Twarz zakrywają mu długie rozwichrzone włosy, spod których błyszczące oczy są widoczne jakby za przezroczystą zasłoną. Porusza się sztywno, z pewnym trudem. Sprawia wrażenie zaniedbanego. Ubranie wisi na nim jakby było za obszerne, wymiete. Mówi nieco tylko nerwowo, a gdy traci kontrolę nad rozmową zaczyna się fatalnie jąkać. Jest pełen lęku, co wyraźnie daje się zauważyć. Zdradził. Musi z tym zyć. A to jest trudne dla kogoś kto za wszelką cenę chciał być w czyś dobry. Prowadzący go esbek mówi o nim z uznaniem jako o doskonałym agencie. Faktycznie, w innych dziedzinach nie odznaczył się szczególnie.
Może teraz myśli, że lepiej byłoby dla niego gdyby nie zył. Wiele wskazuje na to, że sprawa sadowa nie przyniesie rozwiązania w postaci więzienia a to dałaby mu pewną może namiastkę ekspiacji. Dlatego dla niego oznacza to, że będzie musiał zyć na, ruinach własnoręcznie zburzonego życia. I dopóki bedzie żył będzie zdany na miłosioerdzie i zsuwanie się w dół po równi pochyłej, którą sobie sam zbudował.
Kiedy patrzę na niego nie potrafię znaleźć w sobie litości. Budzi się we mnie przerażenie ik skłania do odwróceia się od niego. Chciałabym o nim nie pamietać, ale to jest niemozliwe. Gdzieś na obrzeżach moich mysli bedzie istniał jako obaz i przykład wewnętrznego rozpadu człowieka, którego pokonał lęk przed okazaniem sie gorszym.
To wszystko zmusza mnie do miłosierdzia. I dlatego próbuję go zrozumieć. Odnaleźć w sobie cień tego lęku, który go powalił.
Ludziom wydaje się, że kara śmierci jest najgorszym co może spotkać przestępcę. Nie, to bywa akt łaski. Najstraszliwszą karą jest zmuszenie do przyjęcie od pokrzywdzonego społeczeństwa miłosierdzia i skazanie na dożywotne bycie z własnym sumieniem.
59
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (23)