Don Kwaczyński Don Kwaczyński
123
BLOG

Analiza nr 10 - o przesuwaniu akcentów na pożegnanie

Don Kwaczyński Don Kwaczyński Polityka Obserwuj notkę 3

Szanowni Państwo,

Notkę tę zamieściłem już raz w godzinach porannych, ale ponieważ pojawiły się niespodziewanie dla mnie samego nowe okoliczności, poprzednią wersję usunąłem i zamieszczam ją jeszce raz, uzupełnioną i poprawioną.

Jak Państwo zapewne zauważyli, to mój jedenasty wpis na Salonie i - co muszę oznajmić z przykrością - najprawdopodobniej ostatni,  chyba, że znów znajdą się fundusze na opłacenie mojej pracy, która katorożniczą co prawda nie jest, ale swoją cenę ma. Osoby, które ta wiadomość zmartwi, chciałbym jednak zapewnić, że mam z czego żyć, więc mogą sobie darować wyrazy współczucia, Ci zaś, którzy chcieliby wyrazić swoją radość z tego powodu, najlepiej zrobią, jeśli będą cieszyć się we własym, hermetycznym gronie, co pozwoli mi ograniczyć ilość zablokowanych komentatorów do jednego pacana.

Tak więc, podsumowując ten krótki salonowy epizod, chciałem poświęcić kilka słów analizie sytuacji, w której znaleźliśmy się dlatego, że 5 lat temu jeden z dwóch braci bliżniaków wolał zostać przy mamie, niż lecić z bratem na groby. Ta brzemienna w rozliczne skutki decyzja zaowocowała m.innymi tym, że obecnie Polska jest podzielona jak chyba nigdy dotad w swojej historii, a partia rządząca destabilizuje i niszczy ją od środka, przy czynnym udziale marionetkowego prezydenta i części kleru katolickiego oraz wsparciu  tej części społeczności internetowej, dla której taka sytuacja, to miód na jej patriotyczne serca.

Jak zapewne wielu obywateli naszego kraju zauważyło, działania obecnych władz, konsekwentnie i w sposób niezwykle prostacki zmierzają do skoncentrowania uwagi społeczeństwa na tych kwestiach, które pozwolą uzurpatorom na zamaskowanie prawdziwych problemów, z jakimi musi mierzyć się każda władza, szczególnie w tak trudnych jak dziesiejsze czasach.

Prostackość jest oczywiście na swój sposób "wyrafinowana", bo przecież przekaz musi trafić do prostego ludu w taki sposób, żeby ów lud myślał, że chodzi o sprawy o fundamentalnym znaczeniu.

Dlatego musiała wrócić sprawa Smoleńska (jakby nieco pomijana w trakcie kampanii wyborczej), rzekomo cały czas niewyjaśniona do końca, a jeśli nawet, to wyjaśniona pokrętnie, kłamliwie i bez uwzględnienia faktów, które wołają o pomstę do nieba. Jak się okazuje, to "paliwo" wciąż może podsycać ogień zemsty, a ponieważ trudno mścić się na nieżyjących (tym bardziej trudno, jeśli ogromną winę ponoszą "swoi") więc trzeba znaleźć sobie nowych winowajców i zrobić wszystko, żeby móc w imię prawdy i sprawiedliwości powiesić ich za....cokolwiek.

Np. pana Arabskiego za to, że nie odwiódł prezydenta od idiotycznego pomysłu "rywalizacji" na wizyty z premierem i od zaproszenia na pokład całego "kwiatu rycerstwa", który to kwiat następnie poległ, na skutek spisku Putina z Tuskiem, albo jak kto woli -Tuska z Putinem, co jednak niekoniecznie na jedno wychodzi.

Każdy zapewne pamięta, jak pisiaki gardłowały, że w komisji badającej katastrofę powinni wziąć udział zagraniczni eskperci i przedstawiciele NATO, bo zginęli tam też generałowie, będący członkami tego paktu.

I oto powołano nową, zgodną z wolą narodu komisję do spraw ustalenia prawdy, też prawdy i całej prawdy i w owej komisji nie ma ANI JEDNEGO zagranicznego, niezależnego eksperta. Ba, nie ma nawet żadnego polskiego eksperta od badania katastrof lotniczych, bo podobno wszyscy zdążyli się juz skompromitować za kadencji poprzedniej komisji. Nie ma również przedstawicieli NATO, któremu to paktowi nowy pan minister wojny póki co tylko zajął małe biuro, no ale od czegoś przecież trzeba zacząć, gdy się wdraża do nowych obowiązków na odcinku walki o prawdę i niepodległość.

Byłoby to zabawne i co najwyżej godne pożałowania, gdyby prace rzeczonej komisji dotyczyły wybuchu grilla w barze prowadzonym przez jakiegoś - przepraszam za wyrażenie - Turka, ale to szacowne gremium ma przecież kompetentnie zbadać największą katastrofę w dziejach lotnictwa, jak był łaskaw określić lot Tupolewa przez brzozowy zagajnik pan Macierewicz - człowiek nie tylko bezkompromisowy, ale i w ogóle bez dwóch zdań wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.

Swoją drogą to ciekawa interpretacja, gdyż jasno z niej wynika, że jeden poległy w Smoleńsku obywatel polski odpowiada mniej więcej czterem obywatelom innych krajów, gdy weźmiemy pod uwagę największą ilość ofiar w największych wypadkach lotniczych. Jednak biorąc pod uwagę, że zginął tam Lech Kaczyński, śmiało można przyjąć, że ta katastrofa w wymierze globanym ma większy ciężar gatunkowy niż wszystkie wypadki lotnicze razem wzięte, łącznie z wypadkiem panów Żwirki i Wigury, oraz oczywiśce dwoma katastrofami naszych Iłów, skądinad też zakupionych w Rosji, a właściwie w Związku Radzieckim.

Prezes doskonale zdaje sobie sprawę, że teraz uwaga wszystkich znów skupi się na parówkowych pierdołach, a on, metodycznie i z glupkowatym uśmieszkiem na ustach, będzie mógł przeprowadzać reformę państwa, na swój obraz, ogląd i podobieństwo do tych systemów, które poznawał dzieckiem i młodym człowiekiem będąc.

W międzyczasie Putin będzie zacierał ręce, bo zapewne mało co go tak cieszy, jak niestabilna sytuacja w kraju, o którym kiedyś rosjanie mówili "kurica nie ptica, Polsza nie zagranica". Na pewno ucieszy go również zmiana nastawienia  polskiego rządu do problemów ukraińskich i fakt, że premier naszego rządu i prezes partii rządzącej "spiskują" z panem Cameronem w sytuacji, gdy doskonale wiadomo, kto jest najbardziej sceptycznie nastawiony do UE.

Te wszystkie fakty dość jednoznacznie pokazują, o czyje interesy dba nowa władza i to już nie jest "tylko" jakiś spór o Trybunał Konstytucyjny, czy inne, prawne imponderabilia, tylko jawne działanie na pograniczu zdrady stanu  i jako takie będzie musiało w przyszłości być osądzone i ukarane z całą surowością dopuszczalną przez kodeks karny, łącznie z karą najwyższą, o ile zostanie przywrócona.

I bez znaczenia jest, że zostanie zlikwidowana prokuratura wojskowa. Takie postępowanie często ocenia "bezpośrednio" naród, co zresztą cały czas podkreśla PiS i pan prezes, oraz jego prezydent.

Wierzący mogą się co najwyżej modlić, żeby naród nie wziął przykładu z Rumunów i żeby nie skończyło się samosądem.

Jedno jest w każdym razie pewne - pan Macierewicz w odpowiednim momencie na pewno zdąży zjeśc obiad i udać się w podróz w jedną stronę, w byle jakim pociągu. Mam dziwne przeczucie, że będzie w nim serwowany "kipiatok" z samowara bez dodatku polonu i że mocodawcy zadbają, żeby żaden siwy włos z głowy pana Antoniego nie spadł.

D.K.

www.pantryjota.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka