Jaką dziś rolę spełniają media?
Jaka rolę dziś spełniają podawane informacje i dziennikarze?
Mówi się o nich jako o czwartej władzy, która rządzi dosłownie wszystkim i wszystkimi. Potrafi obalać rządy, wznosić na wyżyny polityków, niszczyć tych, co na to zasłużyli, ratować życie tym, co akurat mogli być zauważeni w swojej tragedii.
Otóż media wcale nie są czwarta władzą. Jest to twierdzenie zupełnie błędne i stworzone dla potrzeb samych mediów. Jest to zwyczajny zabieg pijarowski, stworzony dla potrzeb mediów i przez same media.
Dlaczego tak twierdzę? Bo widzicie, aby pełnić władzę należy mieć powód, a głównym powodem istnienia mediów JEST ICH ISTNIENIE.
A zatem mogę powiedzieć przewrotnie:
Media musza istnieć, żeby istniały.
I choć to stwierdzenie dla niektórych jest głupie, dla niektórych jest masłem maślanym – jest jak najbardziej istotne w definiowaniu dzisiejszych mediów. Ich istnienie przypomina mi raka, który toczy zdrowy organizm społeczeństwa, zeruje na nim, ale nie może przekraczać pewnej granicy przyzwoitości: nie może doprowadzić do zbyt wielkich zniszczeń, bo wtedy sam zginie.
Z tej istoty mediów wynika prawie wszystko, z czym mamy do czynienia dzisiaj. Choćby tworzenie kanałów 24 godzinnych. Dwadzieścia cztery godziny na dobę podawane są informacje dla tego, aby ich istnienie udowadniało potrzebę istnienia. Samospełniająca się przepowiednia. Nie dziwmy się więc, że dochodzi do takich paranoicznych sytuacji, kiedy pokazywana jest relacja na żywo z wsiadania do autobusu Sióstr Betanek. To mój ulubiony przykład. Kilkanaście kamer, „helikopter”, kilku dziennikarzy i relacja na żywo, w której główno dowodzący reporter zastanawia się: czy kierowca jest już w autobusie, a jak jest to, dlaczego nie włączył silnika. Może włączył, ale on z tej wysokości ( z błękitnego „helikoptera”) nie może dostrzec, czy dym spalin leci z rury wydechowej. Potem krzyk prawie jak na meczu piłkarskim, gdy padnie bramka – JEST! PIERWSZA BETANKA WESZŁA DO AUTOBUSU i tak dalej, i tak dalej.
Jak widać rak jakimi są media z czasem przerasta już organizm na którym, żeruje i doprowadza do relacji "relacjonującej" samą siebie. Dlaczego właśnie tak jest? Otóż w tym momencie przypomina mi się podajże zdanie pana Donalda Trampa; „Nie istnieje takie prawo, które zabraniałoby oddzielić głupca od jego pieniędzy”. Dziś media nie różnią się od zwykłych obywateli, w których chęć zaistnienia, wyjścia poza siebie jest tak ogromna, że gotowi są nawet spektakularnie umrzeć zabijając w szkole kilkadziesiąt osób, potem siebie i mieć do końca świadomość, że do ostatnich swoich chwil są pierwszą wiadomością w podawanych „niusach”. Media doprowadziły same siebie do sytuacji właśnie takiego medialnego zabójcy. Tyle tylko, że w przypadku mediów, zatrzymują się na chwilę, aby żyć dalej.
Nie jest więc ważne czy dziennikarz poznał temat, o którym się wypowiada. Nie o to chodzi. On i jego temat musi żyć. Na co dzień mamy takie kwiatki. Przypomina mi się kilku tygodniowe deliberacje na temat płaskich dachów w Polsce „w świetle” padającego i zalegającego na dachach śniegu. Każdy, dosłownie każdy inżynier projektant wie, że to kwestia obliczeń i zaprojektowania konstrukcji, aby wytrzymywała każde, powtarzam KAŻDE OBCIĄŻENIE ŚNIEGIEM. Ale dziennikarski upór godny nowotwory złośliwego, karze im kwestionować zasadność Polskich Norm i zasad obliczeń metodą stanów granicznych czy Teorii Plastyczności ( przegubów plastycznych). Bo dziennikarz musi istnieć, i choć gada głupoty, bredzi, nie zna zupełnie tematu, o którym mówi – potrafi kłócić się z profesorem z politechniki warszawskiej na ten temat. Dlatego dla dziennikarzy nie ma tematów tabu, czy wstydliwych pomyłek – naczelną zasadą jest ISTNIENIE DLA SAMEGO ISTNIENIA.
Nie dziwmy się więc, że dziennikarstwo w Polsce schodzi ze swym profesjonalizmem na psy. Nie o to chodzi, żeby być profesjonalistą tylko istnieć za wszelką cenę. Choćby katastrofa smoleńska. Nie jestem fachowcem od katastrof lotniczych, choć z lotnictwem mam zawodowy związek. Ilość bzdur jaką ja (co by nie powiedzieć – dyletant) usłyszałem od dziennikarzy przekraczała granicę głupoty. Dno się już urwało i leciało wszystko niżej. Nie ma sensu pisać tutaj w szczegółach, ale jedna uwaga jest najważniejsza, najistotniejsza, najbardziej ważka:
Każdy ekspert mający pojęcie o awiacji po pierwsze ni powie samolot tylko statek powietrzny, nie powie helikopter tylko śmigłowiec, nie powie skrzydło tylko płat. Rzecz najważniejsza: na pytanie, dlaczego doszło do katastrofy, nawet dzisiaj odpowie:
NIE WIEM.
Pomijam fakt rozważań na S24 ( proszę o wybaczenie za powyższe stwierdzenie tych, co piszą świetne notki na ten temat, bo to niezwykle potrzebna praca i należy odróżnić rozważania od oficjalnego podawania przyczyn katastrofy), każdy szanujący się ekspert powie: NIE WIEM, nie jestem w stanie określić czegokolwiek bez oficjalnych i WSZYSTKICH informacji. Cóż zatem robią media? Nie mogą zaprosić eksperta, bo na każde pytanie otrzymaliby krótka odpowiedź: nie wiem. Nie byłaby to żadna ujma dla eksperta, lecz wręcz przeciwnie, powód do szacunku w „sadowisku”. Zaprasza się wiec do studia pożytecznych idiotów, którzy w odróżnieniu od fachowców mają ogromnie „dużo do powiedzenia”. Dziwne? Nie, jeżeli przypomnimy sobie zasadę istnienia dla samego istnienia.
Co jeszcze można stwierdzić w przypadku wspomnianej zasady dotyczącej mediów?
Otóż istnieje zjawisko, które można określić jako „rzucanie granatu i dowiadywanie się, jakie wojsko idzie”. Otóż media już dawno skonstatowały, że mogą pełnić służebna rolę do danego ośrodka władzy. Naprawdę nie musze tej tezy udowadniać. Moim zdaniem jest to naturalna konsekwencja nowotworowego charakteru dzisiejszych mediów: musza na kimś żerować i mieć też źródło pewności istnienia. Spełniają wiec rolę granatu. Realna władza rzuca temat, a media służalczo dokonują „rozbioru medialnego”, co pozwala rzeczywistej władzy wybrać najlepsze dla siebie oficjalne rozwiązanie. Tak więc oprócz żerowania na żywym organizmie jakim jest społeczeństwo, media musza też spełniać rolę służebną w stosunku do władzy, która wybrały aby istnieć. Mechanizm jest prosty: władza rzuca jakiś temat, dziennikarze wałkują go w nieskończoność. Zapraszają ekspertów, którzy rozważają dosłownie wszystkie warianty, ujmują temat z każdej strony. Zatem wybór oficjalnego stanowiska nie jest już kwestią wymyślenia, lecz właśnie wyboru wśród istniejących możliwych rozwiązań. Nie dziwmy się wiec, że istnieje tak ogromna ilość „telewizyjnych autorytetów” gdyż spełniają oni bardzo ważną role dla władzy i oczywiście mediów. Media staja się potrzebne, a więc ich naczelna zasada potrzeby ISTNIENIA jest wypełniona.
Cóż by się działo gdyby dziennikarz dokładnie zgłębił opisywany temat i zgodnie ze sztuką dziennikarską zrelacjonował jego istotę? Nie byłoby mediów. Informacja kończyłaby swój żywot tak szybko jak zaistniała, bo cóż więcej można by było o danym fakcie powiedzieć? Informacja przestaje istnieć i zarazem sens istnienia tak wielu mediów także. Logiczny i oczywisty jest, więc wniosek: media dzisiaj nie są od tego, żeby informować, ale po to, aby istnieć dla samego ich istnienia. Tak postawione dictum wyjaśnia nam w sposób idealny to, co się dzisiaj dzieje. Nie miejmy, więc pretensji do szeroko pojętych mediów, że chwytają się dosłownie przysłowiowej brzytwy. Jest to zwyczajna walka o byt, z która mamy do czynienia w przyrodzie. Kiedyś napisałem tekst o sposobach manipulacji właśnie w mediach (http://aman.salon24.pl/204989,metody-manipulacji-suwerenem), co bardziej zainteresowanych odsyłam do tej notki. Te wszystkie kamuflaże, pióra, manipulacje, oszustwa, kolory są naturalną, rzekłbym darwinowską cechą każdego organizmu. Manipulacją? A jakże. Ta właśnie istotna cecha mediów, a wiec wspomniana już przeze mnie chęć istnienia dla samego istnienia jest determinantem dzisiejszego strumienia informatycznego…
Ktoś mi nie wierzy? Przypomnijmy sobie wakacje, kiedy wyjeżdżamy na urlop np. za granicę. Bez laptopa, telewizora i dostępu do informacji. Żyjemy sobie spokojnie z rodziną, odpoczywamy. Przypomnijmy sobie, jakie odczucia mamy, gdy po dwóch tygodniach włączamy kanały informacyjne? Jaką mamy wtedy jasność umysłu, jak szybko potrafimy podsumować i ocenić podawane informacje, jak szybko potrafimy wyodrębnić sens, zauważyć miałkość, wyłapać manipulacje. Po prostu logiczność w myśleniu do nas powraca, gdy kilka dni jesteśmy sami ze sobą.
Ten stan trwa dotąd, do póki nie zacznie nas toczyć od nowa nowotwór informacji…
PS
Ta notka nie dotyczy rzetelnych dziennikarzy, którzy doskonale wiedzą jak trudno jest wykonywać swój zawód. Dla nich moje ukłony pełne szacunku.
AmAn


Komentarze
Pokaż komentarze (18)