Po wczorajszej nocy wyborczej, przychodziły mi różne myśli do głowy. Zastanawiałem się nad natura Polaków, ich psychiczna wytrzymałością, polityczną zmiennością w związku z wyborami. Aby nikogo nie zanudzić dywagacjami postanowiłem w pewnej skondensowanej formie opisać tych naszych rodaków. Moim zdaniem nasz naród posiada pewna charakterystyczną cechę. Otóż potrafi obdarzać wielkim zaufaniem polityków (partie), by po jakimś czasie odżegnywać go od czci i wiary, obarczając go za wszystko co złe w swoim życiu mają. Mechanizm ten jest naprawdę prosty. I zażartowałbym, ż istnieje jakaś bariera psychologiczna związana z czasem, która każe Polakom zmieniać zdanie niezależnie od wszystkiego. Gdyby sam Jan Paweł II został premierem, prezydentem – w wyniku tych mechanizmów po jakimś czasie i tak przegrałby wybory. Rodacy obdarzyliby go wielkim zaufaniem, ale to tylko kwestia czasu kiedy zaczęliby obwiniać go o wszystko co im w życiu nie wychodzi. Bo powody zaufania czy raczej wybierania bywają różne, powody dawania żółtych i czerwonych kartek są zawsze takie same: pesymistyczna irytacja, narzekanie że nie jest tak dobrze jak myśleliśmy i co tu dużo mówić – chęć zmiany swojej sytuacji wynikające właśnie z naszych cech napisanych wcześniej. Oczywiście każdy socjolog napisałby cały elaborat dlaczego, jakie przyczyny, analizy pod każdym kątem, wiele stron tekstu i mądrych określeń. Jednak potem stwierdziłby to samo co ja. Dlatego uznałem, że nie ma sensu wchodzić w naukowe szczegóły i celowo uprościłem swój model do analizy, bo tak naprawdę nie liczą się powody ale właśnie mentalność polskiego wyborcy. Chyba nie popełnię błędu, jak powiem, że większość Polaków to urodzeni pesymiści, którzy swym narzekaniem i pretensjami mogą wkurzyć każdego. To stwierdzenie ( aczkolwiek uproszczone – wiem o tym), stanęło u podstaw mojej ciekawości. Przeanalizowałem sobie, jak to jest z Polakami na przestrzeni od 1989 roku do dzisiaj. Zacząłem szukać dat wyborów parlamentarnych, terminów wyborów prezydenckich i kto był i jak długo premierem. Zestawiłem to wszystko w pliku Excel-a. Każdego kto na te wykresy spojrzy uprzejmie proszę o patrzenie całościowe, a nie szczegółowe. Dla ułatwienia widzenia całościowego, postanowiłem zawrzeć to wszystko w postaci wykresów który załączam poniżej.

Jakie istotne wnioski możemy wyciągnąć z analizy tego harmonogramu wzlotów i upadków?
Po pierwsze powinien zauważyć, ze analiza rozpoczęła się od 1993 roku. Dlaczego? Bo tak sobie uznałem. A poważnie to oczywiście jest to kwestia mojej kobiecej intuicji i nie potrafię tego uzasadnić. Może dlatego, ze przeanalizowałem lata 1989 i 1993 i uznałem, ze panował wtedy taki radosny demokratyczny bałagan, ze nie warto na tym się skupiać.
Ale ad rem
Wnioski
1. W utrzymaniu się rządu przy władzy pomaga wybór prezydenta z jego opcji. Potrafi to zrobić prezydent, który ma „to coś” co Polakom odpowiada. I możemy narzekać, tupać nogami, ale Prezydent Kwaśniewski „TO” właśnie miał. Ta niewątpliwa cecha pana Aleksandra pozwoliła mu być prezydentem dwie kadencje ale ze względów konstytucyjnych musiał zakończyć swa działalność po dwóch latach. W tym czasie mieliśmy rządy SLD (dwa lata), rządy AWS(4 lata) by z powrotem, dzięki panu Kwaśniewskiemu i głupocie AWS, rządy odzyskał SLD i panował 4 lata. Zatem uogólniając mechanizm czasu działa tak: przy nadzwyczajnie sprzyjających okolicznościach, jedna opcja w Polsce jest w stanie rządzić 10 lat (plus minus).
2. Na drugim biegunie, biorąc po uwagę niesprzyjające okoliczności mimo stworzenia koalicji itd., rząd może wyczerpać cierpliwość Polaków po około 2 latach. Był to rząd PiS-u. Bardzo proszę w tym miejscu przestać dywagować, jak, dlaczego, bo głupi są, a ktoś jest mądry. Tak jak w życiu, nie interesują mnie powody dla których żona kogoś zdradziła, interesuje mnie KIEDY ZDRADZIŁA – minimalny czas i maksymalny. Powody zostawmy sobie psychologom, socjologom, mniemanologom, politologom. Mnie interesuje konkret.
3. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam, że 10 lat rządów Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej to maksimum, przy sprzyjających okolicznościach jakim jest pełnia władzy , która już ma. I nie ma przebacz. Za kilka miesięcy PO opanuje wszystko. Oczywiście jak najbardziej PO nie chodzi im o władzę i przejęcie do tej władzy wszystkiego co się da (tak twierdzą wszyscy w PO), w odróżnieniu od wszystkich innych partii na świecie, które dochodzą do władzy, żeby…mieć władzę. No cóż, ale widocznie może platforma takie rzeczy chrzanić – wiadomo Polacy obdarzyli ją dużym zaufaniem. A Polacy oprócz cech na początku wymienionych – mają jeszcze jedną: wstydzą się np. rozmowy o pieniądzach, a więc o władzy tym bardziej. W innych krajach to jest normalne – a my się wstydzimy. Taki numer. Więc PO może naszym obywatelom wmawiać brednie, że broń Boże nie chce władzy, tylko tak dla „zdrowotności” to robi, a rodacy w to „wierzą”.
4. Przy niesprzyjających okolicznościach, PO straci władzę przy wyborach parlamentarnych, czyli za około 1,5 roku. Mogłaby ją odzyskać ale…no wybaczcie, ja staram się być obiektywny: Marie Bronisława no nie da się porównać z Kwaśniewskim…nie da się. Maria Bronisław ma tyle charyzmy politycznej co pan Pawlak energii życiowej. W tym układzie Pan Premier Tusk może spełnić to zadanie charyzmatycznego przywódcy – ale nie jest to takie pewne.
REASUMUJĄC:
Najdalsza data odsunięcia od władzy PO to około 2018, najbliższa to 2012.
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (10)