Uwielbiam ostrość widzenia prawicowych publicystów, mimo zdecydowanie przesuniętego spektrum odbieranych fal - w porównaniu do przeciętnego zjadacza chleba. Do takiej refleksji skłonił mnie felieton, wygłoszony przez Rafała A. Ziemkiewicza w Programie I Polskiego Radia i zamieszczony w "Gazecie Polskiej" z 2 kwietnia. Pada w nim niezbyt odkrywcza, ale dobrze sformułowana diagnoza priorytetów Donalda Tuska, którą pozwolę sobie przytoczyć poniżej w całości. Ziemkiewicz wieszcząc ostateczną polityczną śmierć Bronisława Geremka po awanturze w LiD, określa go jako jednego z ostatnich polityków, którzy mieli jakąś wizję Polski i - we własnym mniemaniu - misję do spełnienia. Tą mentalność prezentowaną przez Kaczyńskiego i Geremka konfrontuje z bezideowością Tuska. RAZ pisze:
Tusk choć metrykalnie niewiele od Kaczyńskiego młodszy, to już polityk z zupełnie innej bajki, który w swoich działaniach widzi nie misję, ale drogę do kariery, i nie zamierza przekształca rzeczywistości tak, aby pasowała do jego politycznego programu, przeciwnie, bez skrupułów i żalu zmienia swój program, jeśli tylko zauważy, że przestał on pasowa do opisywanej badaniami opinii publicznej rzeczywistości.
Mimo że bliżej mi do Platformy niż PiS, przyjmuję tą diagnozę za prawdziwą bez zmrużenia oka, jednocześnie patrząc z politowaniem na wierzących we wrodzoną dobroć Donalda Tuska, którzy stawiają się w jednym rzędzie z kapłanami geniuszu Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza, że w mojej opinii podstawowa różnica miedzy świadomymi zwolennikami PiS i PO sprowadza się do oceny tej bezideowości.
Żyjemy w epoce fachowców, a nie rewolucjonistów i proroków, wbrew pragnieniu zwolenników PiS, aby Jarosław Kaczyński okazał się być mesjaszem, wieszczącym nadejście konserwatywnej i katolickiej Polski z ich snów. Jednak pokolenie zdegenerowanych - w ich opinii - liberałów, które teraz zaczyna dominować w Polsce wybierającej Platformę i Tuska, nie chce mesjaszów i rewolucji. Boi się ich poczucia misji, gdyż często prowadzi ono do prezentowanego przez Kaczyńskiego podejścia: "Cel uświęca środki".
Szuka fachowców, nawet jeśli ich główną specjalnością ma być PR i autoreklama, które są aktualnie esencją polityki - nawet tej w wykonaniu PiS. Szuka Tusków i Sikorskich, a nie Kaczyńskich i Kurskich. Ludzi, którzy nie będą narzucać im swojej interpretacji rzeczywistości. Którzy, tak jak pisze RAZ, podążać będą nie za misją, ale za opinią ludzi, którzy ich wybrali. Nawet jeśli miało by to oznaczać dopasowywanie się ślepo do wyników sondaży.
W tejże "Gazecie Polskiej" pragnienia wyborców PO ładnie określa Paweł Paliwoda, który oburzony konsekwencjami liberalizmu pisze:
Ideologia lewicowo-liberalna głosi koncepcję prymatu wolności jednostki nad interesem zbiorowym. Kwestionuje wartości powszechne, wspólne symbole, pamięć historyczną. W ten sposób społeczeństwo przekształca się w zatomizowany konglomerat jednostek.
Tego właśnie - moim zdaniem - pragną wyborcy i ja sam. Wolności jednostki i myśli niepodporządkowanej jedynej słusznej idei, misji. Czym kończą się teoretyczne utopie w praktyce pokazał nam Nazizm i Komunizm. W demoliberalnej Europie poczucie misji nie grozi takimi konsekwencjami, ale niesmak pozostaje. Obawa przed tym, że kiedyś przypadkiem można zostać jednym z wiórów, które lecą, gdy ideowcy rąbią drwa, dopasowując rzeczywistość do własnych rojeń.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)