rannal rannal
36
BLOG

Przygoda z modernizmem w tle

rannal rannal Kultura Obserwuj notkę 4
Którego dnia za drugim pobytem bolszewików jak się to wtedy mówiło, dorwałam się do przedwojennych książek do języka polskiego dla gimnazjów i liceów. Były to fragmenty tekstów dzieł literackich i zatytułowano je „Mówią wieki”. To tam znalazłam fragmenty „Wesela” Wyspiańskiego. Mądrość ówczesnych nauczycieli polegała na tym, że wybrane teksty pobudzały zainteresowanie młodych czytelników i skłaniały ich do sięgnięcia po całość. Taką funkcję w stosunku do mnie z całą pewnością spełniły.

Armia radziecka szybko posuwała się naprzód i po kilku tygodniach rozeszła się po Lwowie wiadomość o wybuchu Powstania Warszawskiego budząc rózne emocje. Dobrze wiedziano o tym co działo się w Wilnie, gdzie AK zgodnie z apelem władzy radzieckiej ujawniło się. Nieudane powstanie lwowskie pozwoliło podziemnym strukturom pozostać nie ujawnione, zresztą w powaznej mierze do dzisiaj. Zwycięskie Powstanie Warszawskie mogło przynieść albo podobne skutki, albo na co liczyli dowódcy Powstania pozwoliłoby na aktywniejszą postawę aliantów. Na ulicach pojawiły się plakaty nawołujące do dołaczania do armii Berlinga, która miała iść z pomocą Powstaniu. Wielu młodych ludzi zdecydowało się jednak na wstąpienie do wojska, ponieważ była to jednak armia polska. Klęska Powstania, a szczególnie okoliczności ostatecznie ujawniły prawdziwe zamiary ZSRR wobec Polski. Można się było wszystkiego spodziewać. I to właśnie  nastąpiło. Nastroje były fatalne.

Razem z moim przyjacielem Ryśkiem Szportunem, zapamiętałym molem książkowym postanowiliśmy fragmenty tekstów „Wesela” zainscenizować w postaci szopki. (Dzieci odbierają sztukę bardzo trafnie, byle im na to pozwolić.) Przygotowaliśmy z pokoiku dla lalek (był to w tym czasie obowiązkowy gadżet dla dziewczynek) coś co według nas miało być izbą chłopską, zrobiliśmy własnoręcznie kukiełki (jak teraz sobie przypominam były one nieco koszmarne) i wieczorem w którąś sobotę listopadową 1944 roku, po upadku Powstania Warszawskiego, zaprosiliśmy uroczyście na przedstawienie wszystkich mieszkańców kamienicy naszej i sąsiedniej połączonej z naszą gankami od podwórza. Oprócz tekstów Wyspiańskiego postanowiliśmy zaśpiewać „Nie dbam jaka spadnie kara...” i „Rozkwitały pąki białych róż” oraz oczywiście „Z dymem pożarów...”. Widzowie byli naprawdę wzruszeni.

Po jakimś czasie w czasie Świąt Bożego Narodzenia,  NKWD zaaresztowało kilkuset Polaków, przeważnie z kręgów robotniczych i inteligenckich. Były to osoby, które w czasie okupacji niemieckiej pełniły funkcje kierownicze np. wicedyrektora Bibliotece Uniwersyteckiej czy Stacji Wodociągów Miejskich czy Instytutu Weigla. Zarzucano im kolaborację z Niemcami, a od 1940 roku wszyscy mieszkańcy terenów zdobytych przez ZSRR zostali jego obywatelami. I nigdy według władz radzieckich nimi nie przestali być.

Mniej więcej na początku 1945 tysiące „bezprizornych” przerwały kordon na Wołdze i zalały centrum Lwowa. Aleje Akademickie były wypełnione setkami czarnych, brudnych, postaci w łachmanach a wokół krążyły trójki uzbrojonych krasnoarmiejców.

Po inauguracyjnym przedstawieniu „Ich czworo” Lwowski Teatr Polski wystawił ‘Wesele”. Moje ukochane „Wesele”!!! Musiałam to zobaczyć i to na premierze. Dzięki bezczelności udało mi się.

Rolę Isi w tym przedstawieniu grała moja daleka kuzynka Janusia Skwarczyńska. Zazdrość i zachwyt spowodowały, że po przedstawieniu pogalopowałam do mieszkania znanej aktorki i reżyserki Zuzanny Łozińskiej by błagać ją o zatrudnienie mnie jako dublerki Janusinej. Niestety Pani Zuzanna nie dała się złamać i ja w potokach łęz, tym razem powlokłam się do domu w żółwim tempie i nie zdołałam wrócić przed godziną policyjną. To co działo się w domu to przechodziło pojęcie ludzkie. (Muszę się też przyznać, że o moim planie dostania się na przedstawienie nie uznałam za stosowne poinformować Rodziców ani sasiadów, którzy gdy nie było w domu Rodziców opiekowali się mną). Zaalarmowani mieszkańcy naszej kamienicy zaczęli rozważać rózne koncepcje działań, tym żywiej, bezdomni i bezrobotni z głębi Rosji stawali się coraz groxniejsi. Na szczęście kilkanaście minut po godzinie policyjnej zastukałam do okna sutereny, gdzie mieszkała nasze dozorczyni, bardzo ciepła i sympatyczna Ukrainka Pażka i która natychmiast mnie zagarnęłą, nawymyślała i triumfalnie zaprowadziła da sąsiedniego mieszkania, gdzie zebrali się niespokojni współlokatorzy. Co było dalej raczej opowiadać nie będę.

Następny etap fascynacji już nie tylko Wyspiańskim ale i Tetmajerem i w ogóle Młodą Polską przeżywałam w Krakowie gdzie trafiliśmy jako repatrianci. Miałam przewodników w postaci Rodziców, którzy w czasach studenckich często bywali w tym mieście. Chodząc ze mna po Krakowie opowiadali o Boyu Żeleńskim,Którego  poznaław w trakcie jednej z wizyt u znajomuch odbytej z Rodzicami  cytowali jego Słówka, (Jama Michalikowa!), pokazywali kamienice w których mieszkał, opowiadali o Przybyszewskim, Rydlu. Pokazywali, gdzie włócząc się po nocnym Krakowie straszyli mieszkańców parterowych mieszkań stukaniem w szyby, czy kapeluszem podnoszonym na lasce (Ach, laska! To był niezbędny atrybut eleganta owych modernistycznych czasów, a nie synonim ładnej dziewczyny).

Oczywiście musieliśmy odwiedzic Bronowice i ówczesną chałupę gdzie w jednej izbie zamieszkiwali Tetmajerowie. Byłam więc w izbie, w której ukryty za drzwiami Wyspiański patrzył i słuchał rozmów postaci utrwalonych później w „Weselu”. Widziałam w ogrodzie chochoła zapewne zachowanego na potrzeby licznych gości, bo lato się lada chwila miało zacząć. Nam się udało wyjątkowo, bo zastaliśmy sędziwą już Panią Annę Przerwa-Tetmajerową i Kubę Mikołajczyka. Mój zachwyt był tak widoczny, że Pani Anna dała mi fotografię Isi. Wisi teraz w moim pokoju w ramce i ja-dziecko, niedoszłe jej wcielenie sceniczne, i Ona rozmawiamy sobie o naszych róznych dziecięcych sprawach. Czasem Ona o coś zapyta, czasem ja. Jak to w każdym zyciu, nawet posmiertnym bywa.


rannal
O mnie rannal

Jestem średniakiem. Srednia inteligencja, średni wzrost i poniżej średniej emerytura.Interesuję się człowiekiem, jego twórczością, psychiką, reakcją na różne sytuacja i to prowadzi mnie do socjologii, psychologii społecznej i politologii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura