Drugi wykres powinien zobrazować wzrastający ładunek agresji zawartej w owych słowach. Już dziś w co drugiej wypowiedzi nienawiść do „przeciwnika” kipi. Kiedys pisałam o walce zwolenników stajni niebieskiej i czerwonej we wczesnośredniowiecznym Konstantynopolu. Wyżynali się równo. Na razie w S24 próbuje się wyżynać irytujących blogerów, ale temperatura rosnie.
Dlaczego, do ciężkiej cholery, po prostu nie omija się nie lubianego bloguj? dlaczego najgłupszymi z możliwych sposobami usiłujemy zmienić jego punkt widzenia blogera albo jego poglądy zamiast, próbować zrozumieć jego racje. Proszę zwrócic uwagę: ZROZUMIEĆ, nie podzielać jego przekonania. Życie polega na umiejętnym kompromisie. To banał oczywiście, ale jakże często o banalnych prawdach się zapomina. Każda rozmowa jest w gruncie rzeczy kompromisem, nawet gdy jeden chce czerwone skarpetki a drugi wolałby widzieć na jego nodze żółte.Często sensownie rozmawiając może dojdą do tego, że najlepsze będą pomarańczowe, albo, że czerwone będą fatalnie prezentować się przy trawiastozielonych spodniach i może lepsze byłyby czerwono zielone, albo, że tak naprawdę to spór jest o kompletnie co innego, o o wiele ważniejsze sprawy np dominację, zadawnione pretensje, kompleksy itd. W Salonowych sporach idzie własnie nie o sprawy, poglady czy sądy, tylko o bulgoczące emocje.
Kiedy o tym myślę wydaje mi się, że tak częste na S24 zjawisko okopywania się na pozycjach antylewicowych, jest próbą zamknięcia oczu na fakt oczywisty: nieustannego istnienia lewicowości (rozumianej jako koncentrowanie zainteresowania na sytuacji człowieka słabszego). Za parę lat nurty lewicowe dopracują się chwytliwych programów i lepszych narzędzi przekonywania (dlatego, że na razie idzie im już z górki czyli staczają się w dół, muszą więc popracować nad zdobyciem popularności!). Prawica jeszcze jakiś czas, w wyniku traumy powojennej i poradzieckiej będzie popularna, ale sprawy socjalne już czekają za rogiem na okazję do ataku lewicy. Okopani w swoich fortach rózni Salonowi Wołowilkowie podduszają wspólczesną lewicę i w gruncie rzeczy swoją chorobliwą antylewicowością przysparzają jej zwolenników. I dobrze. Jeżeli ktoś ma klapki na oczach i nie chce przyjąć do wiadomości, że lewica zawsze była, jest i będzie choć występuje pod róznymi nazwami – to nie zasługuje moim zdaniem na okres ochronny. Niech wyłazi z dołka i zacznie trzeźwo patrzeć na świat.
Nienawiść do lewicowości jest oczywiście efektem 45 lat poddania dominacji ZSRR. Ale jest to też pozagrobowe zwycięstwo bolszewickiego wykładu historii. Wszystko było zasługą Stalina i Bieruta. Nawet Lenin, w porównaniu ze Stalinem, był gorszy. Inne socjalizmy i ruchy lewicowe były schizmą, tępioną i obwinianą o wszelkie zło. I to po bolszewickiej ocenie tych ruchów odziedziczylismy ową „zwierzęcą nienawiść” (tak o sobie pisze jeden z blogerów) do lewicy.
Nie wiem, może miałam szczęście, ale w zyciu naszkodził mi bardzo system realnego i bolszewickiego socjalizmu, nie lewicowcy. Ci, którzy mi szkodzili z lewicowymi pogladami nie mieli nic wspólnego. I dlatego, wolna od „zwierzęcej nienawiści” mogę ze spokojem rozmawiać z lewicowcami, prawicowcami, lewakami, demokratami, liberałami itd. i tp.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)