Ambiwalentna Anomalia Ambiwalentna Anomalia
628
BLOG

SZKOŁA KRZYWI DZIECI – A MATKI?

Ambiwalentna Anomalia Ambiwalentna Anomalia Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 13

 

Mam córeczkę w szkole podstawowej. Niby nic specjalnego, bo wielu rodziców ma dzieci, które uczęszczają do szkół. Ja jednak jestem coraz bardziej przerażony. Nie chodzi mi tutaj o ocenianie polskiej szkoły, która zatraciła swoja misję, bo w Polsce szkoła ma zajmować się wszystkim, tylko nie nauką. Dziś szkoła wychowuje, jest miejscem zabawy, demokratyczną społecznością młodych ludzi, którzy według swych rodziców są geniuszami. W dzisiejszej szkole bije się młodszych, robi kompromitujące zdjęcia komórkami i zamieszcza się w portalach internetowych. W co bardziej nowoczesnych szkołach bije się nauczycieli.
Tak więc szkoła w Polsce spełnia dosłownie wszystkie funkcje TYLKO NIE UCZY. 
Jej podstawowa funkcja została zepchnięta na zupełny margines. Zobaczmy, co dzieje się wokół nas w mediach, o czym rozmawiają ministrowie, o czym piszą dziennikarze, zatroskani rodzice. Ja osobiście nie spotkałem się z artykułem, wypowiedzią czy choćby zaawizowaniem tematu zwyczajnej nauki uczniów. Temat szkoły „kreci się” wokół wszystkiego, byleby tylko nie wspominać o podstawowej funkcji szkoły: nauczania dzieci. Kuriozalne jest twierdzenie ostatnich lat, i to tak zakorzenione w umysłach ludzi, że nie ma co przekonywać, że nie mają kompletnie racji, że szkoła ma wychowywać. Otóż szkoła ma uczyć, od wychowania są rodzice i rodzina. No cóż, widać z tego, że rodzice tez nie są lepsi. Ich podstawowym obowiązkiem w stosunku do szkoły jest przekonywanie wszystkich nauczycieli o tym jak genialne i cudowne jest ich dziecko, a jakby ktoś nie uwierzył, pisanie listów do kuratorium jaki to nauczyciel, dyrektor jest okropny, jaki jest podły, że tak nisko ocenia ich pociechę…
Mało kto ma odwagę to napisać, ja mam ( może dlatego, że nic mi za tą szczerość nie grozi). Otóż poza nielicznymi wyjątkami, nauczycielem w Polsce zostaje się w wyniku nieudacznictwa. Gdy nie za bardzo wiadomo co się chce robić, albo próby zdawania na inne kierunki nie przyniosły skutku, zostaje sie nauczycielem. I żeby było jasne: nie w każdym przypadku, ale w większości tak. Perełkami są nauczyciele, którzy mają powołanie do tego zawodu. Nie jest więc przesadą swego rodzaju stare przekleństwo: „obyś cudze dzieci uczył”. W efekcie powstaje coś co ma zupełnie luźny związek z nazwą: SZKOŁA
Z jednej strony duża ilość nauczycieli, którzy wybrali ten zawód bo im w życiu nie wyszło, z drugiej strony rodzice ( a w szczególności matki), które udowadniają wszystkim wokół, że ich dzieci to urodzeni geniusze i najlepiej na świecie piszą ogonki przy „Ą i Ę”. Powiem więcej, gdy są problemy wychowawcze, rodzice ( matki) z komunistyczną gorliwością wykazują, że wszystkiemu winna jest szkoła, bo je wychowuje i sobie nie radzi. Nie matki, ojcowie...ale szkoła. W tych warunkach kompletnego pomieszania pojęć, moja córeczka przebywa kilka godzin dziennie.  Ktoś powie: oddaj pan dziecko do prywatnej szkoły i przestań pan chrzanić. Otóż bardzo dokładnie przyjrzałem się „prywatnym” szkołom i są równie pokrzywione jak państwowe, tylko powody są inne: strach przed zakręceniem finansowego kurka przez rodziców. A wiec, dzieci w takich szkołach są genialne, są super i dostają świetne oceny za nic. Osobną sprawą są zebrania rodziców. Przypominają rozmowę w banku w sprawie kredytu – z tym, że biorącym jest szkoła…zgodzi się na prawie wszystko, żeby rodzice finansowali swego pupila, rodzice to bank.
Łamiąc panujące schematy w myśleniu o ojcach, ja jestem częstym gościem na zebraniach, chodzę do szkoły zapewne dużo częściej niż statystyczny tatuś. Przyznam się szczerze, że zebrania i dni otwarte są dla mnie osobistym wyzwaniem i swego rodzaju umartwieniem. Dowiaduje się na tych zebraniach o sytuacji rodzinnej każdego dziecka, jego matki, ojca. W ferworze zebrania padają informacji o intymnych szczegółach rodzinnych, o których mówią zdesperowane matki. Zebranie trawa kilka godzin, a ja siedzę sobie i wysłuchuję jakie to przeszkody ma latorośl w tym, że nie pokazuje swego geniuszu. Wiem, o pikantnych szczegółach alkowy, o których w sposób żenujacy i ze smiechem wypowiada się stado matek, przekonują sie nazwzajem która ma gorzej.
Ostatnio rodzice dowiedzieli się o nowym sposobie oceniania zachowania dzieci. O ile stopnie w poszczególnych przedmiotach mają znaczenie, to zachowanie dziecka jest praktycznie bez znaczenia.
Cóż więc robią matki na zebraniu ? Oczywiście zajmują się ocenami z zachowania.
Powód?
 Dowiedziały się, że najwyższą ocenę dostana te dzieci, które będą brały udział w konkursach organizowanych przez szkołę, czyli dzieci zaangażowane w naukę. Nie pomogą uśmiechy i umizgi do wychowawcy, komplementy i wspólnota jajników. Szkoła podjęła próbę powrotu do jej funkcji czyli NORMALNOŚCI nauczania i poprzez nowy system oceny z zachowania, dała logiczny i absolutnie słuszny sygnał rodzicom: leniom śmierdzącym, których rodzice umizgują się i ślinią do nauczyciela czy dyrekcji - dajemy odpór. Liczą się FAKTY – czyli osiągnięcia ucznia. Siedziałem w ławce dla czwartoklasistów i słuchałem dosłownie wrzasku i krzyku oburzonych matek. Oburzenie było na tyle duże, że ich dzieci przestały być geniuszami i trzeba będzie zmusić tych śmierdzących leni do nauki, że prawdopodobnie oprze się ta sprawa o kuratorium, a pani dyrektor będzie miała niezły smród. Ostatni bastion genialności dzieci padł w gruzach, czym pani dyrektor w mym sercu dostała ogromny plus. Nie muszę dodawać, że usłyszałem głosy o TĘPIENIU DZIECI I DYSKRYMINACJI uczniów, czym po prostu straciły te kobiety u mnie całkowicie szacunek. Argument był taki, ze tepy leń nie może być niżej oceniany od dobrego ucznia, bo to jest nieprawiedliwe.
Możecie w to uwierzyć? Ja nie mogłem.
Bo widzicie moja córka choć najukochańsza na świecie, nie jest genialna ( jeszcze) i jest zwyczajnym leniem, czym nie odróżnia się od innych w żadnym stopniu. Wymaga permanentnego wychowania z mojej strony, wiecznej niekończącej się pracy. I nie musze dodawać, że NIE ŻYCZĘ SOBIE ABY SZKOŁA WYCHOWYWAŁA MOJE DZIECKO – z powodów o których napisałem wyżej oraz z samego faktu, że NIE POZWOLĘ NIKOMU OBCEMU WYCHOWYWAĆ MOJEGO DZIECKA.
Na koniec powiem jeszcze jedno, otóż odbieram raz w tygodniu moją córkę ze szkoły. Gdy radosna lub zmęczona zbiega do szatni, ja – facet 115 kg wagi i 195 cm wzrostu – wkładam wysiłek ŻEBY NIEŚ TORNISTER MOJEJ 10-CIO LETNIEJ CÓRKI. Tornister, który ma nosić dziecko po kilka godzin dziennie wazy około 8 KILOGRAMÓW! Czy zdajecie sobie z tego sprawę – WY RODZICE – że wasze małoletnie dzieci noszą kilkukilogramowe wory, które są dla nich straszliwie ciężkie??? Nie musze dodawać, że w całym tym zebraniowym zgiełku moja konkretna prośba, żeby odciążyć tornistry uczniów NIE MIAŁA ŻADNEGO ODZEWU.  Nie ma szans aby książki i podręczniki dzieci trzymały w szkole. Ważne jest donoszenie do kuratorium, że pani dyrektor śmiała wprowadzić NORMALNOŚĆ do szkoły. Wiadomo, obrona genialności tych leni ma priorytet w szkole.
I tylko smutek mnie ogarnia, bo ze skrzywieniem psychiczny wywołanym debilnymi postulatami rodziców, frustracją nauczycieli, że życie im nie wyszło, które przekazują mojej córce – poradzę sobie, ale martwi mnie jeszcze jedno skrzywienie…kręgosłupa, które moje dziecko się nabawi.

Prosta i tania reklama w Internecie sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002) WAU_tab('9bn09paqq57v', 'bottom-center')

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Technologie