Szanowni Panstwo,
Przed chwilą zadzwonił do mnie kelner z IPN i zdradził mi supertajną informację, którą muszę podzielić się ze światem, żebym mógł spać spokojnie.
Otóż jak twierdzi mój informator, wśród dokumentów znalezionych w trakcie włamania do szafy pana Kiszczaka znajduje się również teczka informatora Lolka, co prawda cienka, niemniej jednak.
Ów "cienki" Lolek, którego tożsamości póki co nie ujawniono, pracował kiedyś w bibliotece, bodaj jako starszy blbliotekarz i dzięki temu miał dostęp nie tylko do różnych książek (w tym oczywiście do dzieł wszystkich W.I. Lenina), ale również mógł bacznie śledzić kto i jakie pozycje wypożycza i informować o tym odpowiednie służby.
Zachowało się odręcznie podpisane pokwitowanie pobrania wynagrodzenia w formie paczki firmowej karmy dla kota, która w tamych czasach nie była powszechnie dostępna, a jeśli już, to tylko w sklepach za żółtymi firankami.
Porucznik Z, który był oficerem prowadzącym Lolka, sporządził notatkę służbową, z której jednoznacznie wynika, że dla kota informator Lolek gotów jest zrobić prawie wszystko, w tym również wywołać niepokoje społeczne, w postaci publicznego palenia kukieł znanych osób.
Ta informacja została zresztą potem wykorzystana przez służby do prowokacji politycznej, bo czego jak czego, ale prowokacji służby nigdy nie unikały.
W teczce Lolka jest jest jeszcze informacja, że wiadomości przekazuje swojemu prowadzącemu nie wcześniej niż po g.12-ej, bo do południa śpi. Zesztą bibliotekę też otwierano dopiero o g.11, więc wielkich strat z tego tytułu nie zanotowano.
Podaje się również, że Lolek miał brata brata bliżniaka, ale brak informacji na temat, czy był informowany przez brata o jego związkach ze służbami.
Przydatność informatora porucznik Z określił jako "mierną" ale ocenił, że warta jest paczki kociej karmy, nawet z importu.
I tym optymistycznym akcentem zakończę, a gdy tylko otrzymam dodatkowe informacje w przedmiotowym temacie, na pewno się nimi z Państwem podzielę, ku chwale ojczyzny.
D.K.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)