Leży u mnie na wierzchu książka, jest starannie oprawiona w spłowiały już błękitny papier jakim kiedyś oprawiało się zeszyty szkolne. Na niej jest tez, w dawnych czasach służąca do wisywania nazwy przedmiotu, któremu zeszyt jest poświęcony – naklejka z tytułem „Cesarz mrówek”. Czy był to ostatni napis Kuby? Chyba tak. Dwa dni przed jego śmiercią pozyczyłam mu tę lekturę. Nie wiem jakim cudem do mnie wróciła. Kubę i jego jego młodszą siostrę Linę po raz pierwszy spotkałam gdy mój Ojciec zabrał do nas tę dwójkę na parę dni, gdy ważyły się decyzje czy rodzina Gingoldów zdecyduje się na dołączenie do getta lwowskiego czy nie. Te parę dni spędzaliśmy na cichych zabawach. od czasu do czasu przerywanych wejściem do sąsiedniej kamienicy żołnierzy niemieckich wyprowadzających kolejne rodziny żydowskie, by zapędzić je do getta. Później udało się znaleźć dla nich bezpieczne na razie miejsce ale po jakimś czasie, tuż po godzinie policyjnej tylnym wejściem od strony ganku cała rodzina pojawiła się znowu – okazało się, że ktoś z mieszkańców domu zwrócił uwagę na czarne, kędzierzawe włosy i ciemne oczy żydowskiej rodziny zaczął się nimi bardzo interesować.. Uciekli więc i zjawili się u nas. Na następny dzień zostali przeprowadzeni do innego, jak się wydawało bezpiecznego miejsca. Własnie wtedy pozyczyłam książkę Kubie. Dwa dni później mój Ojciec, który wybrał się do nich, w bramie spotkał niemieckich żołnierzy wynoszących zmarłych po zażyciu trucizny czworo członków rodziny Gingoldów. Matkę, stryja, Kubę i Linę. Czystym przypadkiem nie było ojca w domu.
Piszę to ku Ich pamięci a także zamordowanego na Majdanku właściciela mieszkania, którego nazwiska nie znałam.
Ku pamięci rodziny Fejnemanów, którzy mieszkali w sąsiedniej kamienicy, w jednej izbie na zapleczu sklepiku spożywczego. Widziałam jak wyprowadzali ich z czwórką dzieci, z którymi czasami się bawiłam - Amelką, Joskiem, Sarą i Bobusiem, ślicznym dwulatkiem, który spał w ramionach ojca jakby wszystko było tak jak należy.
Ku pamięci rodziny Rappaportów, których z moim Ojcem na początku istnienia getta odwiedziłam. 5 osób, wszyscy zginęli w Treblince.
Ku pamięci Brunona Schulza, który przed wojną przyjaźnił się z moja rodziną.
Ku pamięci tych wszystkich borysławskich Żydów, których w czasie wypraw do miasta spotykałam, starych i młodych w jarmułkach i z pejsami, w ciemnych obszernych chałatach i te wszystkie stare Żydówki obdarowujące mnie cukierkami i częstujące ciasteczkami.
Cześć Waszej pamięci!
38
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (10)