Matomasz Matomasz
26
BLOG

Malowany prezydent

Matomasz Matomasz Polityka Obserwuj notkę 44

Premier Tusk od samego początku swego urzędowania pokazuje prezydentowi Kaczyńskiemu gdzie jest jego miejsce. A jest nim pałac prezydencki gdzie głowa państwa może bez ograniczeń dyskutować ze swoimi doradcami i tworzyć wizje prowadzenia polityki - szczególnie tej zagranicznej. W konsekwencji jednak wszystko pozostanie w czterech ścianach jego niepodzielnego królestwa. Do takiego stanu rzeczy – w sumie niezbyt dobrego dla naszego kraju - przyczyniają się obie strony.

Po pierwsze sam prezydent jest sobie winien, choćby poprzez to, że nie chciał zaakceptować kandydatury Radka Sikorskiego na ministra SZ i czynił to w mało elegancki sposób. Jednocześnie wysyłał jednoznaczne sygnały, że nie będzie współpracował z nowym ministrem odpowiedzialnym za politykę zagraniczną jeżeli pomimo jego obiekcji zostanie nim były minister ON w rządzie PiS. Ponadto, Pan Prezydent nie pofatygował się do sejmu aby wysłuchać expose nowego premiera – okazując tym samym, że nie jest zainteresowany bliską współpracą z gabinetem Tuska. Zatem nie należy się dziwić, że premier podejmując strategiczne decyzje w polityce zagranicznej nie pyta o zdanie prezydenta-przecież wygląda na to, że nie jest on tym wcale zainteresowany.

Z drugiej strony premier Tusk powołując Sikorskiego i Bartoszewskiego na najważniejsze pozycje w dziedzinie prowadzenia polskiej polityki zagranicznej musiał mieć świadomość, że trudno będzie prezydentowi z nimi współpracować. Zatem wybierając te osoby premier z pełną premedytacją zdecydował się na prowadzenie polityki zagranicznej przez swój gabinet bez współudziału prezydenta. Potwierdzeniem tego jest zmiana pozycji Polski w sprawie obecności Rosji w OECD, która to decyzja podjęta została bez choćby poinformowania o tym prezydenta. Pokazując mu tym samym, że nie ma on żadnych kompetencji w sprawach prowadzenia polityki zagranicznej przez Polskę.

Wydaje się jednak, że takie wykluczenie głowy państwa jest błędem ze strony premiera Tuska gdyż działaniem tym zmniejsza on sobie możliwości negocjacyjne. Mógłby bowiem korzystać z prezydenta jako tzw. „złego policjanta” polskiej polityki zagranicznej a sam byłby tym dobrym. Z pewnością w ten sposób moglibyśmy wiele ugrać na scenie międzynarodowej – ale żeby tak było to obaj panowie musieliby się wznieść ponad osobiste urazy. Pytaniem pozostaje jednak czy są w stanie to zrobić dla dobra Polski…

Matomasz
O mnie Matomasz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (44)

Inne tematy w dziale Polityka