Przez ostatnie kilka dni, spędziłem ponad 30 godzin na lekturze PAPowskich depesz, których marketingowo-informacyjną wagę przyszło mi oceniać. Powoli sączył się strumyczek informacji, który czasem zamienia się w rwącą rzekę i podtapia nieuważnego gospodarza. Nowa(oprócz salonu) praca okazała się być dzięki temu nad wyraz pouczająca...
Nie, nie chodzi mi o "bycie na bieżąco", co zachwalał mi współpracownik przez komunikator. Chodzi raczej o świadomość, w jaki sposób medialna Polska jest na "bieżąco". Z kopalni PAP, wyjeżdżają cały czas wagoniki pełne kruszywa - skały przeplatanej drobinami złota. To kopalnia, która produkuje w 99% bezużyteczną skałę zapełniając kolejne hałdy, media i PAP żyją sprzedając pozostały procent urobku.
Złota? Zapyta zdziwiony czytelnik, nieraz narzekający na "medialną papkę". Ano złota. Bo o to właśnie o nie chodzi, o kawałeczki kruszcu, które można z sprzedać, zarabiając na utrzymanie kopalni. Pieniądze, głupcze! Informowanie ludzi, jak każdy inny interes musi być rentowny, a zależy to od tego, ilu ludzi kupi daną informację. Staje się automatycznie wyznacznikiem jej wartości.
Zapytajcie się, sami siebie, co się lepiej "sprzeda" - Katyń? Czy może informacja, że Doda ma sztuczne cycki? Słowa prof. Śpiewaka, czy brednie Jurnego Andrzeja z marginesu - dawniej wicepremiera z marginesu?
Przyglądam się temu ze smutkiem, jak i smutna dama z mojego pulpitu, ale robię swoje - show must go on!



Komentarze
Pokaż komentarze (15)