Starałem od wielu lat, aby zasłużyć sobie na miano Polaka, którzy jak wieść gminna niesie są dla kobiet szarmanccy i uprzejmi. To w dłoń ucałowałem, altruistycznie skomplementowałem, bądź też wstrzymałem cisnące się na usta słowa. W imię zasady, że o kobiecie jak o nieboszczyku, lepiej wcale niż źle. Jednak, zrozumcie moją frustrację, gdy żona szanowanego przez mnie polityka usilnie stara się pociągnąć go za sobą, gdzieś między partię krasnoludków i gamoni, a Kononowicza.
O ile można wierzyć znalezionemu u Łysiaka zdaniu, że "głupia żona nie kompromituje mężczyzny, może to zrobić tylko uchodząca za mądrą" (cytat z pamięci, więc niedokładny), do Jana Rokity wygłupy jego żony nie przylegają. Podziwiam jednakże jego cierpliwość. Chyba że cała ta farsa to taktyczne zagranie, a Belly Rakieta jest jedynie koniem trojańskim w szeregach PIS? Bez żartów.
Po kilku występach w TV, z których wynikało, że Belly jakieś poglądy ma ale nie wie jakie, przyszła kolej na prawdziwą bombę. Moja nowa ulubienica postanowiła podyskutować o swym mężu z "Super Expressem", który dotychczas kojarzył mi się z "Wielorybem w Wiśle" i tonami michałków o seksie i pedofilach, przeplatanych cyckami Dody-Elektrody.
Belly mówi dla SE: "ale myślę, że potrzebne są do tego odpowiednie kwalifikacje, a nie wydaje mi się, aby mój mąż je miał. Trzeba znać kulturę danego kraju, dużo o nim wiedzieć", a na koniec dodaje: "Ale powiem: ludzie z Platformy Obywatelskiej od dawna chcą, by nasz związek się rozpadł. Więc może ta propozycja bycia ambasadorem wcale nie wyszła ze szczerego serca, a jest planem?".
Faktem jest, że pomysł zrobienia z Jana Rokity ambasadora wydaje mi się kuriozalny i obliczony na usunięcie tego kontrowersyjnego polityka z dala od Tuskowego "dworu". Można spokojnie nazwać to wygnaniem. Nie mam również wątpliwości, że lepszy z niego polityk niż dyplomata. Ale kwestionowanie kompetencji własnego męża wydaje mi się cokolwiek nie na miejscu. Nie, gdy poza spotkaniami w sejmowej ławie mieszka się również pod jednym dachem. Od gryzienia Platformy PIS ma wszak specjalistów jak Jacek "pitbull" Kurski
No chyba, że Belly robi to w imię naszego interesu narodowego, a nie sławetnej "prywaty"? Kwestii "rozbijania związku", nawet nie skomentuję... bo po co?


Komentarze
Pokaż komentarze (44)