieści lat, a mogli dojść w parę miesięcy na miejsce. Dlaczego tak długo? Bo Mojżesz wiedział, że muszą wymrzeć Ci którzy urodzili się w niewoli, bo byli skażeni stereotypami niewoli i nie potrafili żyć w WOLNOŚCI. Mamy więc jeszcze 19 lat na „otworzenie oczu”. Pozostało nam więc czekać te 19 lat i zadowalać się „kulturą pastwiska”, która to kultura nakazuje nam w windzie mówić „dziękuję” za wspólną jazdę windą. I zdaje się nam, że jesteśmy kulturalni bo tak ładnie mówimy, tylko po co? Dziękujemy windzie, że nas wiozła czy pasażerowi że z nami wytrzymał w milczeniu? Czy widzimy to? Może za te 19 lat, doczekam się tego co być powinno: „dzień dobry” jak wchodzi się do windy i „do widzenia” jak się z niej wychodzi i rozmowy o tym co zrobić na naszym osiedlu, żeby było nam przyjemnie mieszkać. Wszystkim żeby było przyjemnie…


Komentarze
Pokaż komentarze (14)