Jeśli wierzyć "Gazecie Wyborczej", to miała nadzieję na nawet czterokrotnie dłuższy 12-miesięczny okres wypowiedzenia. "Dziennik" nazwał jej karierę otwarcie " Raczyńska - z serca Rywinlandu do kariery w IV RP". Ja będę nieco delikatniejszy.
Trudno ocenić ile kosztowała podatników pani Raczyńska, ale warto przypomnieć, że nie pierwszy raz wylądowała jak kot - na czterech łapach. Wg "Dziennika", swego czasu do Andrzeja Urbańskiego prezesa TVP, wpłynęła propozycja programu pod roboczą nazwą "Cudowne uzdrowienie: biegłość medycyny czy interwencje paranormalne". Złośliwi pracownicy TVP sugerowali ponoć, że pierwszy jego odcinek ma wyjaśnić chorobę pani Raczyńskiej, która rozpoczęła się tuż przed wręczeniem jej wypowiedzenia przez Wildsteina, a zakończyła z jego odejściem.
Temat poruszam zgodnie z nazwą i mottem najsłynniejszej porażki pani Raczyńskiej, czyli cyklu "Nie ma przebacz". Duża grupa pracowników TVP obawiała się podówczas, że pani Raczyńska planuje tą zasadę stosować również w polityce kadrowej, mszcząc się na nieprzychylnych jej pracownikach. A było i jest ich sporo. Jeden z pracowników TVP, na jej pożegnalny list po ostatniej decyzji Urbańskiego odpowiedział "Bardzo nam wszystkim przykro" i załączył piątkowy artykuł "Dziennika" o gigantycznej odprawie, jaką dostanie.
Współpracujący wczesniej z Salonem24, a dziś będący redaktorem TVP Kultura Artur Bazak napisał na swoim blogu o odejściu pani Małgorzaty:
Niestety, ostateczne usunięcie pani Raczyńskiej za Wildsteina się nie udało, gdyż jak sugerowała trybunka ludu, pani Raczyńska najwyraźniej "prostu ch... się czuła". Czuła się tak przez pięć miesięcy przebywania na L$, znaczy się L4. Parafrazując: "[...] i kto za to płacił? - pan płacił, pani płaciło, my płaciliśmy. społeczeństwo płaciło!" Jako że nie powinno się życzyć nikomu źle, to cieszyłem się bardzo z nagłego ozdrowienia pani Raczyńskiej, które nastąpiło z momentem odwołania Bronisława Wildsteina.
Powrót pani Raczyńskiej ze zwolnienia miał też inny aspekt. Jak podawał we wrześniu 2006 portal gazeta.pl: "Politycy PiS mówili, że Raczyńska lepiej niż Wildstein rozumie ich "potrzeby informacyjne"". Dziwne to nie jest, zwłaszcza ze pani Raczyńska nie ukrywała swojej wieloletniej przyjaźni z rodziną Kaczyńskich. To Jarosław Kaczyński zastrzegł sobie nominację dla Raczyńskiej, jako warunek zaakceptowania kandydatury Wildsteina na stanowisko prezesa TVP, a potem zarzuty w sprawie zwolnienia nazwał "całkowicie bezpodstawnymi".
Teraz jednak zostaje pytanie, dlaczego lansowana tak mocno Raczyńska, została zwolniona przez Urbańskiego, mimo że oboje są protegowanymi Jarosława Kaczyńskiego? Dotąd sądziłem, że jest to wynik paniki Urbańskiego, który nawet kosztem zadarcia ze swym mentorem chce utrzymać się na stołku. Odbierałem ruchy takie jak wyrzuceniem Raczyńskiej i opłacenie Lisa za jasny sygnał w kierunku PO: "służę aktualnej władzy". Jednak sprawa okazała się być bardziej skomplikowana, bo cytowany przez "Dziennik" menedżer TVP twierdzi: "To kolejny ruch, który ma pozwolić prezesowi i PiS utrzymać się dłużej na Woronicza. Raczyńska była przecież jednym z argumentów PO na dowód, że w telewizji dzieje się źle". Gazeta skomentowała tę wypowiedź następująco:
Według naszych informacji jej dymisja nie była niespodzianką dla polityków PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS zresztą w wywiadach otwarcie mówił o tym, że dał prezesowi Urbańskiemu i Sławomirowi Siwkowi carte blanche, aby tylko zachowali TVP w rękach PiS.
Nawet 500 tysięcy złotych po 9 miesiącach pracy dostali dyrektorzy w TVP zatrudnieni przez jej poprzedniego szefa Bronisława Wildsteina.
"Gazeta Wyborcza" wylicza wysokość odszkodowania, jakie TVP będzie musiała wypłacić odchodzącym z telewizji dyrektorom.
Z informacji dziennika wynika, że Wildstein zmienił kontrakty na korzystniejsze dla dyrektorów, a mniej korzystne dla TVP, gdy zaczął spodziewać się, że zostanie odwołany ze stanowiska prezesa telewizji publicznej.
Money.pl przypomina również informację Dziennika, która sugeruje żeWildstein zachował się identycznie jak Urbański.
Z informacji dziennika wynika, że Wildstein zmienił kontrakty na korzystniejsze dla dyrektorów, a mniej korzystne dla TVP, gdy zaczął spodziewać się, że zostanie odwołany ze stanowiska prezesa telewizji publicznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)