Nie mogę nic, absolutnie nic, tylko cierpieć mogę…
Był taki film „NIEODRWACALNE. Film może się podobać w sali kinowej, na ekranie telewizora, ale jego konwencja polegająca na odwróceniu kolejności scen może wściekać. Co będzie, gdy dotyczy to naszego życia. Bo kto chciałby być codziennie głupszy, codziennie biedniejszy? Może tylko znikające zmarszczki i coraz większa jędrność ciała wynagradzałaby nam ten idiotyzm. Tak, gdybym był coraz młodszy zapewne zgodziłbym się na coraz większą biedę, zidiocenie, bo coraz większa głupota pozwalałby mi przyjmować wszystko coraz bardziej bezkrytycznie.
Powiecie… tak może być tylko w filmie, gdzie reżyser i montażysta rządzą i mogą robić co im się żywnie podoba.
Otóż nie tylko w filmie…w Polsce tak jest.
Dziś dowiedziałem się, że Pani Merta, wdowa po Tomaszu Mercie pojechała na miejsce katastrofy smoleńskiej. Widziałem zapłakane oczy wdowy, widziałem żal w jej oczach. Nie wpuszczono jej na miejsce katastrofy samolotu TU-154M, w której zginął jej mąż. Już nie można tam wchodzić, już nie można składać kwiatów, wieńców, już nie można oczami polskiego serca zobaczyć, dotknąć tej tragedii…wszyscy modlili się poza…
Bo kiedy już nic nie ma, kiedy pocięto wrak, zaorano ziemię, wybrano chyba wszystkie szczątki ludzkie – TERAZ NIE WOLNO. Zabroniono Polakom dotykać oczami wyobraźni i sercem miejsca, na którym nastąpiła największa katastrofa po II Wojnie Światowej.
TERAZ NIE WOLNO
Już w chwilę po upadku prezydenckiego życia, roztrzaskania się ojców rodzin, matek dzieci, rozerwaniu na strzępy 96 marzeń ludzkich, KAŻDY MÓGŁ zabrać sobie na pamiątkę trochę Polski. Jedni brali jak hieny, inni z bólem dotykali szczątków katastrofy, jeszcze inni cieli zwłoki TU-154M na kawałki, żeby łatwiej je było skonsumować w barbarzyńskich żołądkach politycznych kanibali. Brali wszystko do woli, dla każdego znalazł się ochłap polskości…
WTEDY WSZYSTKO BYŁO WOLNO
Deptano po biało-czerwonej szachownicy, cięto nożycami wrak, ładowano na przyczepy. Każdy mógł niszczyć ślady, ścierać poszlaki, demolować dowody. Jakby tego było mało, wrak musiał leżeć i czekać. Musiał bo taka była wola. Deszcz zmywał wszystko co możliwe, wiatr rozwiewał nadzieje – wtedy mógł leżeć jak zapomniany trup.
Wystarczył jeden pomysł, wystarczyło jedno słowo i w ciągu tygodnia, osłonięto szkielet „tutka”. Zamknięto mu powieki. Bo czas, wiatr i deszcz umył go z krwi. Założono mu całun z brezentu. Teraz czysty, umyty jest tylko dla wybranych.
TERAZ NIE WOLNO
Teraz inni mogą. Niektórzy. Przyjeżdża pierwsza dama z pielgrzymką. Musi być miejsce na trybunę. Nie dla każdego.
Jak się czuję? Jak Monica Bellucci w przejściu podziemnym w filmie „Nieodwracalne”. Ja tylko wyję z bezradności i bólu. Kto oglądał ten wie dlaczego…
ENOCÓRWDO OKTSYZSW


Komentarze
Pokaż komentarze (6)