Ostatnio otrzymaliśmy kolejny dowód "apolityczności" hierarchów kościoła. Jednak, ze zdziwieniem musiałem odnotować, że popisu hipokryzji nie dał specjalista od agipropopu z Torounia, ani prałat "Prawdziwków"... lecz Bp Tadeusz Pieronek.
Pamiętam jeszcze jak niedawno grzmiał głosem gromowładnego Zeusa, że KK: "...nie powinien się wypowiadać w żaden sposób, wskazując taką czy inną partię, na którą wyborcy powinni głosować", narzekając na Radio Maryja, które "agituje na całego". A teraz w wywiadzie dla Dziennika, wskazał jasno swoje polityczne antypatie. Co prawda, można by się kłócić, czy przypadkiem biskup nie piętnował jedynie patologii, a nie określonej partii, lecz ja odebrałem jego wywiad jednoznacznie, jako atak na PIS.
W tym momencie, moje polityczne sympatie/antypatie tracą na znaczeniu, gdyż gdyby ostrze wypowiedzi było skierowane w Platformę, lub nawet LID, moja irytacja była by równie wielka. Jeśli piętnujemy pana Tadeusza Rydzyka, za mieszanie wiary i polityki, to tym bardziej trzeba wypunktować hipokryzję biskupa, który najpierw - słusznie - postuluje apolityczność kościoła, aby tuż potem samemu zaangażować się w kampanię.
To już nie jest kwestia kondycji samego kościoła, o której jako apostata muszę się wypowiadać z należytym dystansem, ale bijącej w oczy hipokryzji, która najbardziej odstrasza młodych. Jak KK ma zamiar poradzić sobie z wyzwaniami stawianymi przez ewolucję Polski w kierunku społeczeństwa konsumpcyjnego, skoro wciąż straszy wiernych wizją dwóch kościołów, prawo i lewo-skrętnego, przy okazji nurzając się w politycznym szambie, które już od dawna nikomu perfumerii nie przypomina?


Komentarze
Pokaż komentarze (31)