Byl wczoraj. Efta, efta...
Jest to ten dzien w roku, kiedy jezdze precyzyjnie jak radziecki zegarek marki "Slawa".
Lotnach radarow naliczylem 3, do tego pare barykad. Dziwacznych. Jede na mecz, druga polowe Germanii Lich-Steinstraß - SV Breinig, wracam po godzince, na drodze do chalupy jacys blyskajacy mi tame postawili. Na mecz jechalem przy stanie 1:0, wracalem przy stanie 1:4. To byla jedyna moja strata tego dnia.
Niewazne. W moim landzie w zeszlym roku padlo 3,4 % kierowcow, w tym roku tylko 2,99%. To tylko niecale 23 tysiecy na 775 tysiecy skontrolowanych. Rekordzista jechal 186 zamiast 70. Najdurniejszy wyprzedzal sportowym kabrio akurat woz chlopcow-radarowcow. Wolno bylo 100, on jechal 204 km/h. Najbardziej pechowy wpadl w Dortmundzie. Za szybko jechal facet poszukiwany trzema listami gonczymi.
Ludzie mowia, zeby sie jednac. Zeby na wybory robic front jednosci narodu.
Jestem za.
(518) 410 333


Komentarze
Pokaż komentarze (3)