Szanowni Państwo,
W związku z rezygnacją pana profesora Bugaja z doradzania panu doktorowi Dudzie coś sobie przypomniałem i teraz się tym z Państwem podzielę, ku chwale ojczyzny.
Otóż dawno, dawno temu, gdy jeszcze nawet nie śniło się nam, że nie będą tutaj stacjonowały wojska radzieckie, zostałem zaproszony na pewne spotkanie z wówczas chyba jeszcze nawet nie doktorem (choć głowy nie dam) Bugajem, który już wtedy doradzał, gdyż od niemal zawsze znany jest z doradzania, być może nawet jeszcze bardziej, niż ja z analizowania, ale się nie skarżę, bo swoją godność mam, osobistą zresztą.
Spotkanie przebiegało w miłej i konstruktywnej amosferze (z akcentem na środkową sylabę), w budynku, który stoi do dziś na warszawskich Bielanach i cały czas wygląda dostojnie i godnie, choć zbudowano go w czasach słusznie minionych.
Z sali padały różne pytania, więc pomyślałem sobie, że też o coś zapytam pana doradcę i zapytałem o to, czy naprawdę uważa, że planowana wówczas przez rząd znacząca podwyżka cen alkoholu uzdrowi nasze państwo. Pamiętem, że pan Ryszard odpowiedział twierdząco, ale nie pamiętam dokładnie co, na co ja odpowiedziałem przecząc jego tezie i każdy z nas na koniec pozostał przy swoim zdaniu.
Historia pokazała, że to ja miałem rację i że podwyżka cen alkoholu nie okazała się remedium na nasze problemy. Być może mnie było łatwiej negować ten pomysł, bo ja nie piję i kartki na alkohol zawsze wymieniałem na kartki na słodycze, no ale to tylko takie moje luźne przypuszczenia.
Niemniej jednak, przez kolejne 3 dekady z dobrym okładem pan Bugaj doradza niemal każdej władzy, choć być może nie od każdej bierze za to pieniądze. W międzyczasie dochrapał się tytułu profesorskiego, osiwiał i dziś stwierdził w telewizji (choć z pewną taką nieśmiałością), że jednak pan Duda łamie konstytucję, co jego, Bugaja, tak załamało, że się wypisał z tej rady.
Być może poczeka teraz na kolejny rząd i na następnego prezydenta, żeby znów móc podoradzać, bo jak już raz się kiedyś zacznie, to trudno przestać.
Ja oczywiście będę z ciekawością obserwował dalszą karierę pana porofesora, choć z przykrością muszę się przyznać, że nigdy mnie do siebie do domu nie zaprosił, a chyba fajnie jest być gościem w domu kogoś, kto obraca się w wielkim świecie i ma tak silny kręgosłup moralny, że może nawet zrezygnować ze współpracy z prezydentem, tym prezydentem.
Brawo Rysiu, że się tak protekcjonalnie wyrażę na koniec.
Pokazałeś innym drogę, którą należy iść, żeby się całkowicie nie ześwinić.
D.K.
P.S
Właśnie sobie uświadomiłem, że to już mój 3 wpis dzisiaj, a to oznacza, że poświęciłem jakąś godzinę swojego prywatnego czasu na bezpłatną analizę rzeczywistości. Sam siebie nie poznaję..
Czyżby to był wpływ panującej na Salonie atmosfery, pełnej entuzjazmu i nadziei na Dobra Zmianę ?
Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi, bo nie będę się przecież sam publicznie analizował. Co to, to nie.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)