Chciałbym zrozumieć Korwina Mikke i uwierzyć, że jego słowa do dziewczynki na wózku, były wynikiem zapamiętania w krasomówczym szale, z którego wytrąciła go tłuszcza. Że aktualna afera to wynik nadinterpretacji jego i tak dość radykalnych poglądów. Jednak twierdząc, że niepełnosprawność jest zaraźliwa(sic!) JKM otwarcie nawoływał do izolowania "niepełnosprawnych" - i inaczej tego zrozumieć nie umiem. Zakaźnie chorych wszak się izoluje, aby nie roznosili choroby?
Moje oburzenie nie wynika jednak z wyśmiewanej "poprawności politycznej", ani z wrażliwego serduszka przepełnionego współczuciem i naiwną wiarą w utopijny, lepszy świat. Wynika z prostej konstatacji, że ludzi skrzywdzonych przez los należy integrować ze społeczeństwem, aby uczynić ich jego produktywnymi i samodzielnymi członkami. Alternatywy dla takiego podejścia są tylko dwie. Socjalna, wywołująca zapewne grymas obrzydzenia na twarzy JKM, czyli izolowanie niepełnosprawnych od twardej rzeczywistości i zapewnienie im na koszt państwa godnego życia. Drugim wyjściem jest eliminacja... co, aby uniknąć wiadomego skojarzenia, przyrównam do polityki Spartan wobec wszelkich ułomnych. Innych dróg nie widzę.
Zastanawiam się, jak młodzi niepełnosprawni mają uczyć się życia wśród ludzi, inaczej niż przebywając między nimi? Przebywając z "pełnosprawnymi", z którymi przyjdzie im żyć i pracować jako dorośli? Nie chcę używać argumentów opierających się na emocjach. Chcę wam zasugerować, że aby skrytykować JKM wystarczy tylko rachunek strat i zysków. Strat jakie społeczeństwu przyniosą nieporadni niepełnosprawni zamykani w gettach "szkół specjalnych", i zysków jakie przyniesie społeczeństwu drugi Stephen Hawking(na zdjęciu powyżej), światowej sławy astrofizyk - niewątpliwie mądrzejszy od JKMa .


Komentarze
Pokaż komentarze (27)