„Zdarzenie błahe na pozór
nie warte az poematu,
lecz w konsekwencjach się stało
główną przyczyną dramatu.”
Wczoraj oblatując blogi trafiłam na trzech jasnowidzów. Poczułam się jakbym znalazła się w środku "zgałczyńskowionego" świata . Kazdy z nich wiedział wszystko i w dodatku lepiej, nawet to, o czym nikt inny nie wie i nawet nie może wiedzieć i nie powinien nawet podejrzewać., Ale jasnowidz wie. Jeden był naprawdę sympatyczny i trochę chyba zażenowany, kiedy poddałam w wątpliwość jego wiedzę, a właściwie tok jego rozumowania. Nawet to rozumiem, bo w końcu jasnowidz ma widzieć, a nie rozumować, i jeszcze w dodatku logicznie Pewnie bym teraz do tego nie wracała, gdyby jego rozważań nie poparło kilku blogerów. Oczywiscie w mojej opowiesci nie pojawi się, ot taka zwykła tuwimowska miłość, o nie, będzie ona maskowana delikatnie mówiąc, niechęcią do premiera Donalda Tuska. Nasz jasnowidz wie, że ten brzydki chłopczyk kłamie, i to w tytule notatki naszego jasnowidza jest jasno i niedwuznacznie powiedziane. W tle autor ewokuje (jasnowidz może tylko ewokować!) jak na jasnowidza przystało obraz "białego szczytu" i prawie słyszymy ociekające kłamstwem słowa, słowa , które premier wypowiedział: „Moja mama była pielęgniarką”, wprawdzie mówił to bez skladania przysięgi, że będzie mówił prawdę i tylko prawdę, co więcej, wplótł tę wypowiedź w pewnego rodzaju dowcip, ale tak powiedział. I co się okazuje? uwaga, uwaga! Jasnowidz wie, ba słyszał, że Pani Ewa Tusk pracowała w jednej z klinik AM jako sekretarka, ale nie pielęgniarka. Tusk dla przypodobania się pielęgniarkom tak o niej nakłamał. A potem była dyskusja, kiedy to przekonywano mnie, że Tusk skłamał i już. Jedna z blogerek napisała, że kiedyś Tusk powiedział, że jego mama była nauczycielką. Chyba autor-jasnowidz stwierdził, że na Akademii Medycznej są kliniki a nie szpital, a więc Donald Tusk i w tej kwestii kłamał. Inny komentator dowiódł( we własnym mniemaniu), że kłamstwem było, co Pan Tusk sugerował, ze w AM w Gdańsku był oddział psychiatryczny.Zamarłam z wrażenia.
Kompletnie mnie poraziło.
Na szczęście nie jestem na miejscu premiera i w ogóle nie zajmuję żadnego stanowiska poza zaszczytnym: emerytki, bo gdyby ktoś zapytał mnie o zawód a raczej miejsce pracy i stanowiska mojej Matki to mogłabym długo wymieniać. Zresztą szczerze mówiąc i wymienienie własnych zawodów zajęłoby mi trochę czasu. Takie jest bowiem nasze obecne życie. W krajach zachodnich przeciętnie każdy w życiu zmienia 7 razy zawód (czy nie przypomina to 7 żywotów kota?), a miejsca pracy nawet parędziesiąt razy, a więc może się w końcu przyzwyczaimy do tej sytuacji.
Postawmy sobie pytanie: dlaczego nasz nieszczęsny jasnowidz napisał to co napisał/ Oczywiście chciał dorzucić kamyczek do ogródka premiera Donalda Tuska i naiwnie wierzył, że przekona o nieszczerości premiera osoby jeszcze o tym nie przekonane. Tymczasem zdołał zachwycić, ale chyba nie do końca, wiernych wrogów premiera, a przyjaciół tegoż oszołomić bezbrzeżną dziecięcą nieporadnością myślową.. Na szczęście nie jest to przypadłość, której nie można się pozbyć. Przeciwnie. Jest w tekscie notki wiele symptomów, że autor jest człowiekiem wrażliwym, nieźle radzącym sobie z pisaniem po polsku, co wcale nie jest tak bardzo popularne, natomiast przydałyby się mu ćwiczenia na wyobraźnię. I na tej drodzę życzę autorowi wielu sukcesów.
To co jest najprawdziwszym dramatem, to komentarze akolitów, które zamiast subtelnie zwrócić uwagę koledze, że może jego zdanie na temat prawdomówności Donalda Tuska należałoby poprzeć sensowniejszymi argumentami, utwierdzali go w przekonaniu, że ma 100% rację i oni wiedzą, że on mówiąc głupstwa, mówi mądrze. Różne rzeczy można mówić i pisać, ale trzeba brac odpowiedzialność za swoje słowa. Nie wierzę w to, że blogerzy popierający autora nie dostrzegali miałkości argumentów użytych przez niego.
43
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (18)