...nad klawiatura komputera i próbuje z mieszaniny emocji i myśli przewalające się w niej wyłowic coś, co pozwoli jej podjąć sensowny spór, można powiedzieć historiozoficzny z byłym Ministrem i profesorem filozofii Ryszardem Legutko. Burze emocjonalna wynika z faktu, że stara kobieta wiernie, acz nie zupełnie dobrowolnie uczestniczyła świadomie w życiu PRL od zarania jego istnienia. Że pamięta te czasy lepiej aniżeli to, gdzie położyła wczoraj rachunek za telefon! Że to co wie o tych czasach, to coś zgoła innego niż jawi się to Profesorowi (w każdym razie, tak to wygląda w tekście wywiadu red. Lichockiej).
,Te róznice wynikają z faktu, że pierwsze lata powojenne są od strony wspomnieniowej najsłabiej udokumentowane, w każdym razie ze strony w miarę obiektywnych relacji. Pan Profesor urodził się w 1949, sam nie widział jak to naprawdę wyglądało i jest to dla niego trochę jak to sam o identyfikacji z przeszłością narodu powiedział nawiązując do wcześniejszych czasów: „Wszystko, co działo się przedtem, to nie tylko inna epoka, to rzeczywistość dla nas bajkowa i faktycznie martwa.” Tego akurat kobieta nie rozumie, bo czuje się zatopiona w przeszłości sięgającej Wyspiańskiego, Tetmajera, Przybyszewskiego i... starego Krakowa i Lwowa. Ale widać różnicę w tym względzie, nawet po po macoszemu przez profesora potraktowaniu chronologii a tego przy omawianiu faktów historycznych robic nie można.
Pierwsze dwa lata po zakończeniu wojny dla ogromnej większości polskiego społeczeństwa (oprócz tych, którzy przybyli jako repatrianci z Kresów Wschodnich.) zagrożenie ze strony sowietów nie było takie oczywiste, a Bierut uczestniczył w mszach świętych, witano wracających z Zachodu andersowców, tropiono dzieła sztuki, książki wywiezione przez Niemców, odgruzowywano z zapałem, powoływano różnych społecznie popieranych ludzi na różne stanowiska. No, oczywiście przyjazd Stanisława Mikołajczyka.
Ten bardzo wazny czas przez Profesora był całkowicie pominięty, jakby nie był niezwykle wazny dla umocnienia się nowych więzi w nowo ukształtowanych społecznościach lokalnych. Zmiana polityki władz nastąpiła właściwie nieco gwałtownie. Z miesiąca na miesiąc, jeszcze przed wyborami, i oczywiście po wyborach i po referendum dla Polaków stało się jasne, kto tu rządzi, i jak będzie rządził. Szybko zmienił się język prasy, stawał się a dnia na dzień bardziej „rewolucyjny” i proradziecki.. I, Panie Profesorze, dzięki Bogu zmiana była na tyle szybka i widoczna, że do społeczeństwa polskiego dotarło, że jest to gigantyczna tragifarsa.
Stara kobieta wspomina: Do 1952 roku przecież nie mieliśmy podręczników do języka polskiego czy historii. Nam wiadomości dyktowano. I robili to nauczyciele jeszcze z czasów przedwojennych. Coś tam dodawano: np każdą wypowiedź należało zaczynać od charakterystyki społeczno-ekonomicznej czasów o jakich mówiliśmy. I to nie było takie głupie. No faktycznie, w róznych wypowiedziach prasowych a później nowych podręcznikach czytało się o tym, że to co było dawniej wszystko było do kitu ale po kilku latach, a szczególnie po śmierci Stalina sytuacja się z mieniła.
Wczesne lata 50. własnie do śmierci Stalina. To była tragifarsa. Z jednej strony rano czekało się w długiej kolejce na Rakowieckiej aby podac paczkę komuś z rodziny, później szkoła albo uczelnia. A na uczelni zebranie grupy studenckiej z samokrytyką jednego z tych o gorszym pochodzeniu, wykład z marksizmu-leninizmu, a później znowu zebranie mamy podpisać apel w sprawie Belajonnisa (grecki bojownik o coś), wieczorem potańcówka: absolutnie zabronione są tańce burżuazyjne jak foxtrot, slowfox czy amerykanka (to było najgorsze!). Następny dzień znowu zebranie: jeden z profesorów odmówił podpisania apelu – musimy zarządać zwolnienia go bo jest obcy klasowo i wykłada fizykę w duchu niemarksistowskim. Nie wiadomo co to znaczy, wiadomo o co idzie. Profesor jest świetnym wykładowcą i bardzo wymagającym egzaminatorem. Trzon wydziałowego komitetu Partii stanowią byli żołnierze WP, absolwenci tak zwanych studiów przygotowawczych, majacy w pierwszych latach studiów duże trudności z przedmiotami ogólnymi. Wyeliminowanie takiego reliktu, to była dla nich sama radość.
Kiedy Pan Profesor mówi o tym, ze kraj nie był odbudowywany tylko realizowany był plan zbrzydzania Polski stara kobieta chodząc po miescie, mijając ten i ów fragment mimo woli mysli, tu w łańcuchu ludzkim przenosiliśmy wydobyte z gruzów cegły, a tam wyrywaliśmy chwasty i krzaki, a teraz mieszkają tu ludzie. Panie Profesorze, czy sadzi Pan, że w tamtych czasach realizacji róznych planów iluś tam letnich faktycznie nie planowano budowy pieknych miejsc? ale odbiory estetyczne po pierwsze są rózne , a po drugie zmieniaja się. A ile pięknych zakątków zbrzydziła współczesna koszmarna architektura. Zresztą sam Pan o tym mówi. A w tamtych czasach jak Pan sadzi, czy ważniejsze było zapewnienie milionom ludzi mieszkania w ludzkich warunkach, bo masowo gnieździli się w klitkach po kilka osób, ze wspólną kuchnią i łazienką, czy planowanie pięknych zakątków. Ale je planowano i wykonywano.
A potem śmierć Stalina i referat Chruszczowa. Mlody, rówieśnik kobiety w owych czasach idąc wraz z nią do autobusu po wykładach smutnym głosem mówi: chyba nigdy już nikomu nie uwierzę... i patrzy z rozpaczą w oczach. Co może mu odpowiedzieć dwudziestolatka, która od przeszło 15 lat wiedziała co kryje się pod wąsatą usmiechniętą twarzą „naszej gwiazdy przewodniej”. Ten idący obok niej uczciwy i wrażliwy człowiek nie był jedyny, taka była ta żarliwie ideowa (bo większość była żarliwa w swym zaangażowaniu i wierze w Partię, Stalina i marksizm-leninizm jako ostatnia instancję ideologiczną. Dzisiaj mieszana z błotem ZMPowska młodzież, szybko przejrzała na oczy, a później wspierała robotników w ich buntach, czy studentów w trakcie ich strajków. Koniunkturalne wstępowanie do PZPR to późniejsze zjawisko.
Nie ma Pan racji Panie Profesorze, nie straciliśmy poczucia zawiązku z przeszłością. Tkwiliśmy w realu tamtych lat jednak ani na chwilę nie tracilismy kontaktu z tym co było. Nauczyliśmy się czytać prasę tak, by w podtekstach wyszukiwać zmiany tendencji by cos pchnąć w sensownym kierunku, opowiadaliśmy dowcipy polityczne, pchaliśmy się na przedstawienia teatralne, albo do kabaretów i scen offowych. Szmuglowaliśmy publikacje emigracyjne, pisaliśmy prace magisterskie, czasem doktorskie, przy czym te ostatnie musiały zawierać słów kilka z leksykonu słów „klasyków marksizmu-leninizmu i aktualnych wodzów”.
Panie Profesorze, czy zapomniał Pan o wypadkach poznańskich, gdańskich, o 68. w końcu sprowokowanego „Dziadami” z wyraźnym podtekstem historycznym i z takimiż.
konsekwencjami.
To co mówi Pan o czasach późniejszych (pomijając sprawę zerwani a więzów historycznych, w czym się z Panem nie zgadzam) nie budzi we mnie specjalnego buntu i większość Pana twierdzeń podzielam. Tylko te pierwsze 10 lat PRL...a to włąśnie one zadecydowały o tym, że nie straciliśmy kontaktu ze swiadomoscią przeszłosci. A zadecydowały dlatego, że w ciągu tych dziesieciu lat w oczach i świadomosci Polakóws skompromitowała się idea ideologia tzw. realnego socjalizmu. Marks, Lenin i Stalin okazali się fałszywymi autorytetami. Pozostała niechętna prezynalezność do bloku, a konkretnie w orbicie bezpośrednich wpływów ZSRR.
43
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (12)