Wczoraj na blogu RRK pół żartem, pół serio napisałam, że po to by zostać zawodowym politykiem powinno się rok popracować w opiece społecznej i rok w jakimś urzędzie gminnym czy wojewódzkim czy innym tego rodzaju. Ktoś kto nie przeszedł tego rodzaju szkoły nie powinien móc startować w wyborach do Parlamentu. Grupom młodzieży skupiającej się przy różnych partiach zalecałabym przejście psychologicznego treningu zadaniowego w trakcie którego nauczą się jak organizować ludzi do jakiegos społecznego działania i przy okazji zorientuja sie w swoich indywidualnych mozliwosciach; a następnie tworzenie grup wolontariuszy, którzy pomagaliby ludziom okresowo w trudnościach życiowych.
Ostatnio zaczęłam własną, jednoosobowa akcje podsłuchową. Jeżdżę sobie tramwajami, autobusami, pociągami i słucham, w dodatku obserwuję, rózne reakcje słowne i nie tylko, na fakty z życia codziennego.
Oto bardzo młoda matka z trzyletnim dzieckiem w wózku. Dziecko miało bardzo opatulona główkę i bandaż na jednej rączce. Dzieckiem zainteresowała się pani, jak okazało się lekarka i o coś się zapytała dziewczynę i okazało się, że wracała ona z dzieckiem od lekarza specjalisty. Lekarka drążyła dalej i popłynęła przerywana płaczem opowieść 20-letniej kobiety, która od trzeciego miesiąca zycia dziecka nie może go ani na chwilę zostawić samego, a rodzina może dać tylko niewielkie pieniadzy, bo daleko od Warszawy mieszkają.. Dziewczyna-matka była na skraju histerii...
Czy naprawdę nie można zorganizować ekip pomocowych składających się z młodych i nie tylko młodych, które mogłyby raz na jakiś czas posiedzieć godzine czy dwie z dzieckiem, by młoda matka mogła oderwać się od obowiązków i nabrała sił do podjęcia ich znowu za jakże krótki czas, czy nawet zrobić zakupy nie ciągając ze sobą dziecka w wózku? To wcale nie jest takie trudne do zrealizowania. Partie polityczne majac swoje młodzieżowe grupy. mogłyby z obopólną korzyścią (ale nie finansową), przyjść z pomocą takim matkom...?
Jadę długo podmiejskim pociągiem i wysłuchuję opowieści o 25 letnim młodym człowieku, od urodzenia cierpiacym na bezwład nóg, paraliż strun głosowych i spastyczne ruchy rąk. Chłopiec dzięki katorżniczej pracy rodziców skończył szkołe specjalną podstawową i gimnazjum ale jego możliwości kontaktu z ludzmi poza rodzicami są praktycznie niemożliwe. Z opowieści wynika, ze młody człowiek dużo czyta, ma swoja ulubioną muzyką, domaga się odwiedzin w muzeach. Powstaje pytanie co dalej? Aby spastyczne ruchy rąk nie przeszkadzały w kontaktach ze światem potrzebny byłby komputer z olbrzymią klawiaturą, a na to rodziny nie stać. Koszt projektu: 250 000 złotych...
Osób z różnych powodów nie mogących korzystać z normalnej klawiatury komputerowych lub zakładanych na głowę wskaźników jest w Polsce około 100 000 osób. Pomijając względy humanitarne, w większości tych ludzi tkwi naprawde olbrzymi potencjał , bardzo często intelektualny, Jak wiadomo człowiek z jakiegoś powody ograniczony względami fizycznymi wyrabia w sobie umiejętności, które nie wymagają pełnej sprawności w jakiejś dziedzinie.. Mogą czytać, uczyć się, mogliby pisać opracowywać różne prace, od biurowych po naukowe. Czy w tym wypadku państwo nie powinno to im ułatwić zlecając opracowanie projektu na własny koszt, ku również obopólnej korzyści, tym razem finansowej...?
Na marginesie: od nikogo nie usłyszałam tak dokładnych relacji o obrazach wiszących w muzeach jak od... niewidomych, nigdy też uczestnicząc w róznych wyprawach do muzeów i na wystawy nie słyszałam tak wnikliwych pytań i opinii.
Jadę tramwajem, Wsiada młody człowiek z połowa twarzy straszliwie zniekształconą. Ludzie patrzą na niego, odsuwają się i odwracają oczy...Młody człowiek patrzy pustym wzrokiem w przestrzeń. Starszy Pan podchodzi do niego i po prostu pyta: Czy Pan został poparzony? Młodzieniec cicho odpowiada i po chwili obaj siadaja obok siebie i rozmawiają o wypadku, o możliwościach przeszczepu itd.
Bardzo mi ten Pan zaimponował. Mnie było trudno. Ale następnym razem i ja i pozostali świadkowie może będziemy umieli lepiej zrozumieć potrzebę kogoś takiego.
Do autobusu wsiada z trudem niedołężna bardzo stara kobieta. Miejsca siedzące okupują młodzi ludzie. Kiedy ktos z pasażerów próbuje zwrócic ich uwagę na staruszkę zataczajacą się przy każdej zmianie kierunku lub szybkości po autobusie, smarkacz bezczelnie oznajmia: Nie dość, że z mojej pracy zyje, to jeszcze zajmuje miejsce w autobusie. Niech siedzi w domu! Pasażerowie milkną a szczyle rechoczą tryumfalnie... Tym razem nawet nie dziwie się, że nikt nie zareagował. Strach... To co powyżej opisałam to plon mojej akcji podsłuchowej z ostatnich kilku dni.
Później siadam do komputera, wchodzę na Salon24 i czytam : bojkot obcych mediów. Roje popierających gania po salonie, ktoś inny wywołuje burzę w szklance wody inicjując dyskusję o wyższości świąt... to jest konserwatystów od lewaków, ktoś szyderczo atakuje dr Edelmana, a inny udowadnia, że Szymborska to zdrajczyni i on nastolatek, czuje się w obowiązku ją wypunktować. Codzienne życie Salonu24... Dostosowuję się do niego i piszę: Moje dwa życia w jednym.
27
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (15)