Ogladam DTV, kolezanka malzonka moja Zofia w panice, bo slyszy, ze Rosjanie nas napadna, to tylko kwestia czasu.
I pyta mnie, czy sie nie boje. Ja na to, ze czego mam sie bac, jak Rosjanin juz przyjdzie to z nim porozmawiam, przeciez z polskiej szkoly znam niezle jezyk rosyjski.
I ta historia przypomina mi rok 1988. Komisja sprawdza czy moge sie powolac na klauzule sumienia i moge odmówic odbycia sluzby wojskowej.
Zasadniczym pytaniem bylo zawsze takie:
spacerujesz po lesie, z panienka pod reke, a tu nagle z krzaków wyskakuje Rusek. Rusek mial zawsze grozna mine, kalasza w rece, zgwalcil kobiete i potem obu zabil. Dodatkowym pieprzykiem bylo, ze masz w reku pancerfausta. I co robisz?!
Odpowiedz "wykoncze te swinie" konczyla od razu procedure. I w kamasze.
Wlasciwa odpowiedzia bylo ntp. z kamienna twarza rozpoczac tak:
"Rusek u mnie w lesie, 600 km od zelaznej kurtyny? A co on tu robi? Moze zabladzil? Moze trzeba mu pomóc? Moze glodny i spragniony, bo szedl pieszo te 600 kilometry? - Znam rosyjski, wiec z nim porozmawiam. Jakos odwiode go od gwaltu i mordowania. A jak juz musi, to moze zgwalci kogo innego, mamy we wsi piekna blondynke, która chetnie... - No i skad mialbym wziac pancerfausta, przeciez nie mam w domu nawet siekery."
Komisji opadaja rece, podpisuja zwolnienie ze sluzby wojskowej i skazanie na 2 lata sluzby cywilnej w caritasie.
Podobne historie tutaj - najpierw wersja ponura:
I wersja kolonska, weselsza:


Komentarze
Pokaż komentarze (38)