Szanowni Państwo,
Po krótkim relaksie, jakim było napisanie poprzedniej notki, wracam do spraw bieżących, czyli do komentowania rzeczywistosći, która skrzeczy.
Tym razem będzie o pomyśle tworzenia w naszym kraju czegoś, co niektórzy porównują do amerykańskiej Gwardii Narodowej, co dowodzi wyłącznie całkowitej ignorancji w temacie.
U nas póki co trwają dyskusje, czy taką formację uzbroić, a jeśli tak, to czy w finki, czy może w KBKS-y, podczas gdy zaoceaniczna formacja różni się od regularnej armi USA głównie tym, że nie dysponuje bronią jądrową, a poza tym ma na wyposażeniu niemal dokładnie taki sprzęt, jak regularna, zawodowa armia, włączając w to np. lotnictwo (Air National Guard).
Niefachowiec może się o tym przekonać w każdym amerykańskim filmie, w którym Gwardia Narodowa bierze udział, niezależnie od tego, czy jest to np. Dzień Niepodlegości, czy dajmy na to jakiś film z kategorii katastroficznych.
Rojenia ignoranta Macierewicza o "partyzantach" broniących naszego kraju przez specnazem, czy innymi "zielonymi ludzikami" to kolejny przykład działań na pokaz, generujących szum informacyjny, przeznaczony dla ciemnego ludu, który to łyka, jak głodny pelikan rybę.
Żyjemy w czasach zdecydowanie innych niż te przed II Wojną, kiedy to na terenie Polski aktywnie działał np. Związek Strzelecki, którego ok. pół miliona członków wzięło udział w walkach 1939 roku. Oczywiście nie neguję sensu i potrzeby jakichś form aktywności obywatelskiej w zakresie obrony własnego panstwa. Jednak w naszych realiach to raczej mrzonki, choćby dlatego, że nie jesteśmy nawet Szwajcarią. Jednak twierdzenie, że Rosjanie (lub inni, hipotetyczni agresorzy) 3 x się zastanowią, zanim nas zaatakują nie dlatego, że będziemy mieli skuteczną obronę przeciwlotniczą i sprawne jednostki liniowe, tylko dlatego, że jacyś licealiści rzucać będą w czołgi butelakami z benzyną, to nie tylko objaw poplątania z pomieszaniem, ale wręcz paranoi, wzmacnianej wizjami zamachu na Tupolewa i okrutnego Putina, który nie chce naszych jałbłek i ciężarówek i nie wiedzieć czemu, rzekomo boi się tylko Wielkiej Brytanii, która mocarstwem przestała być już dość dawno temu.
Jeśli minister obrony nie ma pojęcia o współczesnym polu walki i o tym, że czasy strzelania z procy zza węgła to już przeszłość, należy takiego człowieka odsunąć od zarządzania ministerstwem, póki nie jest za późno. Niech sobie organizuje samoobronę z panem prezesem na własnym podwórku, bo kto wie, czy kiedyś im się to nie przyda, gdy ciemny lud przejrzy na oczy.
A dzieciaki niech pan Macierewicz zostawi w spokoju i nie mami ich wizją oddania życia za ojczyznę w ramach pospolitego ruszenia, bo do Kościuszki brakuje mu mniej więcej tyle, ile prezesowi do Piłsudskiego, a może nawet więcej, bo kogoś tak "wybrakowanego" jak pan Antoni, trudniej znaleźć niż truflę.
D.K.


Komentarze
Pokaż komentarze (91)