Trump wstrzymuje ataki na Iran. Co zrobi Izrael?
Decyzja o zawieszeniu bombardowań zapadła tuż przed upływem ultimatum wyznaczonego przez USA. Jak poinformował Trump, zgoda na rozejm była efektem rozmów z władzami Pakistanu, w tym premierem Shehbazem Sharifem. Jeszcze wczoraj amerykański prezydent zapowiadał wręcz "zniszczenie cywilizacji" w kontekście Iranu i bombardowania na niespotykaną skalę infrastruktury krytycznej. Sprzeciwiała się temu Komisja Europejska, swojego rodaka skrytykował nawet papież Leon XIV. Sytuacja zmieniła się tuż przed upływem czasu ultimatum dla Teheranu.
Warunek rozejmu był jednoznaczny: Iran musi natychmiast otworzyć cieśninę Ormuz – jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie. Iran ostatecznie zadeklarował, że żegluga zostanie wznowiona, choć pod nadzorem irańskich sił zbrojnych i z uwzględnieniem "ograniczeń technicznych”.
- Na podstawie rozmów z premierem (Pakistanu - PAP) Shehbazem Sharifem i marszałkiem Asimem Munirem, w których zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem, pod warunkiem, że Islamska Republika Iranu zgodzi się na CAŁKOWITE, NATYCHMIASTOWE i BEZPIECZNE OTWARCIE Cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na okres dwóch tygodni - napisał Trump na platformie Thruth Social.
Zawieszenie broni ma charakter obustronny i – według deklaracji Waszyngtonu – daje szansę na wypracowanie trwałego porozumienia pokojowego. Amerykańska administracja wskazuje, że otrzymała od Iranu 10-punktową propozycję, która może stanowić podstawę dalszych negocjacji. Jest tylko jeden problem - wstrzymanie ognia w regionie uznaje Izrael, ale nie w odniesieniu do Iranu. Można zakładać, że Tel Awiw będzie kontynuował ataki z powietrza na Teheran.
Rola Chin i Pakistanu. Kulisy negocjacji
Według doniesień medialnych, kluczową rolę w doprowadzeniu do rozejmu odegrały nie tylko Pakistan, ale również Chiny. Pekin miał w ostatniej chwili naciskać na Teheran, by ten wykazał większą elastyczność i powrócił do rozmów. Z kolei rozmowy pokojowe między USA a Iranem mają rozpocząć się w Islamabadzie. Obie strony sygnalizują gotowość do dalszych negocjacji.
Iran, mimo zgody na rozejm, wysyła jednocześnie ostrzegawcze sygnały. Władze w Teheranie podkreślają, że pozostają w gotowości bojowej i w razie naruszenia ustaleń odpowiedzą "z pełną siłą”.
Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych punktów globalnej infrastruktury energetycznej. Przed konfliktem przechodziło przez nią około 20 proc. światowych dostaw ropy i gazu. Zablokowanie szlaku przez Iran doprowadziło do niemal całkowitego zatrzymania ruchu – spadek przekroczył 90 proc. W regionie utknęło około 200 tankowców z ponad 170 mln baryłek surowców.
Trump zapowiedział, że USA pomogą przywrócić płynność transportu w tym rejonie. Według jego deklaracji może to otworzyć drogę do stabilizacji rynku i odbudowy gospodarczej Iranu. - Stany Zjednoczone pomogą rozluźnić korki w cieśninie Ormuz. Będzie wiele pozytywnych działań! Zarobione zostaną duże sumy pieniędzy. Iran może rozpocząć proces odbudowy - napisał amerykański przywódca w sieci.
Ceny ropy gwałtownie spadają
Reakcja rynków była natychmiastowa. Notowania ropy runęły po ogłoszeniu zawieszenia broni amerykańska ropa WTI spadła poniżej 100 dolarów za baryłkę (ok. 96 USD). Ropa Brent osiągnęła zaraz po konferencji Donalda Trumpa poziom ok. 94 dolarów, a spadki sięgnęły nawet 13–15 proc. To wyraźny sygnał, że inwestorzy zakładają deeskalację konfliktu i powrót stabilnych dostaw surowców z regionu Zatoki Perskiej.
Jednym z najważniejszych punktów negocjacji pozostaje kwestia programu nuklearnego Iranu. Trump zapewnił, że sprawa wzbogacania uranu zostanie "perfekcyjnie uregulowana”. Tu pojawia się jednak wyraźna rozbieżność. Irańskie władze sugerują, że USA miały zgodzić się na dalsze wzbogacanie uranu, czemu Waszyngton zaprzecza. Czy rozejm na Bliskim Wschodzie przetrwa dłużej niż 2 tygodnie?
Fot. Donald Trump, prezydent USA/PAP/EPA
Red.






Komentarze
Pokaż komentarze (82)